To miało być zwykłe przedpołudnie dla załogi śmieciarki zbierającej makulaturę z łomżyńskich osiedli. Zaczęło się od dymu, a skończyło akcją gaśniczą na ul. Przykoszarowej, tuż obok cmentarza komunalnego. Bilans? Spalone tuje, kupa zwęglonego papieru, ale i uratowany wart setki tysięcy złotych sprzęt.
Wszystko zaczęło się dziś po godzinie 10:00, kiedy pracownicy firmy wywozowej zauważyli, że w „odwłoku” pojazdu zaczyna się palić. Chwycili za gaśnice, próbowali dusić ogień w zarodku, ale szybko stało się jasne, że to nie wystarczy. Stanęli przed trudnym wyborem: wywalić płonącą makulaturę prosto na chodnik pod blokami, narażając mieszkańców na toksyczny dym, albo ryzykować i jechać na bazę.
Wybrali to drugie. Kierowca dostał polecenie: wracajcie na ul. Przykoszarową. Tam, na placu firmy, mogli bezpiecznie opróżnić palącą się zawartość. Dzięki temu śmieciarka przetrwała, a mieszkańcy osiedla uniknęli zwałów dymiących odpadów pod oknami.
Na bazie sytuacja zrobiła się jednak gorąca. Płonąca makulatura szybko zajęła rosnące obok tuje. Słup czarnego dymu był widoczny z daleka, a do akcji musiały wkroczyć dwa zastępy straży pożarnej.
Skąd ogień w środku śmieciarki? Przedstawiciele firmy, z którymi rozmawialiśmy, mają niemal pewność: winna jest ludzka bezmyślność. Prawdopodobnie ktoś do niebieskiego pojemnika na papier wrzucił zużyty akumulator lub baterię. Prasa w śmieciarce zgniotła „elektrośmiecia”, doszło do zwarcia i eksplozji, która błyskawicznie podpaliła papier.
Pracownicy firmy apelują i ostrzegają – do kontenerów coraz częściej trafiają zużyte e-papierosy i podgrzewacze tytoniu. To dla nich „tykające bomby”. Gdy taka bateria trafi pod prasę śmieciarki, pożar jest niemal gwarantowany. Tym razem skończyło się na spalonych drzewkach i strachu, ale mogło być znacznie gorzej.