Żywa świnia, którą zwycięzca półmaratonu, ku zaskoczeniu organizatorów biegu, zdecydował się odebrać zamiast równowartości w złotówkach trafiła w sobotę do Adama Szydlika z Łomży. Na metę biegu zwycięzca dotarł z przewagą niemal sześciu minut na kolejnym zawodnikiem.
Bieg o żywą świnię wystartował ze Starego Rynku w Łomży, a meta była w Giełczynie.
- Trudniej biegło mi się mieście, poza miastem było już dużo lepiej - przyznał Adam Szydlik, który w półmaratonie zwyciężył z czasem 1:18:47. Ku zaskoczeniu organizatorów, zdecydował się on odebrać nagrodę główną w naturze zamiast ekwiwalentu w gotówce i zabrał do domu żywą świnię.
Organizatorzy przewidzieli nagrody dla każdego uczestnika biegu. Były puchary, medale, nalewki, szampany, miody i dyplomy. Po biegu, na terenie przy świetlicy w Giełczynie, odbył się rodzinny piknik dla uczestników biegu i mieszkańców.
W imprezie uczestniczyli biegacze w różnym wieku, począwszy od dzieci i młodzieży, a skończywszy na zawodnikach już dość zaawansowanych wiekiem. Najstarszym biegaczem był 70-letni Józef Tyborowski.