Piątkowe przedpołudnie w łomżyńskim Liceum Mistrzostwa Sportowego nie przypominało zwykłego dnia treningowego. Zamiast dresów – garnitury i sukienki, zamiast gwizdka trenera – gwar wspomnień i trochę nerwowe poprawianie krawatów. Czwartoklasiści oficjalnie zakończyli rok szkolny, zamykając za sobą ważny, sportowo-naukowy etap.
Na korytarzach czuć było tę specyficzną mieszankę ulgi i lekkiego stresu. Z jednej strony koniec wczesnego wstawania na treningi, z drugiej – tuż za rogiem czai się matura. Młodsi koledzy z trzecich klas postarali się, żeby to pożegnanie nie było tylko suchą uroczystością. Przygotowali program, w którym nie brakowało osobistych akcentów – w końcu w takiej szkole jak LMS spędza się ze sobą więcej czasu niż w domu.
Gościem specjalnym był Karol Jakubowski. Autor książki „Od marzenia do mistrzostwa” nie serwował suchych faktów. Opowiadał o polskim i lokalnym olimpizmie jak o żywej lekcji charakteru. Przesłanie było proste: sukces to nie tylko medal na szyi, ale przede wszystkim ta nudna, codzienna robota, której nikomu nie chce się robić, a którą trzeba wykonać, żeby dojść na szczyt. Maturzyści słuchali w skupieniu – pewnie dlatego, że większość z nich doskonale wie, co oznacza zakwas po treningu i nauka po nocach.
Dyrektor szkoły Magdalena Trojanowska, patrzyła na swoich podopiecznych z dumą, ale i ze spokojem.
- Nie mówimy „żegnajcie”, tylko „do zobaczenia” - podkreślała dyrektor Trojanowska. - Wierzymy, że o naszych absolwentach usłyszymy jeszcze wielokrotnie. Nie tylko przy okazji wyników sportowych, ale też sukcesów na studiach czy w pracy zawodowej.
LMS życzy swoim maturzystom, by nadchodzące egzaminy były dla nich jak dobrze rozegrany bieg – z chłodną głową i mocnym finiszem. Bo jak mówią w szkole: każda meta to przecież tylko początek kolejnej trasy.
Teraz chwila oddechu, a potem - czas na najważniejszy sprawdzian dojrzałości. Trzymamy kciuki.