15. lipca w samo południe w mieście rozlegnie się dźwięk syren alarmowych. Zgodnie z dawną tradycją, dźwięku nie powinniśmy lekceważyć. W tym czasie można przystanąć albo zamilknąć na chwilę, by oddać hołd mieszkańcom Łomży, niewinnie zamordowanym w lesie jeziorkowskim. W tym roku mija 70 lat od tych tragicznych wydarzeń.
Syreny alarmowe przypominające o zbrodni żołnierzy niemieckich z 15 lipca 1943 roku rozlegną się w Łomży po raz pierwszy.
- W ten symboliczny sposób nasza społeczność uczci pamięć zamordowanych 52 zakładników, wziętych całymi rodzinami z dziećmi spośród inteligencji łomżyńskiej- przekazuje Wojciech Winko, sekretarz Łomżyńskiego Bractwa Historycznego.
Zostaną włączone na chwilę, by przypomnieć o tych, którzy zginęli.
- Dla godnego uczczenia pamięci ofiar, upraszamy mieszkańców Łomży, by zechcieli, słysząc dźwięki syren, poprzez „chwilę ciszy” i przyjęcie godnej postawy oddać hołd pamięci niewinnie pomordowanych- apelują członkowie Bractwa i Beata Sejnowska- Runo, Społeczny Kustosz Miejsca Pamięci Narodowej w Jeziorku.
O pomordowanych w "łomżyńskich Palmirach" pamiętali też miejscy radni, którzy podczas ostatniej sesji Rady Miasta, na wniosek Bractwa, uczcili ofiary minutą ciszy.
Msza święta w intencji zamordowanych w Jeziorku mieszkańców Łomży odbyła się zaś w niedzielę, 30. czerwca (przeczytasz o tym tu: http://www.mylomza.pl/home/region/item/4740-zbrodni.html).
Poniżej publikujemy list Jerzego Smurzyńskiego, jedynej osoby, która przeżyła hitlerowską zbrodnię oraz listę nazwisk tych, którzy zginęli na polanie lasu w Jeziorku.
Szanowni Państwo, Droga Młodzieży!
Siedemdziesiąt lat temu, tak jak codziennie podczas okupacji, rano wyszedłem z domu na lekcję tajnego gimnazjum. Nie pamiętam, ale chyba z pośpiechu nawet nie ucałowałem mamy „na do widzenia”, jak to miałem w zwyczaju.
To był czwartek, 15 lipca 1943 roku. Nie wiedziałem, że jednocześnie było to apogeum „czarnego lipca” na Ziemi Łomżyńskiej. Nie wiedziałem też, że już nigdy nie zobaczę moich Rodziców, że już nigdy nie przekroczę progu naszego domu, że właśnie nieodwracalnie zamknął się pierwszy rozdział mojego życia.
O egzekucji i osobach straconych na tej polanie nie będę tu mówił. Wszyscy doskonale o tym wiedzą.
Pierwszy raz nad grobami ofiar spotkaliśmy się w drugą rocznicę egzekucji łomżyńskiej inteligencji – 15 lipca 1945 roku i wtedy powstał ten „cmentarz na leśnej polanie”.
Minęło wiele lat. Różne były moje losy. Nigdy już na stałe nie powróciłem do mego miasta rodzinnego – do Łomży. Czasami mogłem odwiedzić grób w lesie jeziorkowskim, trochę uporządkować jego otoczenie i od czasu do czasu upomnieć się, u odpowiednich ówczesnych władz, o większą troskę o to miejsce uświęcone krwią zamordowanych tu mieszkańców Łomży. Po przejściu na przymusową emeryturę 13 grudnia 1981 roku mogłem już zdecydowanie więcej czasu poświecić odkrywaniu prawdy o leśnym cmentarzu.
Ale wszystko to co robiłem dla tego miejsca pamięci, tak przed, jak i po emeryturze, było tylko moim obowiązkiem wobec rodziców - ofiar egzekucji z lipca 1943 roku i wszystkich, którzy w tym miejscu oddali swoje życie.
W tym obowiązku utwierdził mnie ks. Kazimierz Ostrowski, ówczesny wikary w Piątnicy, kiedy w październiku 2006 roku rozpoczynaliśmy naszą efektywną współpracę z panią Beatą Sejnowską-Runo, obecnie społecznym kustoszem Miejsca Pamięci Narodowej w Jeziorku. Spotkaliśmy się wówczas w takim przyjacielskim gronie i on powiedział słowa, które już na zawsze zapamiętałem: – „Pan Bóg nie robi nic bez jakiegoś celu. Pan jeden pozostał, aby spełnić obowiązek wobec Tych, którzy tam zginęli.” Tak więc w moim przekonaniu wypełniałem tylko obowiązki dziennikarza dokumentalisty, zlecone mi wolą Bożą.
Nie przypuszczałem, że doczekam takiej „okrągłej rocznicy” zbrodni popełnionej na tej polanie, egzekucji, w której i ja miałem być ofiarą. Niestety wiek oraz stan zdrowia nie pozwoliły mi przyjechać dzisiaj do Jeziorka. Dlatego jedynie drogą listowną mogę podzielić się z państwem tymi kilkoma wspomnieniami z tak trudnych dla mnie czasów.
Ale nie można żyć jedynie przeszłością. Dlatego dzisiaj z okazji siedemdziesiątej rocznicy zbrodni popełnionych w tym lesie chciałbym podziękować Naczelnemu Redaktorowi Łomżyńskiego Portalu Historycznego, Panu Henrykowi Sierzputowskiemu, za publikację moich materiałów, co nie tylko umożliwiało propagowanie historii naszego miasta i regionu, ale także zaowocowało powstaniem „Rodziny Jeziorkowskiej”. To właśnie z Serwisu Historycznego Ziemi Łomżyńskiej rodziny Ofiar, po siedemdziesięciu latach bezskutecznych poszukiwań, dowiedziały się o miejscu spoczynku swoich bliskich.
Szczególnie jednak chciałbym podziękować Pani Beacie Sejnowskiej-Runo, która podejmując się funkcji Społecznego Kustosza Miejsca Pamięci Narodowej w Jeziorku, nie tylko przejęła pełną opiekę nad grobami, ale bardzo aktywnie wspiera mnie w propagowaniu historii „leśnej polany”. Jej artykuły, publikowane tak na portalach internetowych jak i w prasie lokalnej, cieszą się dużym zainteresowaniem.
Zawsze za wszystko, co było związane z tą słynną już leśną polaną, dziękowałem nie w swoim, ale w imieniu tych, którzy zginęli tam za to tylko, że byli Polakami i nie godzili na jakąkolwiek współpracę z okupantem. Dlatego też i dzisiaj, gospodarzom tej ziemi, którzy opiekę nad wszystkimi grobami tych, którzy oddali życie za Polskę, uważają za swój święty obowiązek i swoisty zaszczyt, a wśród nich głównie Szkole Podstawowej w Jeziorku, jej Gronu Pedagogicznemu i młodzieży - w imieniu własnym, jak i spoczywających tu Ofiar serdecznie dziękuję.
Jerzy Smurzyński
Lista 52 straconych w dniu 15. lipca 1943 roku zakładników miasta Łomży: Barański Kazimierz, lat 70. Był emerytowanym pracownikiem umysłowym;