Mieszkańcy Nowogrodu tylko kręcą głowami z rezygnacją. Na skrzyżowaniu ulic Stacha Konwy i Cmentarnej znowu śmierdzi rozlanym olejem. Ledwo minął tydzień od poprzedniego, niemal identycznego zderzenia w tym miejscu, a dzisiaj po godzinie 15:00 dostaliśmy kolejną powtórkę z rozrywki. Scenariusz? Do bólu ten sam, co zwykle.
Wszystko rozegrało się w kilka sekund. Od strony Sławca w kierunku drogi wojewódzkiej nr 645 jechał biały dostawczak. Przed samą "wojewódzką" stoi jak wół duży znak STOP. Kierowca furgonetki albo go przegapił, albo uznał, że zdąży – w każdym razie nawet się nie zatrzymał. Wjechał prosto na skrzyżowanie, taranując żółtego busa, który jechał prawidłowo w stronę Łomży.
Huk uderzenia był potężny, a przody obu samochodów momentalnie zamieniły się w stertę pogniecionej blachy i plastiku.
Na szczęście, tym razem skończyło się głównie na strachu i stratach materialnych. Ratownicy z wezwanej na miejsce karetki pogotowia szybko zajęli się poszkodowanym kierowcą białego dostawczaka. Mężczyzna miał niesamowite szczęście – po opatrzeniu i zbadaniu w ambulansie okazało się, że nie musi jechać do szpitala.
Pracujący na miejscu policjanci zamknęli sprawę krótko: kwalifikacja jako kolizja drogowa.
To skrzyżowanie ma fatalną prasę. Kierowcy jadący od Sławca regularnie ignorują tu przepisy, wymuszając pierwszeństwo na jadących DW 645.