Po wysoko wygranych meczach w dwóch poprzednich kolejkach kibice ŁKS-u ostrzyli sobie zęby na kolejny festiwal bramek w wykonaniu łomżyńskich piłkarzy w dzisiejszym meczu beniaminkiem z Wikielca. Niestety, rozczarowali się. ŁKS nie tylko nie strzelił gola, ale w dodatku sprezentował jednego rywalom.
W przypadku zwycięstwa w dzisiejszym meczu biało-czerwoni, na pięć kolejek przed końcem rozgrywek, mogliby być już niemal pewni utrzymania w lidze. Piłkarze doskonale zdawali sobie z tego sprawę i od pierwszych minut ruszyli na przyjezdnych, by jak najszybciej objąć prowadzenie.
W pierwszej połowie ŁKS przeważał, ale dopiero na kilka minut przed przerwą zaczął totalnie dominować na boisku. Niestety, żadna z licznych okazji do strzelenia gola stworzonych w pierwszej odsłonie spotkania nie została przez piłkarzy z Łomży wykorzystana i obie drużyny zeszły na przerwę przy bezbramkowym remisie.
O skali przewagi ełkaesiaków nad zespołem z Wikielca świadczy choćby fakt, że w pierwszej połowie oddali oni na bramkę gości dziewięć strzałów w tym cztery celne przy dwóch strzałach, w tym jednym celnym przyjezdnych.
Kibice, którzy mimo braku skuteczności swoich ulubieńców nie mogli raczej mieć zastrzeżeń do jakości ich gry i zaangażowania, po przerwie zaczęli przecierać oczy ze zdumienia. Biało-czerwoni wyszli bowiem z szatni jakby rozespani. Przez długi czas nie byli w stanie rozegrać piłki nie wspominając o skonstruowaniu akcji ofensywnej.
Goście natomiast zupełnie odwrotnie. Wyglądali, jakby nagle zaczęło im bardzo zależeć na tym meczu. Efekt przyszedł już po dziewięciu minutach gry. W 54. minucie poważny błąd w obronie popełnił Konrad Kamienowski, a próbującego ratować sytuację Oliwera Wienczatka przelobował Kamil Tomczyk i GKS Wikielec wyszedł na prowadzenie.
Od tego momentu obraz gry zupełnie się odmienił. Przyjezdni zaczęli robić wszystko, żeby "ukraść" jak najwięcej czasu. Zaczęło się przeciąganie każdego momentu wznowienia gry, przetrzymywanie piłki przez bramkarza, gra w poprzek boiska tak, aby jak najdłużej nie oddać piłki rywalowi.
ŁKS próbował atakować i nawet stworzył sobie kolejne sytuacje, których jednak podobnie jak przed przerwą nie potrafił wykorzystać. Mecz zakończył się porażką 0:1, którą trudno uznać za sprawiedliwą z przebiegu gry, ale tym samym potwierdziło się stare porzekadło o niewykorzystanych sytuacjach, które potrafią się zemścić. Dziś było to widoczne nawet podwójnie, bo zemściły się nie tylko wszystkie zmarnowane "setki", ale też sam na sam Łukasza Zaniewskiego bezpośrednio przed straconym golem.
Ełkaesiacy muszą teraz jak najszybciej zapomnieć o tym meczu i myśleć już o kolejnych. Do końca rozgrywek pozostało pięć kolejek czyli 15 punktów do zdobycia. Z tej puli trzeba jak najwięcej dopisać do konta ŁKS-u.
ŁKS 1926 Łomża - GKS Wikielec 0:1 (0:0)
Bramka: Kamil Tomczyk 54
ŁKS: Wienczatek - Gałązka, Melao, Kamienowski, Przysowa - Styś (71 Kubala), Rydzewski, Świderski (63 Brzozowski), Sadowski, Olesiński - Zaniewski
GKS: Elzanowski - Sobociński, Witkowski, Waląg, Jajkowski, Kołakowski, Tomczyk, Otręba, Piórkowski, Piceluk, Matsiukhievich