Jeśli ktoś liczył na to, że marcowe słońce ociepli relacje między radną Bernadetą Krynicką a członkiem zarządu Jackiem Piorunkiem, srogo się zawiódł. XXII sesja Sejmiku Województwa Podlaskiego udowodniła, że konflikt między dwojgiem prominentnych łomżyniaków nie tylko nie wygasł, ale wszedł w fazę totalnej wojny pozycyjnej, w której głównym orężem stały się... drzwi wyjściowe i gramatyczna analiza słowa „członek”.
Miesiąc temu Jacek Piorunek i Bernadeta Krynicka mierzyli się na rodowody i „rodzaj sortu” łomżynianina. Tym razem koalicja rządząca postanowiła zmienić taktykę: zamiast ripost, radna otrzymała widok pustych krzeseł. Jarosław Dworzański (KO) ogłosił oficjalny bojkot wystąpień radnej Krynickiej, argumentując to brakiem przeprosin za „wyjątkowo nieprzyzwoite zachowanie” i obrażanie Jacka Piorunka podczas poprzednich obrad.
Efekt? Za każdym razem, gdy Bernadeta Krynicka pewnym krokiem zmierzała do mównicy, radni Koalicji Obywatelskiej, niczym na komendę, opuszczali salę. Sama radna nie pozostała dłużna, komentując te wędrówki krótkim: „Robicie kabaret”.
Fascynacja radnej Krynickiej tytularną funkcją Jacka Piorunka w zarządzie województwa zdaje się nie mieć granic. Słowo „członek” odmieniane było przez wszystkie przypadki, zazwyczaj w momentach, gdy Jacek Piorunek znikał za drzwiami sali obrad.
- Ja na mównicę, a członek wychodzi” – rzuciła radna na początku sesji. - Szkoda, że wyszedł członek, ponieważ myślę, żeby odpowiedział mi na pytanie” – ubolewała później, mimo że na sali siedział inny członek zarządu, którego radna zdawała się nie zauważać.
Reklama
Przewodniczący obrad kilkukrotnie upominał radną:
- Pani chyba siebie nie słyszy... to nie jest kulturalne - powiedział Cezary Cieślikowski. W odpowiedzi usłyszał, że „czym innym tego słowa nie da się zastąpić”, a jedyne dostępne zamienniki są - zdaniem radnej - „jeszcze brzydsze”.
Kabaret, mikrofony i „ignorowanie kobiety”
Gdy emocje personalne na chwilę opadły, Bernadeta Krynicka przeszła do recenzowania samej organizacji pracy sejmiku. Wielokrotnie nazywała obrady „kabaretem” i „dziecinadą”. Dostało się także przewodniczącemu za rzekome lekceważenie:
- Pan tak skupiony w tym tablecie czy komórce... to jest takie ignorowanie kobiety – grzmiała z mównicy Krynicka.
Na koniec radna wystąpiła z postulatem technologicznym, który miałby ukrócić „wędrówki ludów” na sali.
- Składam wniosek o to, żeby pojawiły się mikrofony na naszych ławach, ponieważ mamy XXI wiek i każdy szanujący się samorząd ma sprzęt dostosowany i pan może śmiało udzielać głosu ze swojego miejsca radnemu na jego stanowisku i nie będzie chodzenia i wędrówki ludów. Więc apeluję o to!
Reklama
XXII sesja przeszła do historii jako pokaz politycznego klinczu. Łomża znów była na ustach wszystkich, choć niekoniecznie z powodów merytorycznych. Następne starcie już w kwietniu – miejmy nadzieję, że do tego czasu radni ustalą, czy „członek” to funkcja, czy już inwektywa.