Po dwóch dniach, w których powietrze w Łomży można było przysłowiowo „gryźć”, wreszcie nadeszła poprawa. Mieszkańcy mogą dziś odetchnąć z ulgą – wskaźniki na stacji przy ul. Sikorskiego zaświeciły się na zielono. To jednak nie koniec walki o czyste płuca. Na ulice miasta wyjechał smogobus, a komendant Straży Miejskiej punktuje dziury w przepisach, które robią z naszego regionu śmietnisko dla kiepskiego opału.
Sytuacja meteorologiczna wreszcie się zmieniła. Według odczytów ze stacji przy ul. Sikorskiego 48/94, Polski Indeks Jakości Powietrza jest dziś oceniany jako „Dobry”. Stężenie pyłu PM2,5 spadło do poziomu 32,70 µg/m³, a PM10 do 34,80 µg/m³. Jeszcze kilkanaście godzin temu słupki te szybowały w niebezpieczne rejony, a nad miastem wisiała gęsta mgła.
Gdy tylko jakość powietrza spada, do akcji wkracza Straż Miejska. Patrole wyposażone w mobilny sprzęt pomiarowy co godzinę sprawdzają jakość powietrza w różnych dzielnicach.
– Chcemy wyeliminować jedną z możliwych przyczyn smogu, która związana jest ze spalaniem zabronionych paliw w piecach – wyjaśnia Paweł Żebrowski, komendant Straży Miejskiej w Łomży.
Funkcjonariusze prowadzą kontrole palenisk w godzinach od 7:30 do 22:00. Reagują zarówno na zgłoszenia mieszkańców („sąsiad mnie truje”), jak i podejmują interwencje własne, gdy widzą podejrzany dym. W ubiegłym roku przeprowadzono w Łomży 192 takie kontrole, z czego 30 zakończyło się mandatem.
A kary mogą być dotkliwe. Jeśli w piecu znajdą się śmieci, plastik, guma czy odpady meblowe, strażnik może wypisać mandat do 500 zł. Jeśli sprawa trafi do sądu, grzywna może wzrosnąć nawet do 5000 zł.
Strażnicy mają w rękawie asa, którego rzadko muszą używać, ale który działa psychologicznie. To możliwość pobrania próbki popiołu i wysłania jej do specjalistycznego laboratorium.
– Jeszcze ani razu nie musieliśmy wysyłać próbek, choć mamy taką umowę. W sytuacjach spornych, gdy właściciel twierdzi, że nie pali śmieciami, a strażnik widzi co innego, informujemy o procedurze – tłumaczy komendant Żebrowski. – Kiedy mieszkaniec dowiaduje się, że po badaniu laboratoryjnym sprawa trafi do sądu, gdzie grozi 5000 zł grzywny plus koszty badania i sądowe, zazwyczaj przyjmuje 500-złotowy mandat.
Reklama
Komendant Żebrowski obala popularny mit, że smog w Łomży generuje jedna konkretna dzielnica.
– Nie ma klucza. Problemem są po prostu rejony domków jednorodzinnych, niezależnie od części miasta – mówi.
Szef łomżyńskich strażników zwraca jednak uwagę na systemowy problem, który wiąże ręce służbom. Województwo Podlaskie do tej pory nie przyjęło uchwały antysmogowej, która obowiązuje już w innych regionach kraju.
– W innych województwach strażnicy chodzą z wilgotnościomierzami. Sprawdzają, czy drewno było sezonowane. U nas można palić nawet pyłem węglowym, bo nie ma przepisów, które by tego zabraniały – punktuje Żebrowski.
Reklama
Efekt? Najgorszej jakości węgiel z polskich kopalń trafia często właśnie na do naszego województwa, bo tutaj dystrybutorzy nie muszą spełniać wyśrubowanych norm. Podobnie jest z drewnem – mieszkańcy potrafią wrzucić do pieca mokre szczapy prosto z lasu.
– Widać po takim drzewie, że ono się dosłownie „poci” w ogniu. To generuje ogromne ilości dymu i sadzy, która osiada w kominach i okolicy – dodaje komendant.
Straż Miejska przypomina jednak, że palenie śmieciami to tylko jeden z elementów układanki. Na to, czym oddychamy w Łomży, wpływają też dozwolone paliwa (węgiel, drewno), spaliny samochodowe oraz pogoda. Przy niskim ciśnieniu i braku wiatru, nawet dym z legalnego opału kumuluje się nad miastem, tworząc smogową czapę, z którą zmagaliśmy się przez ostatnie dwie doby.
