Już w połowie tego miesiąca po długiej przerwie pociągi znów będą kursować bezpośrednio z Białegostoku przez Śniadowo do Ostrołęki. Niemniej, zgodnie z informacjami pochodzącymi z portalu rynek-kolejowy.pl, samorząd województwa podlaskiego zdecydował się na dość ograniczoną ofertę, zapewniając jedynie dwie pary pociągów dziennie. Taka decyzja spotkała się z krytyką ekspertów, którzy wskazują na to, że może to być jedynie symboliczny gest, mający na celu pozyskanie elektoratu przed nadchodzącymi wyborami, niż rzeczywiste dążenie do rozwiązania problemów komunikacyjnych mieszkańców regionu.
Małgorzata Półtorak z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podlaskiego podkreśla jednak znaczenie węzła kolejowego w Ostrołęce i zapewnia, że wprowadzenie tych połączeń ma charakter pilotażowy, z zamiarem dostosowania oferty do potrzeb podróżnych. Pomimo tego, brak elastyczności w rozkładzie jazdy oraz niewielka liczba kursów wywołała rozczarowanie wśród specjalistów z branży.
– Urząd marszałkowski w okresie przedwyborczym usilnie stara się odtrąbić sukces na polu walki z wykluczeniem transportowym. Niestety robi to nieudolnie – komentuje dla „Rynku Kolejowego” ekspert Siskom Daniel Radomski. – Oferowane dwa połączenia dziennie nie pozwolą nawet na dojazd do pracy i powrót do domu - dodaje.
Reklama
Krytyka ekspercka podkreśla, że bez realnej woli poprawy mobilności i dostępności komunikacyjnej w regionie, takie półśrodki mogą okazać się marnotrawieniem środków publicznych, które mogłyby być efektywniej wykorzystane na rozwój alternatywnych form transportu, takich jak komunikacja autobusowa.
- Taka propozycja "pilotażu" to jak podać w barze kotleta schabowego obtoczonego w bułce i jajku, ale surowego. Później będzie zdziwienie, że nikt tego nie je - podsumowuje Bartosz Piłat, ekspert transportowy fundacji Plankom. - Szkoda wydanych pieniędzy - dodaje.
Reklama