Wzmocnione czterema zawodnikami ekstraklasowej drużyna rezerwy Jagiellonii Białystok okazały się nieco zbyt mocne dla zespołu ŁKS-u 1926 Łomża i jako pierwsza drużyna w tym sezonie wywiozły z Łomży komplet punktów. Nie wystarczyło nawet dwukrotne prowadzenie ŁKS-u dwiema bramkami.
Choć to Jagiellonia jako pierwsza ruszyła do ataków i dość szybko opanowała środek boiska, to mniej liczne ataki ŁKS-u było o wiele bardziej konkretne. Przewaga w posiadaniu piłki w wykonaniu drużyny z Białegostoku nie przekładał się bowiem na jakiekolwiek klarowne sytuacje pod bramką Oliwera Wienczatka. ŁKS natomiast już w 16 minucie mógł objąć prowadzenie po tym, jak do pozycji sam na sam z Kacprem Rosą wyszedł kapitan biało-czerwonych Rafał Maćkowski. Maćkowski nie trafił jednak do bramki, a nawet gdyby trafił, to i tak sędzia nie uznałby gola, bo odgwizdał spalonego.
W 31. minucie jednak ŁKS objął prowadzenie. Na bramkę Jagiellonii uderzał Tomasz Brzozowski, a Rosa odbił piłke przed siebie. Do futbolówki jako pierwszy dopadł Damian Gałązka i dokończył to, co zaczął kolega zaliczając przy okazji swoje pierwsze trafienie w biało-czerwonych barwach.
W 40. minucie piłkarze trenera Miłoszewskiego ponownie znaleźli się w polu karnym gości. Po dośrodkowaniu na bramkę Rosy strzelał ponownie Gałązka i choć golkiper przyjezdnych obronił, to piłkę przejął jeden z zwodników ŁKS-u, a Patryk Kaczyński tak bardzo chciał ją odebrać, że faulował naszego zawodnika i sędzie wskazał na 11. metr. Pewnym egzekutorem rzutu karnego był Maćkowski i na cztery minuty przed przerwą ŁKS miał już dwa gole przewagi.
Tę przewagę Jagiellonia zdołała jednak jeszcze w pierwszej połowie zredukować do jednej bramki, a strzelcem gola dla przyjezdnych, po indywidualnej akcji, w której minął kolejno trzech naszych obrońców był jeden z "ekstraklasowców" Przemysław Mystkowski.
Druga połowa rozpoczęła się dla ŁKS-u w wymarzony sposób. Choć w 49. minucie, po świetnej akcji prawą stroną Maćkowskiego i dokładnym podaniu na 12 metr do Zaniewskiego łomżyński napastnik, w sytuacji sam na sam, posłał piłkę Panu Bogu w okno, to minutę później, w podobnym położeniu znalazł się już sam "Rambo" i nie dał szans Rosie poprawiając wynik na 3:1 dla ŁKS-u.
Od tej chwili jednak coś w zespole z Łomży się zacięło. Piłkarze zaczęli przegrywać indywidualne pojedynki, a ataki Jagiellonii stawały się z minuty na minutę coraz groźniejsze. Zaledwie czterech minut białostoczanie potrzebowali, by ponownie nawiązać kontakt i strzelić na 3:2. W 54. minucie, po rzucie wolnym i wybiciu przez obrońców ŁKS-u piłki na skrzydło, powrotne dośrodkowanie trafiło drugiego wzmocnienia Jagiellonii - Łukasza Sekulskiego, który wykończył akcję celnym strzałem z najbliższej odległości wprost do bramki Wienczatka.
Po stracie bramki gra w wykonaniu ełkaesiaków dalszym ciągu nie wyglądała zbyt dobrze, a Jagiellonia groźnie atakowała. W 62. minucie ataki te przyniosły efekt. Po kolejnej akcji lewym skrzydłem i dośrodkowaniu "szczupakiem" piłkę zaatakował Sekulski i głową skierował ją do bramki ŁKS-u. Asystę w tej sytuacji zaliczył kolejny z zawodników przesuniętych z pierwszej drużyny Jagiellonii - Piotr Tomasik.
Nieszczęście dopełniło się w 80. minucie, kiedy po bliźniaczej akcji lewym skrzydłem piłkę na 20 metr wycofał Pali Ilir, a celnym uderzeniem po raz drugi w tym meczu popisał się Mystkowski.
ŁKS miał co prawda jeszcze w 90. minucie ostatnią szansę, by doprowadzić do wyrównania, ale niecelnie z pola karnego strzelał Michał Sadowski.
- Po porażce w bardzo ważnym meczu derbowym można tylko przeprosić kibiców, bo nie można wypuszczać takiego meczu, gdzie się 3:1 prowadzi, ma się sytuacje sam na sam, a się przegrywa 4:3, więc wypada tylko przeprosić. Miejmy nadzięję, że to tylko była gorsza dyspozycja dnia, gorszy mecz w naszym wykonaniu. Na pewno szkoda trzech punktów, bo spokojnie można było je zainkasować - mówił po meczu trener Mateusz Miłoszewski, który choć brał poprawkę na to, jakim składem przyjechała dziś do Łomży Jagiellonia, to nie chciał w ten sposób usprawiedliwiać swoich zawodników.
- Przyjeżdżał zespół z I ligi z Głogowa czy Raków Częstochowa i nie dawaliśmy sobie strzelić bramki. Na pewno to podniosło wartość zespołu Jagiellonii, ale pokazaliśmy do stanu 3:1, gdzie jeszcze wcześniej miał Zaniewski sytuację, później mamy 3:1 i do tej pory ci zawodnicy nam nie przeszkadzali, a później coś się stało, że nam zaczęli przeszkadzać, więc musimy tutaj od siebie wymagać, a nie się usprawiedliwiać takimi wymówkami. Biorę to na siebie, bo ten mecz powinniśmy wygrać - zdecydowanie stwierdził opiekun biało-czerwonych.
Za tydzień, w 10. kolejce III ligi, ŁKS czeka kolejny mecz derbowy. Tym razem nasi piłkarze pojadą do Grajewa, by zmierzyć się z tamtejszą Warmią.
ŁKS 1926 Łomża - Jagiellonia II Białystok 3:4 (2:1)
Bramki: Damian Gałązka 30, Rafał Maćkowski 41 (k), 50 - Przemysław Mystkowski 44, 80, Łukasz Sekulski 54, 62
ŁKS: Wienczatek - Maćkowski, Pisiak, Melao, Przysowa, Kamienowski, Gałązka, Rydzewski, Brzozowski (73. Świderski), Olesiński, Zaniewski (71. Sadowski).
Jagiellonia II: Rosa - Radecki, Pajnowski, Tomasik, Kaczyński, Łupiński, Gajko (75. Pali), Mystkowski, Wołczyński (87. Kondracki), Dawidowicz (46. Falon), Sekulski.