Zostawili go na drodze ekspresowej S61 bez kurtki i telefonu, po czym odjechali w stronę Łomży, nie informując nikogo o tym, co się stało. Prokuratura ujawnia nowe, bulwersujące szczegóły dotyczące śmierci Michała P. Wiemy już, kim byli ludzie, z którymi 37-latek spędził ostatnie chwile życia.
To, co wydarzyło się na trasie S61 w nocy z 23 na 24 stycznia, wymyka się prostym tłumaczeniom. Jak pisaliśmy wczoraj 37-letni mieszkaniec Łomży zginął z wychłodzenia w rowie przy trasie Via Baltica. Ale zanim zamarzł, stało się coś, co prokuratorzy próbują teraz poskładać w logiczną całość. Nowe fakty, które przekazała nam rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Ostrołęce, Elżbieta Edyta Łukasiewicz, kreślą obraz niemal filmowy, tyle że tragicznie prawdziwy.
W samochodzie jadącym z Warszawy do Łomży były cztery osoby. Michał był pasażerem. Razem z nim jechała 34-latka z Łomży, 37-latek z Ostrołęki i 33-letni właściciel auta. Wszyscy się znali. Kierowcy zmieniali się za kółkiem. Wydawało się, że to zwykły powrót do domu, jeden z wielu na tej trasie.
A jednak tuż przed północą Michał wylądował na poboczu ekspresówki. Bez kurtki, w samym ubraniu spodnim, i co najważniejsze – bez telefonu. Był styczeń, temperatura spadała mocno poniżej zera. Trudno sobie wyobrazić, co czuje człowiek zostawiony w nocy na odludziu, przy pędzących tirach, bez możliwości wezwania pomocy.
Jeszcze trudniej zrozumieć to, co stało się później. Trójka pasażerów po prostu odjechała. Wrócili do swoich domów, do swoich spraw.
- Po pozostawieniu Michała P. na trasie S61, osoby, które jechały razem z nim nie przekazały służbom tej informacji, ani nie kontaktowały się z rodziną w tej sprawie. Michał P. na drodze pozostał bez kurtki oraz bez telefonu. W dniu 25 stycznia 2026r. zaginięcie zgłosiła matka Michała P. Fakt pozostawienia mężczyzny na trasie S61 ustalono na podstawie zeznań świadków - informuje nas rzeczniczka prokuratury.
Reklama
Ciało odnaleziono dopiero 30 stycznia w głębokim rowie w okolicach Sulęcina Włościańskiego. Sekcja zwłok przeprowadzona kilka dni temu nie zostawia złudzeń co do bezpośredniej przyczyny zgonu – Michał zamarzł. Wygląda na to, że po prostu wysiadł albo został wystawiony, a potem został sam w ciemnościach.
Na razie śledztwo toczy się „w sprawie”, a nie przeciwko komuś. Nikt nie usłyszał zarzutów, choć prokuratura bada sprawę pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci i narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Śledczy czekają jeszcze na wyniki badań toksykologicznych krwi i moczu zmarłego.
Najważniejsze pytanie wciąż pozostaje bez odpowiedzi: dlaczego? Dlaczego troje dorosłych ludzi zostawiło kolegę na pewną śmierć w mroźną noc i dlaczego żaden z nich nie poczuł potrzeby, by komukolwiek o tym powiedzieć?