Piotr Łobodziński zadziwił nas po raz kolejny. W ciągu 4 dni wystartował trzykrotnie, zwyciężając dwa razy na schodach - w Paryżu i Wrocławiu oraz zajmując drugie miejsce w Mistrzostwach Polski w biegach górskich w stylu alpejskim.
W czwartek łomżyński biegacz udał się ponownie do Paryża na zawody z cyklu Vertical World Circuit - Paris VertiGo. Do pokonania 48 pięter oraz mocny rywal - legenda biegania po schodach, Niemiec Thomas Dold. Zawodnik LŁKS "Predbet Śniadowo" Łomża rozprawił się z konkurencją oraz własnym rekordem trasy wzorowo. Zwyciężył z czasem 4:42, czyli o sekundę śrubując rekord z 2015 roku oraz wyprzedzając Niemca o 5 sekund.
Była to już szósta victoria Łobodzińskiego w stolicy Francji (na sześć startów) wliczając trzy triumfy na Wieżę Eiffla oraz trzy zwycięstwa w VertiGo. Biegacz z Łomży po marcowych wygranych w Dubaju i Londynie jest obecnie liderem serii VWC z dorobkiem 300 pkt. Kolejny start z tego cyklu nasz eksportowy towerrunner planuje 9 lipca w Manili.
Po powrocie z Francji Piotr Łobodziński nie miał za dużo odpoczynku. Już w sobotę odbyły się we Wrocławiu Mistrzostwa Polski w bieganiu po schodach. Biegacz z Łomży był obrońcą tytułu mistrzowskiego wywalczonego przed rokiem również na 49 piętrach wrocławskiego biurowca Sky Tower. W tym roku obyło się również bez niespodzianki. Łomżynianin zwyciężył zdecydowanie, uzyskując na mecie czas 4:55 (wolniej o 3 sekundy niż w 2016) i wyprzedzając drugiego zawodnika aż o 25 sekund.
Złoty medal w bieganiu po schodach zawisł na szyi Łobodzińskiego dopiero po raz czwarty (2011, 2012, 2016, 2017), gdyż w latach 2013-2015 nie startował na imprezie tej rangi z powodu kolizji dat z biegami azjatyckimi.
- Jestem bardzo zadowolony z dzisiejszego zwycięstwa. Można powiedzieć, że był to mały pogrom. 26 sekund przewagi to ponad 4 piętra. Gdybyśmy startowali razem na pewno pobiegłbym wolniej. Przy starcie indywidualnym zawsze trzeba biec na 100% gdyż nie wiadomo co zaprezentują rywale. Zarówno czwartkowy bieg w Paryżu, jak i dzisiejszy Sky Tower pokazują, że moja forma na schodach jest bardzo dobra, co mnie bardzo cieszy. Generalnie w tym roku nie mam co narzekać. 12 startów w budynkach i 11 zwycięstw - mówił o swoich wrażeniach po biegu Piotr Łobodziński.
Wisienką na torcie był niedzielny start w Mistrzostwach Polski w biegach górskich w stylu alpejskim (tylko do góry) rozgrywanych na trasie z Międzygórza na szczyt Śnieżnika. Do pokonania 9,5 km oraz prawie 1 km przewyższenia. Dyspozycja lekkoatlety z Łomży była wielką niewiadomą. Niby podobnie jak na schodach, do góry, ale dystans aż 10-krotnie dłuższy niż zazwyczaj. Dodatkowo pewne zmęczenie w nogach po popołudniowym ściganiu dnia poprzedniego we Wrocławiu na pewno miało wpływ na formę Łobodzińskiego.
Na starcie stawiło się wielu wyśmienitych biegaczy górskich. Poza kilkoma nazwiskami byli wszyscy najmocniejsi w kraju. Od startu mocno ruszył faworyt - Kamil Jastrzębski, który nie oddał prowadzenia już do mety. Łobodziński ruszył zachowawczo na 4-5 pozycji, ale po 3 kilometrach był już drugi i gonił lidera.
- Biegło mi się bardzo dobrze do 4. kilometra. Myślę, że doganiałem Kamila. Jednak w pewnym momencie złapała mnie kolka, której nie potrafiłem rozmasować i trzymała mnie około 15 min. Musiałem mocno zwolnić i szans na złoto już nie było. Ze srebra jestem również bardzo zadowolony. Medal Mistrzostw Polski to zawsze medal. W tym roku nie mogłem startować z MP w przełajach, skąd zawsze przywoziłem blachę, więc w zamian mam indywidualne srebro z biegów górskich. Myślę, że weekendowy plan startów wykonałem w 99%, więc jest super - relacjonował na mecie Łobodziński.
Najbliższy bieg Piotra Łobodzińskiego to płaskie 5000m na meetingu w Łomży już 7 czerwca, ale treningi w najbliższym czasie ukierunkowane będą na schody i zbliżające się wielkimi krokami Mistrzostwa Świata w Chińskim Kantonie 17 czerwca.