Reklama

[VIDEO+FOTO] Koniec pucharowej przygody ŁKS-u. Było blisko!

17/07/2013 22:20

120 minut naprawdę niezłej piłki obejrzeli zgromadzeni na łomżyńskim stadionie kibice w spotkaniu rundy wstępnej Pucharu Polski pomiędzy ŁKS-em 1926 Łomża a Odrą Opole. Odrobinę lepszy okazał się drugoligowiec z przeciwległego krańca Polski, ale łomżyński zespół wstydu na pewno nie przyniósł.

Mecz rozpoczął się od ataków gości, którzy bardzo chcieli szybko strzelić bramkę i ustawić sobie całe spotkanie. Ta sztuka im się jednak nie udała i po dziesięciu minutach przewagi Odry, podczas których wyraźnie widać było różnicę pomiędzy obiema drużynami, mecz się wyrównał. Te pierwsze minuty nie były jednak aż tak jednostronne, bo już w 5 minucie, po rzucie rożnym, bliski pokonania Bartłomieja Danowskiego był Robert Cychol. Uderzona przez łomżyńskiego obrońcę piłka minęła jednak słupek bramki gości.

W 13 minucie natomiast z dobrej strony pokazał się nowy nabytek ŁKS-u pomiędzy słupkami bramki. Sebastian Deja huknął z 30 metrów z woleja jak z armaty niemal w samo okienko bramki Łukasza Łopatowicza. Nowy golkiper ŁKS-u wyciągnął się jak struna i zdołał odbić piłkę na rzut rożny i stan meczu pozostał bez zmian.

Reklama

W 26 minucie ponownie przed szansą na zmianę wyniku stanął Cychol, który podobnie jak na początku spotkania posłał piłkę obok bramki. Od kilku minut jednak Odra cofnęła się dając biało-czerwonym więcej miejsca i od razu zarysowała się lekka przewaga podopiecznych Krzysztofa Przytuły. Sytuacja ta nie trwała długo, ale wystarczyło, by ŁKS kilka razy goźnie podszedł pod bramkę gości.

W 33 minucie pierwszy celny strzał na bramkę Danowskiego oddał Daniel Kacprzyk. Piłka, dobijana przez niego z 20 metrów po rzucie rożnym otarła się jeszcze o jednego z obrońców i zmyliła nieco Danowskiego, który łapał ją przez to na raty. Strzał był jednak zbyt lekki, by golkiper przyjezdnych nie zdołął sobie z nim poradzić.

Reklama

Kolejne minuty meczu do gra głównie w środku boiska, a żadnej z drużyn nie udawało się stworzyć klarownej okazji do otwarcia wyniku. W tej sytuacji na uderzenie z dystansu zdecydował się Robert Speichler. Doświadczony pomocnik posłał jednak piłkę zbyt wysoko i nie zagroziła ona bramce Odry.

Drugą połowę znakomicie rozpoczął ŁKS. Już w dwie minuty po wznowieniu gry ze środka boiska szybką akcją popisali się biało-czerwoni. Po przechwycie w środku pola uruchomiony został na lewym skrzydle Mateusz Laskowski. Łomżyński napastnik wpadł w pole karne i dośrodkował wzdłuż linii pola bramkowego do wbiegającego Przemysława Olesińskiego. Ten jednak był minimalnie spóźniony i nie trafił w futbolówkę, którą na rzut rożny wypchnął goniący naszego napastnika obrońca. Do narożnika boiska podszedł Speichler, którego dośrodkowanie wykorzystał Cychol i głową umieścił piłkę w siatce Odry. Do trzech razy sztuka i za trzecim nasz obrońca trafił do bramki.

Reklama

Odra ruszyła do odrabiania strat i już nie było mowy o spokojnej grze. Mecz zrobił się bardzo widowiskowy, co natychmiast poprawiło atmosferę na trybunach. W 53 minucie bliski wyrównania był Deja, który po raz drugi w tym meczu spróbował zaskoczyć Łopatowicza strzałem z dystansu. Tym razem jednak piłka minęła bramkę ŁKS-u w bezpiecznej odległości.

Dziesięć minut później mogło być z kolei 2:0 dla ŁKS-u. Wpuszczony prostopadłym podaniem w pole karne Laskowski nie miał możliwości zakończyć akcji strzałem i dośrodkował na głowę Olesińskiego. Tym razem jednak na posterunku był bramkarz Odry, który bezbłędnie wyłapał ten strzał.

Reklama

Za to w 69 minucie łomżyńskim obrońcom zdołał uciec z piłką wprowadzony w drugiej połowie Dawid Tomanek, którego dokładne podanie wykorzystał Deja i na tablicy wyników również po stronie Odry zaświeciła się jedynka.

Tylko pięciu minut potrzebowali biało-czerwoni by ponownie objąć prowadzenie w tym meczu. Ełkaesiacy popisali się bardzo ładną akcją, którą strzałem głową wykończył Laskowski i zrobiło się 2:1, a trybuny oszalały z radości.

Do końca meczu pozostało jednak jeszcze ponad kwadrans i należało do końca utrzymać pełną koncentrację. Okazało się to zbyt trudne dla podopiecznych trenera Przytuły. W 83 minucie indywidualną akcję przeprowadził Deja, który w pojedynkę ograł kilku naszych obrońców i podał do Michała Glanowskiego, który precyzyjnym strzałem tuż przy słupku nie dał szans Łopatowiczowi i Odra ponownie zdołała wyrównać, a na boisku zapachniało dogrywką.

Reklama

Regulaminowe 90 minut nie przyniosło rozstrzygnięcia i piłkarze musieli pozostać na murawie by rozegrać dodatkowe pół godziny. Obie drużyny były już mocno zmęczone, a zawodników co raz łapały skurcze. Z tego względu tempo gry, zwłaszcza po stronie ŁKS-u, wyraźnie spadło. Więcej sił zachowali jednak goście i to oni zaczęli nadawać ton grze w końcowych minutach. Pierwsza część dogrywki zakończyła się bez bramek, choć bliżsi szczęścia byli Opolanie. Nadeszła jednak 113 minuta spotkania i stało się. Po indywidualnym błędzie jednego z naszych obrońców piłkę w okolicach pola karnego przejął Dawid Łoziński, podał do Deji, który w sytuacji sam na sam bez problemu pokonał Łopatowicza. Resztką sił ŁKS próbował jeszcze w ostatnich minutach odwrócić losy tego spotkania, ale doświadczony zespół Odry nie dał sobie wydrzeć z rąk awansu i po dogrywce to Odrza Opole znalazła się w kolejnej rundzie rozgrywek o Puchar Polski.

- Jesteśmy w trakcie ciężkich treningów. Trafiliśmy na gryzącego trawę i niesamowicie zmotywowanego rywala. Chwała chłopakom za to, że dali sobie radę i awansowaliśmy dalej. Cel tego wyjazdu został osiągnięty i powoli zaczynamy już myśleć o meczu z Miedzią Legnica - podsumował spotkanie na konferencji prasowej trener Odry Dariusz Żuraw.

Reklama

- My, podobnie jak Odra Opole, jesteśmy w ciężkich treningach, co zwłaszcza w końcówce meczu mogło mieć znaczenie. Tak naprawdę, przy wyniku 2:1 zabrakło koncentracji, a koncentracji zazwyczaj brakuje, gdy brakuje sił. Chcę podziękować wszystkim chłopakom, którzy dzisiaj grali ale też tym, którzy byli na ławce czy na trybunach, bo widać, że warto w nich inwestować. Jest tylko jednak rzecz. Powoli, cierpliwie, my dopiero jesteśmy na początku czegoś, co tu może fajnie funkcjonować przez lata. Jeśli chodzi o sam mecz, to była widoczna przewaga w organizacji i kulturze gry po stronie Odry ale myśłę, że my też momentami pokazaliśmy fajną piłkę. Była masa błędów ale tak naprawdę to był pierwszy nasz mecz. Nie graliśmy jeszcze nawet żadnego meczu sparingowego - podzielił się swoimi spostrzeżeniami trener Krzysztof Przytuła.

ŁKS 1926 Łomża - Odra Opole 2:3 po dogrywce (0:0, 2:2)

Reklama

Bramki: Cychol 47", Laskowski 74" - Deja 69", 113", Glanowski 83"

ŁKS: Łopatowicz - Rydzewski, Malinowski Maciej, Kacprzyk, Cychol, Lelujka, Speichler, Gałązka (72" Malinowski Marcin), Maćkowski (74" Tercjak), Olesiński (103" Konopka), Laskowski

Odra: Danowski - Krawiec, Drąg, Lalko, Surowiak, Krysian, Copik (67" Łoziński), Wawrzyniak (55" Glanowski), Cieluch, Deja, Setla (46" Tomanek)

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości