W wojnę na słowa zamieniło się spotkanie mieszkańców Łomży z Januszem Palikotem. Lider Ruchu Palikota spotkał się na łomżyńskiej Starówce z posłem Lechem Kołakowskim. Podczas gdy obaj kandydaci wymieniali uwagi co do swoich programów wyborczych, ich zwolennicy obrzucali się niepochlebnymi epitetami.
- Tylko głos oddany na Ruch Palikota może sprawić, że państwo dźwignie się z marazmu- mówił dziennikarzom Janusz Palikot. - Głos na PO to koalicja z PSL, głos na PiS to wybór zmarnowany- dodał.
Palikot nie miał jednak okazji dotrzeć do szerszej rzeszy mieszkańców Łomży. Polityka ciasno otoczyli jego zwolennicy (w tym kandydaci do Sejmu z listy Ruchu), oraz zwolennicy posła Lecha Kołakowskiego, którzy lidera Ruchu wysyłali "do kościoła", "do diabła" i wypominali mu "za krótkie spodnie, które mają świadczyć o jego orientacji".
Zwolennicy Palikota nie pozostali im dłużni i elektorat Prawa i Sprawiedliwości obrzucali mianem "moherów" i "betonów".
Janusz Palikot spędził na ul. Farnej ponad pół godziny. W tym czasie rozmawiał też z posłem Lechem Kołakowskim, który zarzucał mu, że nie zna realiów życia w mieście takim, jak Łomża. Potem lider Ruchu wyruszył na spotkanie w Olecku.
- Mimo, że spotkanie przebiegło w gorącej atmosferze, uważam, że pomoże mi w niedzielnych wyborach zdobyć większą liczbę głosów- ocenia Barbara Wojnarowska, kandydatka Ruchu Palikota z Łomży. - Okazało się, że Palikot i jego postulaty są popierane przez wielu łomżyniaków, nie tylko tych młodych. Dlaczego zdecydowałam się startować z jego listy? Posłowie nie chcą ze mną rozmawiać, problemy dzieci niepełnosprawnych i ułomności w polskim prawie ich nie interesują. Palikot znalazł mnie sam...- dodaje Wojnarowska.