Dziś w nocy w Szczepankowie zawyły syreny. Na jednej z prywatnych posesji w ogniu stanął ciągnik rolniczy. Gdy pierwsze wozy skręcały na podwórko, pojazd płonął już jak pochodnia.
Sytuacja od początku wyglądała groźnie – maszyna stała blisko zabudowań i brakowało naprawdę niewiele, by ogień przeskoczył na sąsiednie budynki. Strażacy musieli działać błyskawicznie. Rozwinęli linie gaśnicze, poszły pierwsze prądy wody i po kilkunastu intensywnych minutach udało się zdusić największe płomienie. Potem zostało już tylko uciążliwe przelewanie pogorzeliska i dogaszanie ukrytych zarzewi ognia, żeby maszyna nie zajęła się na nowo.
Na miejscu pracowały trzy zastępy: druhowie z OSP Szczepankowo, strażacy z OSP Śniadowo oraz zawodowcy z JRG Łomża. Najważniejsze, że nikt nie ucierpiał, a budynki stoją całe.
Co było przyczyną? To zapewne wyjaśni dochodzenie, ale strażacy przy takich okazjach zawsze powtarzają to samo: w maszynach rolniczych najsłabszym ogniwem bywa elektryka i przewody paliwowe. Wystarczy małe spięcie albo wyciek, by w kilka minut stracić sprzęt warty krocie.