Bardzo udanie wypadło zakończenie sezonu 2016/17 w wykonaniu piłkarzy ŁKS-u 1926 Łomża. W ostatnim meczu biało-czerwoni pokonali przed własną publicznością Huragan Morąg 3:1 i zakończyli rozgrywki na 10. miejscu w tabeli z dorobkiem 46 punktów.
W ostatnich meczach ŁKS zdołał przyzwyczaić kibiców, że od pierwszej minuty rusza do zdecydowanych ataków. Tym razem jednak było inaczej. Biało-czerwoni rozpoczęli spokojnie licząc na to, że goście ruszą do przodu i zostawią przez to więcej miejsca na kontrataki. Założenie to okazało się słuszne i choć gra była może mało widowiskowa, to jednak skuteczna, bo już przed przerwą gospodarze strzelili przyjezdnym dwa gole.
Chociaż Huragan więcej czasu był w posiadaniu piłki i próbował atakować, to obrona ŁKS-u nawet pod nieobecność pauzującego za ósmą żółtą kartkę Reinaldo Melao spisywała się doskonale, nie dopuszczając do groźnych sytuacji pod bramką Pawła Lipca. Zgodnie z założeniem ełkaesiacy wyprowadzali szybkie kontrataki, a pierwsze zagrożenie stworzyli w 19. minucie, kiedy to celnym uderzeniem na bramkę gości popisał się Michał Tarnowski. Na kolejne celne uderzenie trzeba było poczekać do 31. minuty, a bramkarza Huraganu zatrudnił tym razem grający dziś w parze z Tarnowskim Bartosz Kaszubowski. W obu przypadkach Mateusz Lawrenc nie dał się zaskoczyć.
W 36. minucie po raz pierwszy pomyliła się obrona Huraganu. Środkowy obrońca gości potknął się i przepuścił prostopadłą piłkę, dzięki czemu w komfortowej sytuacji znaleźli się obaj nasi napastnicy, którzy wyszli na osamotnionego bramkarza. Tarnowski podał na czystą pozycję do Kaszubowskiego, który mimo rozpaczliwej interwencji Lawrenca umieścił piłkę w siatce.
Po stracie gola Huragan chciał jak najszybciej doprowadzić do wyrównania, ale łomżyńska defensywa była szczelna i nie dopuszczała, by przyjezdni mogli podejść pod bramkę Lipca. W tej sytuacji w 39. minucie Paweł Galik zdecydował się na uderzenie z dystansu, obronione przez bramkarza ŁKS-u.
Kiedy kibice już szykowali się na przerwę, ŁKS zadał drugi cios. Akcja była podobna do tej z pierwszego trafienia z tą różnicą, że tym razem nie potrzebna była pomoc w postaci niefortunnej interwencji obrońcy. W szybkim kontrataku na bramkę gości ponownie uczestniczyli obaj młodzi napastnicy, którym jak widać doskonale układała się współpraca. Tym razem ostatnim podaniem zrewanżował się koledze Kaszubowski i na listę strzelców wpisał się Tarnowski.
Na drugą połowę goście wyszli zdeterminowani, by odrobić stratę dwóch bramek. W 55. minucie groźnie uderzał po dośrodkowaniu Piotr Karłowicz, ale Lipiec nie dał się zaskoczyć. Minutę później było już 3:0 dla ŁKS-u, a w rolach głównych po raz kolejny wystąpiła para Tarnowski - Kaszubowski. Ten pierwszy dostał długie podanie w pole karne, minął wychodzącego bramkarza i wycofał piłkę na środek pola karnego, gdzie wbiegającemu Kaszubowskiemu pozostało już tylko w łatwej sytuacji trafić do pustej bramki.
Po trzecim trafieniu ŁKS nie zmieniał swojej gry. W dalszym ciągu świetnie się bronił próbując szybkiej gry z kontry. W 70. minucie bramkarza gości próbował zaskoczyć z połowy boiska Marek Kaliszewski, który zobaczył golkipera Huraganu wysuniętego daleko przed własne pole karne. Lawrenc nie miałby szans na obronę, ale strzał minął bramkę w odległości kilku metrów.
Im bliżej końca meczu tym bardziej jednak do głosu dochodzili goście i coraz groźniej robiło się pod bramką Lipca. W końcu w 79. minucie przyjezdni osiągnęli to, do czego dążyli - strzelili gola. Piłkę w pole karne wstrzelił Galik, a akcję wykończył celnym uderzeniem Karłowicz i było 3:1. Dwie minuty później Huragan miał doskonałą okazję, by zdobyć gola kontaktowego i doprowadzić do nerwowej końcówki. W sytuacji sam na sam doskonale jednak zachował się Lipiec i to była ostatnia groźna sytuacja pod bramką gospodarzy. Chwilę później powróciła koncentracja i ŁKS opanował sytuację na boisku, którą kontrolował już do ostatniego gwizdka arbitra.
Ostatnia kolejka sezonu 2016/17 przyniosła końcowe rozstrzygnięcia w tabeli III ligi. Podsumowanie kolejki i całego sezonu to jednak tematy na oddzielne artykuły. Dziś podamy tylko informację, że z awansu do II ligi cieszą się piłkarze Finishparkietu Drwęcy Nowe Miasto Lubawskie, którzy przed tą kolejką zajmowali fotel lidera. W tym przypadku wielkiej niespodzianki więc nie ma. O wiele ciekawsza była natomiast walka o to, by nie zająć miejsca 14. czyli najwyższego ze spadkowych. Biły się o to trzy zespoły: Ursus warszawa, który przed ostatnią kolejką zajmował to właśnie miejsce, sklasyfikowane na 13. miejscu z jednym punktem przewagi rezerwy Jagiellonii Białystok i MKS Ełk, który zajmował miejsce 12. z dwoma punktami przewagi nad Ursusem. MKS wygrał na wyjeździe 2:1 z rezerwami Legii i ostatecznie zajął 11. miejsce. Jagiellonia przegrała ze zdegradowanym już Huraganem Wołomin 4:5, ale największą sensację sprawił Ursus, który 2:1 pokonał walczący do końca o awans ŁKS Łódź i przeskoczył w tabeli Jagiellonię, odbierając przy tym awans ŁKS-owi, który w przypadku swojego zwycięstwa wygrałby rozgrywki, ponieważ Finishparkiet tylko zremisował swój ostatni mecz.
W tej sytuacji to Jagiellonia II dołączyła do grupy spadkowiczów i w przyszłym sezonie zagra w IV lidze, o ile decydujące nie okażą się kwestie pozasportowe, a związane z przyznaniem licencji na grę w wyższych ligach, które mogą uratować przed spadkiem z II ligi Polonię Warszawa, a z III ligi właśnie rezerwy Jagiellonii.
Po spotkaniu trener Mateusz Miłoszewski był zadowolony z postawy swoich piłkarzy. Rozmowę ze szkoleniowcem ełkaesiaków możecie obejrzeć w powtórce z naszej transmisji, którą przeprowadziliśmy dziś na żywo.
ŁKS 1926 Łomża - MKS Kaczkan Huragan Morąg 3:1 (2:0)
Bramki: Kaszubowski 36, 56, Tarnowski 45 - Karłowicz 79
ŁKS: Lipiec - Gałązka, Wasiulewski, Cibulskas, Kaliszewski - Olesiński, Rydzewski (56 Brzozowski), Kacprzyk (66 Zalewski), Grabowski (63 Sadowski) - Kaszubowski (76 Drażba), Tarnowski
Huragan: Lawrenc - Szawara, Koprucki, Podhorodecki, Bogdanowicz, Galik, Zajączkowski, Mlonek, Lenart, Chiliński, Karłowicz