Po pierwszym, wygranym przed niespełna tygodniem, meczu II ligi siatkówki kobiet, drużyna AZS UKS "Jedynka" Łomża przystąpiła do dzisiejszego meczu z wiarą w zdobycie kolejnych punktów i może nawet awans w tabeli. Tym bardziej, że rywalkami łomżynianek była drużyna KS AZS AWF UKSW Warszawa, zajmująca po ostatniej kolejce ostatnie miejsce w tabeli z zaledwie jednym punktem na koncie. Niestety, choć dzisiejsze przeciwniczki nic wielkiego nie pokazały i rzeczywiście były do ogrania, to okazało się, że przy ogromnej liczbie błędów z obu stron to warszawianki wyszły z tego spotkania zwycięsko i opuściły dno tabeli, spychając na nie podopieczne trenera Mirosława Skawskiego.
Pierwszy set to prawdziwa "licytacja" obu drużyn, która z nich więcej punktów sprezentuje rywalkom. "Zwycięsko" z tej "licytacji" wyszły siatkarki "Jedynki", ale niestety w tym przypadku "zwycięstwo" oznaczało porażkę. Już od samego początku pierwszej partii drużyna ze stolicy objęła prowadzenie, które w krótkim czasie urosło do ośmiu punktów (3:11). W kolejnej fazie tego seta "Jedynka" zdołała odrobić trochę strat i przed końcem nawiązać kontakt z przeciwniczkami (18:21). Niestety, końcówka należała do przyjezdnych, które utrzymały przewagę trzech "oczek" i wygrały to starcie do 22.
Podobny przebieg miał set drugi. Ten jednak zakończył się wynikiem 18:25 i podwyższeniem prowadzenia gości w całym meczu na 2:0.
Dwa wygrane z rzędu sety najwyraźniej rozluźniły zespół z Warszawy, który trzecie starcie rozpoczął od strat. Łomżynianki od początku objęły prowadzenie i wydawało się już, że pewnie wygrają, kiedy znowu seriami popełniane błędy pozwoliły przeciwniczkom wyrównać na 21:21, a nawet wyjść na prowadzenie 22:24. W ostatniej chwili jednak nasze dziewczyny wzięły się w garść i zdobyły kolejno 4 punkty wygrywając tego seta 26:24 i przedłużając swoje szanse na zdobycie przynajmniej jednego punktu w tym meczu.
W czwartym secie "Jedynka" szybko odskoczyła na pięciopunktowe prowadzenie (10:5), ale jak doskonale wiedzą kibice interesujący się siatkówką, w rywalizacji kobiet nie jest to wcale duża przewaga i łatwo jest ją "zgubić". Tak właśnie się stało i po chwili na tablicy wyników był już remis 10:10. W kolejnej fazie gry obie drużyny na przemian obejmowały prowadzenie by tuż przed końcem doprowadzić do stanu 20:20. Kibice przybyli do hali im. Olimpijczyków Polskich już szykowali się to owacji na cześć naszej drużyny, która objęła prowadzenie 24:22, ale bardzo szybko okazało się, że świętować nie ma czego, bo przyjezdne szybko odrobiły stratę i ostatecznie wygrały 26:24, a cały mecz 3:1. Taki wynik dał im 3 punkty przy zerowym dorobku "Jedynki", przez co mające przed tą rundą tylko jedno "oczko" na koncie warszawianki "przeskoczyły" w tabeli naszą drużynę, która po tygodniu powróciła na jej dno.
- Wydaje mi się, że po ostatnim zwycięstwie, dziewczyny uwierzyły, że ten mecz można wygrać "na piechotę", bo to jest zespół równy nam i w tabeli go wyprzedziliśmy, natomiast ja uprzedzałem, że to będzie mecz walki i tu się łatwo nic nie wygra. Myślę, że zadecydowały pierwsze dwa sety, gdzie przeciwniczki zaskoczyły nas mocną zagrywką i atakiem. Zaczęliśmy grać dopiero w trzecim secie, a trochę pechowo przegraliśmy czwartego. Szkoda, że jesteśmy bez żadnej zdobyczy punktowej, bo wygranie nawet czwartego seta dawało nam punkt, a w naszej sytuacji każdy punkcik będzie się liczył - skomentował mecz trener Mirosław Skawski.
AZS UKS "Jedynka" Łomża - KS AZS AWF UKSW Warszawa 1:3 (22:25, 18:25, 26:24, 24:26)