W ostatnim w tym sezonie meczu przed własną publicznością ŁKS 1926 Łomża zremisował 1:1 ze Zniczem Biała Piska. Bramkę dla Znicza strzelił z rzutu karnego w pierwszej połowie Karol Drągowski, a wyrównanie dał ŁKS-owi po przerwie, uderzeniem bezpośrednio z rzutu wolnego, Przemysław Przysowa.
ŁKS wyszedł na ten mecz w dość eksperymentalnym składzie. Mając bowiem pewne piąte miejsce w lidze, a w perspektywie mecz finałowy w Okręgowym Pucharze Polski, trener Mateusz Miłoszewski dał odpocząć kilku kluczowym zawodnikom wprowadzając od pierwszej minuty na murawę tych, którzy dotąd większość czasu spędzili na ławce rezerwowych. Kolejny raz szansę pokazania się dostali także dwaj juniorzy z Młodzieżowego ŁKS-u. Od pierwszej minuty na boisko wszedł Michał Tarnowski, a po przerwie jako zmiennik zagrał Mateusz Drozdowski.
Ełkaesiacy bardzo spokojnie rozpoczęli mecz. Nie forsowali tempa, czekając raczej na to, co zrobią przyjezdni i nastawiając się na kontry. Drużyna z Białej Piskiej jednak, wbrew oczekiwaniom, nie naciskała zbyt mocno defensywy biało-czerwonych. Znicz co prawda próbował atakować, ale jednocześnie nie chciał za bardzo się odsłonić. W efekcie przed przerwą z boiska wiało nudą. Dopiero po półgodzinie gry sfaulowany został przez Pawła Wasiulewskiego, wchodzący dynamicznie w pole karne gospodarzy Mateusz Romachów i sędzia wskazał na 11. metr od bramki Piotra Lipki. Rzut karny pewnym strzałem, myląc zupełnie Lipkę, na gola zamienił Karol Drągowski.
Po stracie gola ŁKS nie ruszył co prawda do szaleńczych ataków na bramkę gości, ale chwilę po wznowieniu gry przed znakomitą okazją do pokonania bramkarza gości stanął Daniel Lemański. Strzał łomżyńskiego napastnika z bliskiej odległości został jednak zablokowany i ŁKS uzyskał tylko rzut rożny.
Po przerwie ełkaesiacy wyszli już jednak z całkiem innym nastawieniem. Przestali ograniczać się do przeszkadzania rywalom w grze i szukania okazji do kontrataków. Przejęli inicjatywę i podeszli bliżej bramki Znicza, co zaowocowało kolejnymi szansami na strzelenie wyrównującego gola. Niestety, skuteczność nie była dziś mocną stroną podopiecznych trenera Miłoszewskiego. Świetne okazje marnował seryjnie Lemański strzelając niecelnie. Jego kolegom też nie szło lepiej. Aż do 72. minuty, kiedy za faul na wprowadzonym kilka minut wcześniej Drozdowskim sędzia podyktował rzut wolny z narożnika pola karnego. Sprytnym strzałem po ziemi popisał się w tej sytuacji Przysowa. Piłka minęła wszystkich piłkarzy oraz bramkarza gości i znalazła drogę do siatki.
Do końca spotkania ŁKS próbował jeszcze objąć prowadzenie i najbliżej tego był znów Lemański, który w 79. minucie wykonywał rzut wolny z niemal 30 metrów. Napastnik biało-czerwonych posłał prawdziwą bombę bezpośrednio ze stojącej piłki prosto w słupek i choć tym razem pomylił się minimalnie, to jednak za bardzo, by pokonać golkipera Znicza.
Spotkanie zakończyło się więc remisem, który ŁKS-owi nie zrobił większej różnicy. Z punktu widzenia biało-czerwonych najważniejsze było to, że rozegrali to spotkanie bez żadnych urazów i w niemal optymalnym składzie zagrają we środę w finale Okręgowego Pucharu Polski. Niemal, ponieważ do końca sezonu na boisko nie wybiegną leczący kontuzje Marcin Truszkowski i Maciej Malinowski. Ich braku jednak za bardzo nie było w ostatnich spotkaniach widać, w związku z czym kibice mogą być dobrej myśli jeśli chodzi o zdobycie kolejny raz tego trofeum.
Niestety, nie będzie nam dane obejrzeć tego spotkania w Łomży, bowiem rozegrane ono zostanie w Dąbrowie Białostockiej. Trzeba przyznać, że to dość rzadki przypadek, żeby drużyna nie rozegrała przed własną publicznością ani jednego meczu pucharowego. Tak jednak jest w tym sezonie, a na pocieszenie sympatycy biało-czerwonych będą mieli mecze pucharowe na szczeblu centralnym, o ile oczywiście ŁKS przywiezie z Dąbrowy puchar.
ŁKS-owi pozostało do rozegrania jeszcze jedno, ostatnie spotkanie w lidze. W sobotę zmierzą się w Gołdapi z miejscową Romintą, choć plotka niesie, że Rominta może ten mecz oddać walkowerem. To jednak tylko pogłoski, które wcale nie muszą być zgodne z prawdą, ale mogą wydawać się całkiem prawdopodobne. Rominta bowiem o nic już w tym sezonie nie walczy.
ŁKS 1926 Łomża - Znicz Biała Piska 1:1 (0:1)
Bramki: Przemysław Przysowa 72 - Karol Drągowski 31 (k)
ŁKS: Lipka - Kamienowski, Melao, Wasiulewski, Przysowa - Olesiński (46. Styś), Brzozowski, Rydzewski (71. Kacprzyk), Kubala (68. Drozdowski) - Tarnowski, Lemański
Znicz: Rudneu - Świderski, Tercjak, Lutrzykowski, Ekstowicz, Denert, Drągowski, Gałązka, Romachów, Michałowski, Łapiński