Mieszkańcy okolic szpitala przywykli do warkotu żółtych maszyn Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, ale dziś o godzinie 11:00 na szpitalnym lądowisku usiadła zupełnie inna maszyna. Policyjny śmigłowiec przyleciał do Łomży w konkretnym celu – by włączyć się w dramatyczny wyścig z czasem. Stawką jest życie pacjenta czekającego na przeszczep na drugim końcu Polski.
Wszystko działo się błyskawicznie. Maszyna w policyjnych barwach pojawiła się nad miastem punktualnie o 11:00. To rzadki widok w tym miejscu, nie była to jednak wizyta kurtuazyjna ani ćwiczenia.
W murach łomżyńskiego szpitala od rana trwała skomplikowana procedura eksplantacji. Od zmarłego, 45-letniego dawcy pobierano narządy.
Logistyka tej akcji to prawdziwa sztafeta służb. Po serce przyjechał zespół kardiochirurgów z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. Dotarli do Łomży karetką, ale powrót na kołach nie wchodził w grę – serce nie wytrzymałoby kilkugodzinnej podróży drogami krajowymi. Decyzja: transport łączony. Tuż przed godziną 12:00, po zaledwie godzinie postoju, policyjny śmigłowiec z zespołem transplantacyjnym i organem na pokładzie wzbił się w powietrze. Obrał kurs na Warszawę. Tam, na lotnisku, czekał już samolot wojskowy, gotowy przetransportować serce bezpośrednio do Wrocławia.
Mniej spektakularnie, ale równie ważnie, przebiega transport pozostałych narządów. Pobrane od 45-latka nerki pojechały do stolicy karetką. Trafią do pacjentów Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego WUM (Szpital na Banacha).
Dzięki dzisiejszej akcji w Łomży i sprawnej koordynacji lekarzy, policji oraz wojska, szansę na życie dostały nowe osoby.