Reklama

Dwa światy w Jedwabnem. Braun odsłania własny monument [VIDEO i FOTO]

Podczas gdy pod specjalnym namiotem rozciągniętym nad jedwabieńskim pomnikiem trwała modlitwa za Żydów pomordowanych w 1941 roku – w tym roku z udziałem marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego – zaledwie kilkadziesiąt metrów, na prywatnej działce Grzegorz Braun odsłonił wielometrowy krzyż oraz kontrowersyjną tablicę.

Zgromadzeni wokół nowego krzyża ludzie nie kryli, po co tu przyjechali. Chodziło o stworzenie bezpośredniej przeciwwagi dla oficjalnych uroczystości. Grzegorz Braun w swoim przemówieniu prosto z mostu wyłożył powody tej akcji. Przekonywał, że w miejscu naznaczonym tak potwornym horrorem dramatycznie brakowało dotąd katolickiego punktu odniesienia. Czegoś, co pozwalałoby przechodniom po prostu pomodlić się i „westchnąć za duszę pomordowanych”. Poseł bez ogródek stwierdził, że obecny stan rzeczy to jaskrawy dowód na to, że Polska nie jest suwerennym państwem.

Głównym motywem wystąpienia stało się żądanie natychmiastowego powrotu śledczych i prokuratury do Jedwabnego. Braun grzmiał, że ziemia w tym miejscu wciąż kryje realne dowody potwornej zbrodni. Według niego nie powinno być tu miejsca na polityczne programy czy retoryczne wywody – sprawą mają zająć się prokuratorzy, policjanci i medycy sądowi. Wyjaśnienie tej zbrodni poseł nazwał bezwzględnym obowiązkiem prawnym każdego państwowca, a nie kwestią osobistego widzimisię.

Reklama

Zdaniem polityka, wszelkie dotychczasowe działania śledcze zostały wstrzymane wyłącznie dlatego, że polskie władze uległy „na gwizdnięciu obcych ambasadorów”. Wyraził przy tym nadzieję, że nadejdą czasy, gdy polscy policjanci w mundurach z orłami na czapkach będą z dumą zabezpieczać teren wznowionej ekshumacji.

Braun nie bawił się w parlamentarną dyplomację. Jego głównym celem stał się naczelny rabin Polski, Michael Schudrich. Poseł wielokrotnie nazwał go „szachrajem” oraz „przestępcą”, który rzekomo obsesyjnie wraca na miejsce przestępstwa i uniemożliwia działanie polskiej policji czy sądu. Żądał dla niego natychmiastowego zatrzymania, procesu, odsiadki, a po wyroku – bezwzględnego wydalenia z kraju.

Reklama

Mocne oskarżenia padły również pod adresem polskich polityków, których Braun ochrzcił mianem „kłamców jedwabieńskich”. Twierdził, że bezkarnie szastali oni polską godnością, życiem i majątkiem, za co żyjący z nich powinni zostać ścigani i przykładnie ukarani.

Alternatywne mauzoleum z kontrowersyjną tablicą

Braun głośno dziękował prawicowym publicystom i redakcjom – w tym Wojciechowi Sumlińskiemu, Tomaszowi Sommerowi czy Markowi Skalskiemu – za to, że dzięki ich staraniom w Jedwabnem wyrosło to alternatywne „miejsce prawdziwej pamięci”, które nazwał wręcz mauzoleum. Przeciwstawił je oficjalnemu monumentowi stojącemu opodal, nazywając tamto miejsce „miejscem kłamstwa”. Stwierdził też, że cieszy go fakt, iż naród polski nie stoi już tutaj wyłącznie w „pokornej kolejce do składania przeprosin w nie swoim imieniu”.

Reklama

Całość wydarzenia spięła wspólna modlitwa oraz odczytanie intencji, która wprost odwzorowuje treść wyrytą na nowej tablicy. Napis ten bez wątpienia doleje oliwy do ognia w i tak już napiętej debacie publicznej. Inskrypcja wzywa bowiem do modlitwy za ofiary więzione, torturowane i pomordowane przez dwa systemy totalitarne. O ile pierwszy to „niemiecki nazizm”, o tyle jako drugi wprost wskazano „rosyjsko-żydowski sowietyzm”.

Dwa pomniki, dwa skrajnie różne opisy historii i głęboki rów ideologiczny zaledwie kilkadziesiąt metrów od siebie – tak to wygląda w Jedwabnem. 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 10/07/2026 16:39
Reklama

Najnowsze rolki



Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości