Piłkarze Łomżyńskiego Klubu Sportowego wykorzystali w sobotę szansę na odwrócenie złej passy meczów bez zwycięstwa i pokonali u siebie drużynę Dębu Dąbrowa Białostocka 2:1. Biało-czerwoni okupili jednak zwycięstwo czerwoną kartką Przemysława Olesińskiego, którego zabraknie m.in. w najbliższym spotkaniu przeciwko Jagiellonii.
Pierwsza połowa meczu nie zachwyciła ani w wykonaniu ŁKS-u, ani Dębu i zakończyła się bezbramkowym remisem.
- Pierwsza połowa do zapomnienia - krótko podsumował tę część spotkania były szkoleniowiec ŁKS-u, a obecny grający trener Dębu Robert Speichler.
Kibice jednak, choć ledwie przez chwilę, to mieli okazję do radości po tym, jak piłka znalazła się w bramce Dębu. Umieścił ją w niej w 16. minucie Michał Sadowski, ale sędzia gola nie uznał, bo zawodnik biało-czerwonych był na pozycji spalonej. W 27. minucie przed szansą pokonania Norberta Jendruczka stanął Przemysław Olesiński, który znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem gości po świetnym, prostopadłym podaniu Rafał Maćkowskiego. Tę rywalizację wygrał jednak Jendruczek, ale nawet gdyby padł gol, to również nie zostałby uznany przez sędziego, który odgwizdał pozycję spaloną Sadowskiego, do którego początkowo kierowane było to podanie.
Na dwie minuty przed przerwą swoją szansę mieli też piłkarze Dębu. Po rzucie rożnym, wykonanym przez Roberta Speichlera, na długi słupek wbiegł Paweł Chańko i uderzył z kilku metrów, ale trafił prosto w Piotra Lipkę. Dobitka również została zablokowana i chwilę później sędzia gwizdkiem ogłosił przerwę.
Druga połowa okazał się dużo ciekawsza od pierwszej, choć raczej nie z powodu poziomu widowiska, a emocji jakich dostarczyła nielicznej grupce kibiców znudzonych pierwszymi 45-ma minutami. Były to zarówno emocje sportowe, na które przede wszystkim złożyły się trzy strzelone gole, jak też pozasportowe, związane ze spięciami pomiędzy zawodnikami obu drużyn i prawdziwym festiwalem kartek, których w jednej tylko sytuacji sędzia pokazał aż cztery, w tym jedną czerwoną. Ale po kolei.
Zaczęło się w 51. minucie od gola dla ŁKS-u. Po rzucie rożnym wykonuwanym z lewej strony co prawda żaden z zawodników ŁKS-u ani Dębu nie sięgnął wysoko zagranej piłki, ale futbolówka dość szczęśliwie spadła pod nogi João Carlosa Cardoso, odbiła się od jego nogi i wpadła do bramki gości.
Na kolejną bramkę kibice czekali 12 minut. Kluczową interwencją popisał się tu dochodzący ostatnio do formy Albert Rydzewski, który wykorzystał zbyt pochopny wyrzut piłki przez bramkarza gości do Michała Łabieńca, odebrał mu piłkę i podał do wbiegającego środkiem Sadowskiego. Ten natychmiast obsłużył prostopadłym podaniem Krystiana Pomorskiego, który w sytuacji sam na sam podwyższył prowadzenie ŁKS-u na 2:0.
Pięć minut później jednak goście zdobyli bramkę kontaktową. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i zgraniu piłki głową, Mateusz Jaremkiewicz podał do Łabieńca, który z najbliższej odległości umieścił piłkę w bramce ŁKS-u obok bezradnego w tej sytuacji Lipki.
To nie był jeszcze koniec emocji w tym meczu. W 70. minucie przed doskonałą koazją na strzelenie trzeciego gola dla ŁKS-u stanął ponownie Sadowski. W sytuacji sam na sam z bramkarzem przyjezdnych uderzył jednak nieczysto i piłka minęła słupek bramki po jego zewnętrznej stronie. W 75. minucie z kolei, ten sam zawodnik popisał się ładnym uderzeniem z przewrotki, które obronił Jendruczek.
Od 78. minuty jednak skończyły się emocje sportowe, a zaczęły te nie mające wiele wspólnego ze sportem, a przynajmniej z uprawianą przez piłkarzy dyscypliną. Zaczęło się od ostrego faulu Wprowadzonego chwilę wcześniej z ławki Kamila Prusinowskiego na Speichlerze, który zareagował z dużą agresją, co doprowadziło do przepychanek pomiędzy zawodnikami obu zespołów. Sędzia obu zawodnikom pokazał w tej sytuacji po żółtym kartoniku, ale na boisku zrobiło się już nerwowo. Kolejne spięcie miało miejsce w zaledwie dwie minuty później, po taktycznym faulu Jaremkiewicza na wychodzącym po skrzydle do szybkiej kontry Olesińskim. Olesiński zareagował podobnie jak wcześniej Speichler i ponownie doszło do przepychanek pomiędzy zawodnikami. Interweniować musiała cała trójka sędziowska, a po opanowaniu sytuacji żółte kartki obejrzało trzech zawodników gości, w tym faulujący Jaremkiewicz, natomiast Olesiński ukarany został czerwonym kartonikiem i opuścił przedwcześnie murawę.
Do końca spotkania Dąb próbował wykorzystać grę w przewadze, ale biało-czerwoni zdołali dowieźć wynik do ostatniego gwizdka arbitra, który zabrzmiał dopiero w 98. minucie spotkania.
Po meczu obaj trenerzy twierdzili, że to ich zespół był lepszy na boisku. Ich wypowiedzi dostępne są w retransmisji spotkania, którą udostępniamy poniżej.
Sobotnie zwycięstwo pozwoliło ŁKS-owi na powrót na 12. miejsce w tabeli III ligi. Ełkaesiacy mają ponadto jedno zaległe spotkanie ze Startem Działdowo, które zostanie rozegrane w nieznanym jeszcze terminie, o ile nie zostanie przyznany walkower. Na kolejny mecz natomiast biało-czerwoni pojadą do Białegostoku, gdzie ich przeciwnikiem będzie druga drużyna Jagiellonii.
ŁKS 1926 Łomża - Dąb Dąbrowa Białostocka 2:1 (0:0)
Bramki: João Carlos Cardoso 51, Krystian Pomorski 63 - Michał Łabieniec 68
ŁKS: Lipka - Malinowski, Stankiewicz, Cardoso, Przysowa, Pomorski, Sadowski (76 Prusinowski), Maćkowski (90+2 Kamiński), Pisiak, Rydzewski (84 Brzozowski), Olesiński
Dąb: Jendruczek - Betko, Chańko, Speichler, Biernacki, Łabieniec Michał, Citko, Budnik, Łabieniec Mateusz, Jaremkiewicz, Sołowiej