Reklama

Koniec smogowego alarmu w Łomży. Smogobus jednak nie zjeżdża do bazy

09/01/2026 11:51

Po dwóch dniach, w których powietrze w Łomży można było przysłowiowo „gryźć”, wreszcie nadeszła poprawa. Mieszkańcy mogą dziś odetchnąć z ulgą – wskaźniki na stacji przy ul. Sikorskiego zaświeciły się na zielono. To jednak nie koniec walki o czyste płuca. Na ulice miasta wyjechał smogobus, a komendant Straży Miejskiej punktuje dziury w przepisach, które robią z naszego regionu śmietnisko dla kiepskiego opału.

Sytuacja meteorologiczna wreszcie się zmieniła. Według odczytów ze stacji przy ul. Sikorskiego 48/94, Polski Indeks Jakości Powietrza jest dziś oceniany jako „Dobry”. Stężenie pyłu PM2,5 spadło do poziomu 32,70 µg/m³, a PM10 do 34,80 µg/m³. Jeszcze kilkanaście godzin temu słupki te szybowały w niebezpieczne rejony, a nad miastem wisiała gęsta mgła.

Smogobus w akcji. Co grozi trucicielom?

Gdy tylko jakość powietrza spada, do akcji wkracza Straż Miejska. Patrole wyposażone w mobilny sprzęt pomiarowy co godzinę sprawdzają jakość powietrza w różnych dzielnicach.

Reklama

Chcemy wyeliminować jedną z możliwych przyczyn smogu, która związana jest ze spalaniem zabronionych paliw w piecach – wyjaśnia Paweł Żebrowski, komendant Straży Miejskiej w Łomży.

Funkcjonariusze prowadzą kontrole palenisk w godzinach od 7:30 do 22:00. Reagują zarówno na zgłoszenia mieszkańców („sąsiad mnie truje”), jak i podejmują interwencje własne, gdy widzą podejrzany dym. W ubiegłym roku przeprowadzono w Łomży 192 takie kontrole, z czego 30 zakończyło się mandatem.

A kary mogą być dotkliwe. Jeśli w piecu znajdą się śmieci, plastik, guma czy odpady meblowe, strażnik może wypisać mandat do 500 zł. Jeśli sprawa trafi do sądu, grzywna może wzrosnąć nawet do 5000 zł.

Reklama

„Laboratorium” straszy skuteczniej niż mandat

Strażnicy mają w rękawie asa, którego rzadko muszą używać, ale który działa psychologicznie. To możliwość pobrania próbki popiołu i wysłania jej do specjalistycznego laboratorium.

Jeszcze ani razu nie musieliśmy wysyłać próbek, choć mamy taką umowę. W sytuacjach spornych, gdy właściciel twierdzi, że nie pali śmieciami, a strażnik widzi co innego, informujemy o procedurze – tłumaczy komendant Żebrowski. – Kiedy mieszkaniec dowiaduje się, że po badaniu laboratoryjnym sprawa trafi do sądu, gdzie grozi 5000 zł grzywny plus koszty badania i sądowe, zazwyczaj przyjmuje 500-złotowy mandat.

Reklama

Mit „złej dzielnicy” i problem mokrego drewna

Komendant Żebrowski obala popularny mit, że smog w Łomży generuje jedna konkretna dzielnica.

 – Nie ma klucza. Problemem są po prostu rejony domków jednorodzinnych, niezależnie od części miasta – mówi.

Szef łomżyńskich strażników zwraca jednak uwagę na systemowy problem, który wiąże ręce służbom. Województwo Podlaskie do tej pory nie przyjęło uchwały antysmogowej, która obowiązuje już w innych regionach kraju.

W innych województwach strażnicy chodzą z wilgotnościomierzami. Sprawdzają, czy drewno było sezonowane. U nas można palić nawet pyłem węglowym, bo nie ma przepisów, które by tego zabraniały – punktuje Żebrowski.

Reklama

Efekt? Najgorszej jakości węgiel z polskich kopalń trafia często właśnie na do naszego województwa, bo tutaj dystrybutorzy nie muszą spełniać wyśrubowanych norm. Podobnie jest z drewnem – mieszkańcy potrafią wrzucić do pieca mokre szczapy prosto z lasu.

Widać po takim drzewie, że ono się dosłownie „poci” w ogniu. To generuje ogromne ilości dymu i sadzy, która osiada w kominach i okolicy – dodaje komendant.

Nie tylko piece

Straż Miejska przypomina jednak, że palenie śmieciami to tylko jeden z elementów układanki. Na to, czym oddychamy w Łomży, wpływają też dozwolone paliwa (węgiel, drewno), spaliny samochodowe oraz pogoda. Przy niskim ciśnieniu i braku wiatru, nawet dym z legalnego opału kumuluje się nad miastem, tworząc smogową czapę, z którą zmagaliśmy się przez ostatnie dwie doby.

Reklama

 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 09/01/2026 12:04
Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama