Drugiej porażki w tym sezonie w meczu przeciwko MKS Korsze doznali piłkarze ŁKS-u 1926 Łomża. Choć tym razem wynik nie był tak spektakularny jak jesienią (biało-czerwoni przegrali wówczas na wyjeździe 0:7), to chyba boli łomżyńskich zawodników niewiele mniej. Nie tylko bowiem nie zdołali zrewanżować się rywalom, ale dodatkowo przegrali kolejne spotkanie w lidze.
Przed pierwszym gwizdkiem sędziego na murawie miała miejsce mała uroczystość pożegnania Tomasza Staniórskiego, który rozegrał dziś swój ostatni mecz w barwach ŁKS-u. Koledzy z drużyny wręczyli mu pamiątkowy, grawerowany dyplom i koszulkę ze swoimi podpisami, a wszyscy razem zrobili sobie pamiątkowe zdjęcie.
ŁKS prawie od samego początku uzyskał optyczną przewagę na boisku, częściej był przy piłce, a gra toczyła się przez większość czasu na połowie gości. To jednak przyjezdni jako pierwsi mieli okazję do zdobycia gola już w 3. minucie meczu, kiedy po ładnym uderzeniu Piotra Kozłowskiego piłkę odbił Piotr Lipka, a dobitka powędrowała obok słupka.
Niestety, choć ŁKS był częściej przy piłce, a jego ataki wyglądały groźniej, to nic konkretnego z tego nie wynikało. Chodzi oczywiście o zdobycz bramkową, na którą nie potraflili przewagi w polu zamienić biało-czerwoni. Wynikało to głównie z braku dokładności w grze blisko bramki gości. W skrócie można powiedzieć, że im bliżej bramki, tym dokładność mniejsza. Dopiero w 11. minucie, po ładnym dośrodkowaniu Alexa Rodiera w polu karnym przyjezdnych zrobiło się niebezpiecznie, ale kończące akcję uderzenie Macieja Malinowskiego było niecelne.
W 15. minucie przed szansą na objęcie prowadzenia stanęli zawodnicy MKS-u. Jeden z nich, po błędzie w ustawieniu Joao Carlosa Cardoso znalazł się w sytuacji sam na sam z Lipką. Łomżyński bramkarz zdołał jednak obronić mocny strzał z około 10 metrów.
W 25. minucie wydawało się już, że kolejna szybka akcja gości przyniesie im upragnionego gola. Po dośrodkowaniu z lewej strony piłka uderzona głową trafiła w poprzeczkę bramki ŁKS-u i spadła tuż przez linią bramkową. Na szczęście tuż obok był Cardoso, który wyekspdiował futbolówkę poza pole karne. Był to najlepsza w pierwszej połowie okazja gości na objęcie prowadzenia.
W tym okresie ŁKS, choć przeważał w polu, to nie stworzył sobie ani jednej sytuacji podbramkowej. Dopiero w 27. minucie na mocny strzał z 20 metrów zdecydował się Rodier, ale uderzenie było niecelne. Natomiast w 42. minucie to ŁKS powienien objąć prowadzenie. Po indywidualnej akcji Rafała Maćkowskiego i rozegraniu w polu karnym z Przemysławem Olesińskim, ten pierwszy oddał strzał z czterech metrów. Trafił jednak wprost w bramkarza, a dobitka Olesińskiego z sześciu metrów przyniosła podobny efekt z tą różnicą, że bramkarz nie odbił już piłki tylko ją złapał.
W drugiej połowie obraz spotkania nie uległ zmianie. W dalszym ciągu grę prowadził ŁKS, a piłkarze z Korsz czekali na okazję do szybkiej kontry. Doczekali się w 60. minucie, kiedy po dośrodkowaniu z prawej strony w pole karne Lipkę pokonał Paweł Kowalewski. Stracona bramka obciąża w pewnym stopniu konto Cardoso, ponieważ Brazylijczyk nie zdążył z powrotem i nie sięgnął dośrodkowanej piłki, w wyniku czego dotarła ona do Kowalewskiego i padł gol. Po spotkaniu Piotr Lipka tłumaczył, że strzał wyglądał na lekki i możliwy do obrony i tak by się stało gdyby nie to, że Kowalewski uderzył piłkę nieczysto, co kompletnie zmyliło dobrze ustawionego w tej sytuacji łomżyńskiego bramkarza.
Do końca spotkania żaden z zespołów nie stworzył sobie godnej odnotowania sytuacji pod bramką rywala i mecz zakończył się zwycięstwem gości.
Po zakończeniu spotkania bardzo zadowolony z wyniku był trener MKS-u Zbigniew Marczuk, który przyjeżdżając do Łomży chyba nie liczył na komplet punktów, a ewentualny remis zapewne "wziąłby w ciemno".
- Cieszę się niezmiernie, bo wiedziałem, że to nie będzie łatwe spotkanie zwłaszcza, że zespół z Łomży w ostatnim czasie notował tendencję zwyżkową. Tak gra, jak i zwycięstwa na pewno buduje pewność drużyny. Nam natomiast udało się zrealizować to, co sobie założyliśmy. Liczyliśmy na kontry i jedna z takich kontr przyniosła bramkę - przyznał opiekun MKS-u Korsze.
W zupełnie odmiennym nastroju był natomiast szkoleniowiec gospodarzy.
- Po takim meczu to wypada tylko posypać głowę popiołem, przeprosić ludzi, którzy musieli zapłacić żeby oglądać tak żenujące granie. Przeciwnik robi dwie akcje i tracimy bramkę. Nie można sobie pozwolić na stratę bramki, bo wiadomo, zespół gra z kontry i jak strzelili bramkę, to cofnęli się całym zespołem i bardzo trudno jest to rozmontować. Ale trzeba przyznać, że nie mieliśmy pomysłu na to, żeby rozbić ten mur Korszy i bardzo słabo to wyglądało. Trzeba na treningach poprawić to szybko i w następnym meczu zagrać o trzy punkty. Myślę, że w następnym meczu będzie trochę łatwiej nam się grało, bo na pewno Morąg będzie bardziej ofensywnie grał i odważniej - tłumaczył trener Mateusz Miłoszewski
ŁKS 1926 Łomża - MKS Korsze 0:1 (0:0)
A my zapraszamy tych, którzy nie mogli oglądać transmisji na żywo do obejrzenia zapisu video całego spotkania wraz z pełnymi wypowiedziami obu trenerów.