Reklama

Rozstrzelano ich przed pożarem? Archeolożka wraca do Jedwabnego i żąda ekshumacji

Jutro oficjalna 85. rocznica tragicznego mordu na żydowskich mieszkańcach Jedwabnego ale kontruroczystości zaczęły się już dziś. Na prywatnej działce, tuż obok oficjalnego pomnika upamiętniającego ofiary, fundacja powiązana z posłem Grzegorzem Braunem planuje też postawić wielometrowy krzyż. Ma na nim zawisnąć tablica wprost kwestionująca dotychczasowy, ustalony przez historyków przebieg zbrodni.

W tym samym czasie, zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej, środowiska narodowe i prawicowe rozpoczęły swoje dwudniowe kontruroczystości pod hasłem „Ziemia nie kłamie”. Organizatorzy głośno mówią ze sceny o prowokacjach, rzekomym zamykaniu ust i zastraszaniu zaproszonych gości. 

Prof. Grupa na scenie: „Ofiary zginęły przed pożarem stodoły”

Głównym punktem dzisiejszych spotkań było wystąpienie prof. dr hab. Małgorzaty Grupy, archeolożki z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. To ona w 2001 roku pracowała tu z zespołem badawczym, którego prace ekshumacyjne w Jedwabnem zostały nagle przerwane decyzją ówczesnego ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego. Dziś jej naukowe i osobiste relacje są głównym argumentem dla środowisk domagających się rewizji historii.

Reklama

Profesor Grupa, powołując się na swoje duże doświadczenie z prac m.in. przy masowych grobach w Charkowie, przedstawiła ze sceny techniczną i makabryczną analizę tego, co jej zdaniem kryje ziemia pod dawną stodołą. 

Prof. Małgorzata Grupa przedstawiła hipotezę, że żydowskie ofiary najprawdopodobniej same wykopały dół śmierci wewnątrz stodoły, gdzie zostały rozstrzelane jeszcze przed pożarem budynku. Jako kluczowy dowód badaczka wskazała ułożenie ciał w dwóch rzędach oraz odnalezienie pocisku tkwiącego bezpośrednio w jednej z kości. Dodała, że przed podpaleniem obiektu zwłoki przysypano zaledwie 10–15 centymetrami ziemi, na co wskazuje specyficzne „wyprażenie” ubrań przez samą wysoką temperaturę, a nie ich bezpośrednie strawienie przez ogień. 

Reklama

 Prof. Grupa skrytykowała próby badania miejsca za pomocą georadarów, nazywając je nieczytelnymi i zawodnymi w przypadku ludzkich kości. 

- Pełne ekshumacje tutaj powinniśmy wykonać dlatego, żeby albo potwierdzić to, co przypuszczamy, albo zanegować. To każda, każde badania archeologiczne mają to na celu.

Sumliński: „Wyjąć największą cegłę z muru kłamstwa”

Przed wystąpieniem profesor Grupy głos zabrał publicysta Wojciech Sumliński, współautor świeżo wydanej książki „EKSHUMACJA”. Sumliński w ostrych słowach zaatakował głośną książkę Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi”, zarzucając jej autorowi budowanie mitu na kłamstwach.

Reklama

Publicysta starał się podważyć wiarygodność kluczowego świadka tamtych wydarzeń, Szmula Wasersztajna. Według przedstawionej przez niego wersji, opartej na dokumentach z archiwów, Wasersztajn w dniu tragedii – 10 lipca 1941 roku – miał przebywać tysiące kilometrów dalej, na Syberii, gdzie rzekomo trafił po uwięzieniu przez Sowietów za kradzież patefonu podczas libacji.

Dla Sumlińskiego i zgromadzonych wokół kontenerów ludzi jedyną drogą do oczyszczenia dobrego imienia Polaków jest fizyczne wznowienie prac archeologicznych.

Reklama

- Tym celem jest ekshumacja. Ekshumacja spowoduje wyjęcie z tego muru kłamców największej cegły i ten mur ma szansę się zawalić – mówił do mikrofonu publicysta.

Oficjalne fakty kontra rocznicowe emocje

W tle tych mocnych deklaracji i planów stawiania krzyża stoją jednak twarde, urzędowe dokumenty państwa polskiego, o których uczestnicy kontrobchodów mówią niechętnie albo nazywają je elementem „pedagogiki wstydu”.

Oficjalne śledztwo pionu śledczego IPN, zamknięte w 2003 roku przez białostockiego prokuratora Radosława Ignatiewa, przyniosło zupełnie inne konkluzje: grupa przynajmniej 40 polskich mężczyzn z Jedwabnego zamordowała minimum 340 swoich żydowskich sąsiadów, w tym kobiety oraz dzieci. Ofiary najpierw spędzono na miejski rynek, gdzie zmuszono je do wykonywania upokarzających prac fizycznych. Następnie ludność żydowską zamknięto w stodole, oblano naftą i spalono żywcem. Niemcy ponoszą w tej sprawie odpowiedzialność sensu largo (w szerokim znaczeniu). To oni byli inspiratorami zbrodni – dali polskim wykonawcom przyzwolenie na mord i zagwarantowali im pełną bezkarność.

Reklama

Co z pociskami i łuskami, o których mówiła ze sceny prof. Grupa? W oficjalnym raporcie IPN biegli z zakresu balistyki wyjaśnili tę sprawę jednoznacznie: pod stodołą w Jedwabnem 10 lipca 1941 roku nie strzelano z broni palnej. Odnalezione w okolicy łuski rosyjskie i niemieckie pochodziły częściowo jeszcze z czasów I wojny światowej, a pozostałe wystrzelono z karabinów maszynowych MG 42, które weszły na uzbrojenie dopiero w 1942 roku i były efektem walk frontowych z roku 1945. Według prokuratorów, brutalność śledztwa UB z lat 40. wobec niektórych sprawców również nie zmieniła istoty faktów o polskim udziale w mordzie.

Jutro przed pomnikiem w Jedwabnem pojawią się oficjalne delegacje, by oddać hołd zamordowanym mieszkańcom miasteczka. Główne uroczystości upamiętniające ofiary mordu organizuje zarząd Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie oraz naczelny rabin Polski Michael Schudrich, a wśród zapowiedzianych gości ma znaleźć się m.in. marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty.

Reklama

Co ciekawe, nad całością monumentu organizatorzy zdążyli już rozbić potężny namiot. Czy to zwykłe zabezpieczenie przed zapowiadanym, kolejnym już deszczem, czy raczej dosłowna próba fizycznego i wizualnego odgrodzenia się od trwających tuż za miedzą, głośnych kontruroczystości Sumlińskiego i Brauna?

 

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości