Reklama

ŁKS pokazał charakter i wielką wolę walki - relacja z meczu [FOTO - więcej zdjęć]

27/07/2015 09:21

W niedzielnym spotkaniu I rundy Pucharu Polski ŁKS pokazał charakter i wielką wolę walki. Na wielkie uznanie zasługuje cały zespół, choć oczywiście indywidualnie należy wyróżnić bramkarza biało-czerwonych Piotra Lipkę, który bronił po prostu w nieprawdopodobnych sytuacjach. Również nowy stoper ŁKS-u Reinaldo Melao mocno błyszczał "czyszcząc" wszystko, co tylko się dało i wprowadzając spokój w poczynania defensywne całej drużyny.

ŁKS doskonale wiedział z kim przyszło mu się mierzyć i świadomie nie zamierzał grać otwartej piłki, jaką preferuje na codzień. W ubiegłym sezonie, znając częstotliwość, z jaką nasi piłkarze popełniali błędy w obronie, należałoby się spodziewać naprawdę wysokiego wyniku na korzyść z przyjezdnych. Dziś ten zespół wygląda z tyłu zupełnie inaczej i z taką defensywą może śmiało patrzeć w przyszłość. Nie zapominajmy przy tym, że w niedzielnym spotkaniu nie zagrał jeszcze najnowszy nabytek, również środkowy obrońca, Bartłomiej Makowski, który jeszcze bardziej wzmocni tę formację.

My jednak wróćmy do samego meczu, przyszłość klubu zostawiając sobie na nieco później. Zdecydowanie lepiej w mecz weszli goście, którzy od samego początku zaczęli dążyć do objęcia prowadzenia. Nie było tu żadnego badania rywala, "obwąchiwania" i sprawdzania na co go stać. Chrobry ruszył od razu do przodu z myślą, by szybko strzelić kilka goli i zakończyć całą sprawę w miarę bezboleśnie. Niestety dla gości, tym razem trafili na wyjątkowy dzień Piotra Lipki, który wyciągał takie strzały, że ręce same składały się do braw. Pierwszą okazję do zaprezentowania swoich umiejętności miał już w 1. minucie meczu, kiedy to znalazł się oko w oko z Damianem Sędziakiem i odbił piłkę po mocnym uderzeniu pomocnika Głogowa. Siedem minut później "Lipa" miał już zdecydowanie łatwiej, bo ten sam Sędziak uderzając głową przestrzelił ponad bramką ŁKS-u.

Reklama

Nie jesteśmy w stanie policzyć wszystkich interwencji Lipki, Melao i pozostałych zawodników, bo było ich mnóstwo, zwłaszcza w dugiej połowie i dogrywce. W tym miejscu odsyłamy do zapisu naszej videorelacji pod tym tekstem. Warto natomiast podkreślić, że po kilku minutach nawałnicy zapał piłkarzy Chrobrego jakby osłabł i powoli do głosu zaczął dochodzić ŁKS. Biało-czerwoni swój pierwszy celny strzał oddali dopiero w 34. minucie, ale przewaga Chrobrego, choć widoczna, nie była taka przytłaczająca jak w pierwszych minutach.

W przerwie trener gości musiał chyba użyć w szatni kilku mocniejszych słów, bo natychmiast po wznowieniu gry zespół z Głogowa ruszył jak szarżujący byk, który chce zmieść wszystko na swojej drodze. Ale tego dnia byk musiał zderzyć się ze ścianą i to nie byla jaką. To co wyprawiał w bramce Lipka, a przed nim w obronie Brazylijczyk było po prostu niewiarygodne, a ponieważ głogowianie zamierzali rezygnować, przez większość czasu w drugiej połowie mecz wyglądał jak obrona Częstochowy.

Reklama

ŁKS miał jednak okazję, by skarcić rywala. W 55. minucie piłkę na połowie przeciwnika przejął nowopozyskany skrzydłowy ŁKS-u Adam Grygoriew. Pociągnął z piłką w stronę pola karnego, ale mając po bokach dwóch kolegów i będąc w sytuacji trzech na dwóch podał na lewe skrzydło, zamiast do znacznie lepiej ustawionego, bo w świetle bramki Przemysława Olesińskiego. Olesiński miałby w tej sytuacji wielką szansę by sam na sam z bramkarzem gości pokonać go i wywołać burzę na łomżyńskim stadionie. Trudno jednak mieć pretensję do młodego zawodnika, który nie dość, że zaledwie kilka dni temu pojawił się w zespole, zagrał dotychczas jako młodzieżowiec trochę spotkań w III lidze w barwach Orła Kolno i od razu został rzucony na głęboką wodę. Warto natomiast podkreślić, że po wejściu na boisko pokazał kilka ciekawych zagrań i zaprezentował całkiem niezły potencjał. Trener Miłoszewski powinien mieć z niego w przyszłości pociechę.

Kolejną okazję biało-czerwoni mieli dopiero w 85. minucie, choć trudno nazwać ją wyjątkową. Niemniej jednak, po dośrodkowaniu Przemysława Przysowy do strzału głową doszedł Olesiński, ale na posterunku był strzegący bramki głogowian Sławomir Janicki.

Reklama

Obraz gry w dogrywce nie odbiegał od tego w drugiej połowie. Chrobry wciąż atakował, a ŁKS odpierał ataki czyhając na okazję do skontrowania przeciwnika. Nadarzyła się ona na trzy minuty przed końcem dogrywki, kiedy to chwalony przed chwilą Grygoriew uciekł obrońcom Chrobrego i podał do lepiej ustawionego Łukasza Zaniewskiego. Nowemu napastnikowi ŁKS-u nie udało się jednak strzelić gola w debiucie i to w dodatku przeciw pierwszoligowcowi, bo spudłował, ale po dwóch godzinach gry trudno już o precyzję.

Dogrywka zakończyła się wynikiem bezbramkowym i o losach awansu rozstrzygnąć musiały rzuty karne. Piłkarze obu drużyn strzelali bezbłędnie, praktycznie nie dając szans na obronę bramkarzom. W tej loterii szczęście jednak uśmiechnęło się do gości i to oni zmierzą się już w sierpniu z Zawiszą Bydgoszcz w 1/16 finału Pucharu Polski.

Reklama

Na podkreślenie zasługuje fakt, że ełkaesiacy wcale nie odstawali od rywali jeśli chodzi o przygotowanie kondycyjne. Po dwóch godzinach walki wciąż byli w stanie biegać. Przez cały mecz byli jednak wyraźnie wolniejsi od piłkarzy Chrobrego. Może nie tyle wolniej biegali, co byli mniej ruchliwi, słabiej grali bez piłki, przez co szybciej ją tracili. Trenr Miłoszewski z pewnością z tego pucharowego "dwumeczu" wyciągnie właściwe wnioski, a materiał szkoleniowy ma wprost wymarzony, bo żaden sparing nie zastąpi meczu o stawkę i to z dużo wyżej notowanym rywalem. A co do Piotra Lipki, to chyba anonsowany niedawno nowy bramkarz, który ma pojawić się w klubie, będzie musiał nieźle się napocić, żeby wygryźć go z bramki. Jeśli rzeczywiście jest tak dobry, jak to podkreślają działacze ŁKS-u, to tym lepiej dla obydwu, bo rywalizacja ma duży wpływ na podniesienie poziomu, co będzie także z korzyścią dla całego zespołu.

Po spotkaniu trener Miłoszewski nie ukrywał zadowolenia z postawy swoich piłkarzy. Jak stwierdził, pewien niedosyt musi być, jeśli sprawa awansu rzstrzyga się w takich okolicznościach, ale ŁKS i tak pokazał się znakomicie, a co równie ważne, wreszcie ożyły trybuny łomżyńskiego stadionu. Na jak długo, to zależy w dużej mierze od piłkarzy i ich gry. Pierwszy krok został już jednak wykonany we właściwą stronę.

Reklama

ŁKS 1926 ŁOMŻA - CHROBRY GŁOGÓW 0:0 k. 6:7

KARNE: 0-1 Szymon Drewniak, 1-1 Tomasz Brzozowski, 1-2 Marcel Gąsior, 2-2 Łukasz Zaniewski, 2-3 Adam Samiec, 3-3 Przemysław Olesiński, 3-4 Michał Michalec, 4-4 Daniel Kacprzyk, 4-5 Damian Byrtek, 5-5 Maciej Malinowski, 5-6 Mateusz Hałambiec, 6-6 Konrad Kamienowski, 6-7 Łukasz Bogusławski, 6-7 Michał Sadowski (obroniony)

ŁKS: Lipka - Malinowski, Kacprzyk, Reinaldo Melao, Przysowa, Rydzewski (101. Kamienowski), Świderski (71. Brzozowski), Kamiński (49. Grygoriew), Sadowski, Olesiński, Zaniewski

Reklama

CHROBRY: Janicki - Pisarczuk (67. Ziemniak), Bogusławski, Byrtek, Samiec, Machaj (74. Bednarski), Drewniak, Hałambiec, Gąsior, Kościelniak (99. Michalec), Sędziak

ŻÓŁTE KARTKI: Rydzewski, Grygoriew, Zaniewski - Pisarczuk, Drewniak, Gąsior

SĘDZIA: Jarosław Rynkiewicz (Zielona Góra)

WIDZÓW: 1300

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości