To nie jest spokojny wtorek dla strażaków z powiatu łomżyńskiego. Choć zima kalendarzowo jeszcze trwa, gwałtowny skok temperatury zrobił swoje – śnieg, którego w naszym województwie wciąż leży całkiem sporo, zaczął zamieniać się w rwące potoki. Efekt? Tylko do popołudnia ratownicy wyjeżdżali do akcji ponad 20 razy.
Najgorzej było w Kosakach w gminie Piątnica. Tamtejsze rowy melioracyjne nie wytrzymały naporu spływającej z pól wody. Strażacy przez wiele godzin walczyli o to, by osuszyć podwórka i zabezpieczyć piwnice mieszkańców. Ziemia jest jeszcze zamarznięta i nie przyjmuje wilgoci, więc woda szuka sobie ujścia tam, gdzie najłatwiej – prosto na prywatne posesje.
W samej Łomży i okolicach oczy wszystkich zwrócone są na rzeki. Jak przyznaje bryg. Arkadiusz Obrycki, Komendant Miejski PSP w Łomży, służby uważnie przyglądają się m.in. sytuacji w Bronowie. Na tamtejszym moście nad Narwią pojawiła się kra, co zawsze zwiastuje nerwowy czas. Ruszający lód potrafi być nieprzewidywalny i tworzyć zatory, które w kilka chwil podnoszą poziom wody o kilkadziesiąt centymetrów.
Na ten moment całe Podlaskie jest „żółte” na mapach pogodowych. To ostrzeżenie pierwszego stopnia. Brzmi to może urzędowo, ale w praktyce oznacza jedno: rzeki w zlewniach Narwi, Biebrzy, Niemna czy Bugu będą w najbliższych dniach mocno „pracować”. Prawdopodobieństwo, że stan wody gwałtownie skoczy, hydrolodzy oceniają na 90 procent.
Nie wszędzie jest jednak tak dramatycznie jak w Kosakach. Przejazd przez mosty na Pisie w Cieciorach czy Dobrym Lesie uspokaja – tam rzeka płynie swoim korytem, a podtopień nie widać, choć poziom wody definiowany jest jako strefa stanów wysokich. To jednak stan na teraz, a prognozy nie pozostawiają złudzeń: przed nami kilka tygodni walki z roztopami. Śniegu w lasach i na polach wciąż zalega gruba warstwa i ten spływ wody potrwa jeszcze długo.
Służby uspokajają, że sytuacja jest pod kontrolą. Zima odpuszcza, ale robi to w sposób, który może nas jeszcze nie raz zaskoczyć.