Gdyby ktoś w czwartek nie wiedział, dlaczego ulicami Łomży maszeruje uśmiechnięty, głośny korowód w niepasujących do siebie skarpetkach, odpowiedź znalazłby w Hali Kultury. Uczniowie Zespołu Szkół Specjalnych po raz kolejny pokazali, że „inność” to w ich wydaniu po prostu inna dawka energii. Ale tegoroczny Światowy Dzień Zespołu Downa miał w Łomży jeszcze jeden, bardzo konkretny wymiar – taki, który pachnie nową kuchnią i smakuje normalnością.
Zaczęło się od wybiegu. W Hali Kultury nie było sztywnej atmosfery wielkiej mody, za to były gromkie brawa i autentyczna radość. Dzieciaki z ZSS wskoczyły w odważne stylizacje, udowadniając, że dystans do schematów mają opanowany lepiej niż niejeden dorosły. To nie był tylko „pokaz” – to była demonstracja obecności. Potem przenieśli się na ulice. Kolorowy przemarsz przeszedł pod siedzibę szkoły przy ul. Skłodowskiej-Curie, budząc zainteresowanie przechodniów i przypominając, że solidarność nie musi być nudna.
W tłumie tradycyjnie już szedł prezydent Mariusz Chrzanowski. Tym razem jednak, obok symbolicznych gestów, miał do przekazania coś więcej niż tylko życzenia.
Prawdziwe emocje czekały jednak w murach szkoły. Powód? Finał inwestycji, na którą placówka czekała latami. Za ponad 5,2 miliona złotych (w dużej mierze z „Polskiego Ładu”) budynek przeszedł operację na żywym organizmie. To, co wcześniej było niefunkcjonującym, sypiącym się pionem kuchennym, dziś wygląda jak profesjonalne zaplecze gastronomiczne.
Nie chodzi tylko o nowe kafelki czy lśniące garnki. Zakres prac był ogromny:
Zmieniono nawet takie detale jak schody zewnętrzne i lokalizację podjazdu dla wózków. Wszystko po to, by dzieciaki, które i tak mają w życiu pod górkę, w szkole nie musiały walczyć z barierami architektonicznymi.
Dla dyrektor placówki, Lucyny Anteckiej, to nie jest tylko kolejna „miejska inwestycja”. To zamknięcie pewnego etapu walki o standardy.
- Przez lata marzyliśmy o tym, by stworzyć przestrzeń w pełni dostosowaną do potrzeb naszych uczniów - przyznała podczas otwarcia. Nowoczesna kuchnia ma służyć nie tylko karmieniu, ale i nauce samodzielności – to tu podopieczni będą szlifować „umiejętności życiowe”, które dla zdrowego rówieśnika są oczywiste, a dla nich są biletem do większej niezależności.
Prezydent Chrzanowski, przecinając wstęgę, nie ukrywał, że te 5 milionów to dobrze wydane pieniądze.
- Skutecznie sięgamy po środki zewnętrzne i przekuwamy je w konkret - mówił, podkreślając, że uczniowie wymagający szczególnej troski zasługują na najwyższy standard, a nie na półśrodki.
Dziś było barwnie od skarpetek, ale to zapach nowej kuchni i widok nowoczesnej windy dawały realne poczucie, że coś się zmienia. Bo inkluzywność w Łomży to już nie tylko hasła na transparentach, ale też konkretna, sanitarna rzeczywistość, która po prostu ułatwia życie.