Reklama

Od wielkiej opery po rozrywkowe bisy. Festiwal Drozdowo-Łomża opanował akademicką aulę [VIDEO i FOTO]

Piątkowy wieczór w auli Akademii Łomżyńskiej pokazał, że pięćset miejsc siedzących to wcale nie tak dużo, kiedy w programie XXXIII Międzynarodowego Festiwalu Muzyczne Dni Drozdowo-Łomża pojawia się hasło „Canto amore mio”. Słuchacze, którzy szczelnie wypełnili salę, dostali dokładnie to, po co przyszli – od trudnego, klasycznego kalibru operowego po absolutną rozrywkę, przy której nikt już nie udawał, że muzyka poważna musi być śmiertelnie poważna.

Jacek Szymański, twórca i dyrektor artystyczny festiwalu, doskonale wie, co robi, wybierając tę przestrzeń. Jak sam przyznaje, to największa widownia w mieście. Chodziło o to, by pokazać śpiewaków młodego pokolenia – dynamicznych, sprowadzonych z Warszawy, Poznania, Gdańska czy Wrocławia – i dać im pole do popisu. Pomysł na wieczór był prosty: pierwsza część miała przenieść widownię w świat „wielkiej opery”, a druga przynieść trochę lżejszego oddechu w klimatach operetki, musicalu i filmu.

Na scenie od początku iskrzyło. Joanna Nawrot-Maciejowska z Opery Lubelskiej już przy pierwszym wyjściu postawiła poprzeczkę karkołomnie wysoko, wcielając się w Violettę z verdiowskiej „Traviaty”. Łomżyńska publiczność dobrze ją zna, ale ten występ potwierdził jej ogromną wszechstronność. Sama śpiewaczka w rozmowie za kulisami nie ukrywała, że program wymagał od niej pełnego skupienia.

Reklama

- Mam przed sobą naprawdę trudny repertuar, jeden z najtrudniejszych, jakie w ogóle prezentuję - mówiła jeszcze przed koncertem. - Cieszy mnie jednak to, że występuję z moimi wspaniałymi przyjaciółmi i z mężem. To daje bardzo fajne porozumienie na scenie - dodała.

Obok niej usłyszeliśmy sopranistkę Joannę Palac, pochodzącą z Zambrowa, a na co dzień związaną z Chórem Narodowego Forum Muzyki we Wrocławiu. Męską stronę reprezentowali tenor Piotr Maciejowski oraz świetnie znany w Łomży baryton Jakub Milewski (pochodzący z sąsiedniej Ostrołęki).  To właśnie ich wspólne wykonanie szlagieru „Brunetki, blondynki” wywołało największy entuzjazm. 

Reklama

Warto podkreślić rolę pianistów, którzy tego wieczoru mieli pełne ręce roboty. Anna Mikolon, świętująca w tym roku okrągłe 30-lecie pracy artystycznej, udźwignęła akompaniament do większości z przygotowanych utworów. Z kolei Rafał Lewandowski zafundował widowni niespodziankę, wykonując słynny „Taniec z szablami” Chaczaturiana na cztery ręce wspólnie ze swoim synem Franciszkiem.

Całość spiął wspólny finał i zbiorowy bis – ponadczasowe „Usta milczą, dusza śpiewa” z „Wesołej wdówki” Lehára, które artyści wykonali razem, żegnani owacją na stojąco.

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 05/07/2026 17:41
Reklama

Najnowsze rolki



Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości