21 października obchodzić będziemy setną rocznicę urodzin Westerplatczyka Czesława Dzierzgowskiego (ur. 21 października 1916 r.). Z tej okazji publikujemy materiały opracowane przez Pana Jacka Sokołowskiego w celu przypomnienia sylwetki bohatera z Westerplatte pochodzącego z Ziemi Łomżyńskiej.
Czesław Dzierzgowski (1916-2000) urodził się 21 października 1916 r. w Sulimach, obecnie gmina Nowogród, woj. podlaskie. Był najmłodszym synem Adama i Marianny, z domu Choromańskiej. Miał ośmioro rodzeństwa: Jadwigę 1899 r., Franciszka 1902 r., Kazimierę 1904 r., Franciszkę 1906 r., Adolfa 1908 r., Antoniego 1910 r., Zofię 1912 r., Genowefę 1914 r.
Kiedy skończył 3 lata, zmarła mu matka /1919 r./, wychowywał go ojciec i starsze rodzeństwo.
Ukończył 5 klas Szkoły Podstawowej w Jankowie. Mimo tego, że był zdolny, nie miał możliwości kontynuowania nauki z powodu sytuacji materialnej rodziny. W 1937 r. umarł mu ojciec.
7 XI 1938 r. został wcielony do 14 Dywizjonu Artylerii Konnej w Białymstoku. 21 VII 1939 r. przydzielony do załogi WESTERPLATTE jako amunicyjny, gdzie stawił się 30 lipca wraz z działonem. Od 1-7 IX 1939 r. brał czynny udział w walce z Niemcami. Należał do 6-osobowej obsługi jedynego działa na Westerplatte. Jego dowódcą był kapral Eugeniusz Grabowski. Po rozbiciu działa razem z kolegami został przydzielony na stanowisko w rejonie wartowni nr 5, a następnie koło dawnej placówki ""Elektrownia"". Po rozbiciu jednostki dostał się do niewoli w okolicach Królewca, gdzie z towarzyszami broni przeżył ponad 5-letni okres poniżania i ciężkiej fizycznej pracy w majątkach niemieckich.
27 III 1945 r. powrócił do domu. Na szczęście jego rodzinny dom ocalał, jako jeden z 4 w całej wsi. Zajął się prowadzeniem części gospodarstwa, które pozostało dla niego po rodzicach /niecałe 7 ha/.
W 1949 roku w kościele w Miastkowie, a następnie 28 XI 1950 r. w Urzędzie Stanu Cywilnego w Miastkowie zawarł związek małżeński ze Stanisławą Mieczkowską. Wspólnie wychowali 6 dzieci- Barbarę 1951 r., Halinę 1953 r., Wiesławę 1955 r., Zofię 1957 r., Jana 1960 r., Jadwigę 1963 r. Dochowali się również 17 wnucząt i 15 prawnucząt.
Wśród mieszkańców swojej rodzinnej miejscowości cieszył się dużym zaufaniem, czego dowodem jest fakt, że przez ponad 20 lat pełnił funkcję sołtysa wsi Sulimy.
W 1983 r. ziemię przepisał na syna, otrzymując w zamian rentę rolniczą dla siebie i żony. Nominację na stopień ppor. w stanie spoczynku i umundurowanie oficera otrzymał w 1989 r.
Zmarł 21 listopada 2000 r. Został pochowany na cmentarzu w Nowogrodzie.
Z rodzinnych wspomnień...
Tata w naszej pamięci
„Dla nas tatuś zawsze był wzorem. Mimo ciężkiej sytuacji nigdy się nie skarżył, był pracowity, zaradny, zawsze pogodny. Nasze gospodarstwo nie było zmechanizowane, zboże przez wiele lat było koszone kosą. Nie mieliśmy ciągnika tylko 1 konia, który pracował u nas przez długie lata, aż do swojej starości. Dopiero wtedy, z bólem serca i ze łzami w oczach, tatuś sprzedawał go i kupował innego.
Wieczorami, po całodziennej ciężkiej pracy, tatuś często siadał z nami i czytał nam książki, albo recytował wiersze, które pamiętał ze swoich szkolnych lat. Miał doskonałą pamięć. Często wyjaśniał innym różne koligacje rodzinne. Nasz dom był zawsze otwarty dla wszystkich. Żartowaliśmy, że pełnił rolę wiejskiej świetlicy. Co wieczór przychodziło tu dużo młodzieży, pojawiały się sąsiadki z robótkami ręcznymi, przychodzili starsi sąsiedzi, żeby porozmawiać lub pograć w karty. W zimowe wieczory nasza ogromna kuchnia zamieniała się w warsztat pracy. Wnoszono dwa kołowrotki, na których nasi rodzice przędli wełnę i len. Potem wstawiano krosna, na których mamusia tkała chodniki, materiał na worki, nakrycia na łóżka. Tatuś doskonale znał się na obsłudze snowalni. Pamiętamy, jak przychodziły do nas panie nie tylko z naszej, ale i okolicznych wsi z prośbą, żeby pomógł im przygotować krosna do pracy. Zawsze chętnie im pomagał.
Tatuś czasami opowiadał nam o wydarzeniach, jakie miały miejsce na Westerplatte, niechętnie wspominał lata swojej niewoli. Widać było, że mimo upływającego czasu, wspomnienia te sprawiały mu ogromny ból. Nigdy nie uważał się za wielkiego bohatera.
W miarę możliwości, o ile pozwalało mu na to zdrowie i finanse, chętnie jeździł na zjazdy Westerplatczyków do Gdańska. Były to dla niego bardzo ważne spotkania. Ostatni raz był tam w 1993 r."
OKRES NIEWOLI JENIECKIEJ...
Czwartek 7 września 1939 roku był najboleśniejszym dniem dla całej załogi. Komendant mjr Henryk Sucharski zorientowany w trudnej sytuacji w kraju i pogarszających się warunkach obrony, po odparciu ostatniego ataku nacierających, podjął decyzję o kapitulacji. Po wkroczeniu Niemców na teren Westerplatte nastąpiło rozdzielenie obrońców.
Rannych odwieziono do Akademii Medycznej w Gdańsku-Wrzeszczu, gdzie ulokowano ich w baraku dla więźniów cywilnych, strzeżonych przez esesmanów. Część nie zmobilizowanych, starszych wiekiem pracowników kontraktowych ulokowano w obozie jeńców cywilnych w Gdańsku-Nowym Porcie. Pozostałą załogę skierowano do koszar na Biskupiej Górce, a oficerów do Hotelu Centralnego przy Pfefferstadt (ul. Korzennej 79), w pobliżu dworca PKP w Gdańsku. Stamtąd po kilku dniach zostali wszyscy, z wyjątkiem radiotelegrafisty Kazimierza Rasińskiego, rozesłani do stalagów i oflagów, które z różnych przyczyn nie byty jedynym miejscem niewoli jenieckiej.
Oficerowie nie byli zatrudniani, z wyjątkiem lekarza kpt. Mieczysława Słabego, który okres niewoli przeżył pośród żołnierzy, pracując w szpitalu obozowym w Stalagu I A w Prusach Wschodnich. Podoficerowie i szeregowcy zmuszani byli do pracy fizycznej, głównie w rolnictwie, w fabrykach amunicji, sztolniach, przy kopaniu rowów strzelniczych.
Z miejsc internowania zdarzały się ucieczki bądź legalne zwolnienia z powodu utraty zdrowia. Dzięki temu w ich wojenne życiorysy wpisał się udział w ruchu partyzanckim, działalność bojowa w szeregach Wojska Polskiego, jak również zsyłki na Syberię, pobyty w więzieniach i obozach koncentracyjnych. W czasie okupacji zmarło ośmiu obrońców Składnicy.
Po zakończeniu wojny los żołnierzy również nie był jednorodny. Znakomita większość powróciła do kraju i założyła rodziny. Kilkunastu zdecydowało pozostać poza granicami Polski. Wybrali Kanadę, Stany Zjednoczone, Niemcy, Anglię. Kilku powróciło w rodzinne strony na Wileńszczyznę. W kraju zamieszkali w przeważającej mierze na Kielecczyźnie, w Trójmieście i na Ziemiach Odzyskanych.
Ze wspomnień kaprala Eugeniusza Grabowskiego - dowódcy Czesława Dzierzgowskiego
„21 lipca 1939 r. otrzymałem od dowódcy 14 Dywizjonu Artylerii Konnej podpułkownika Tadeusza Żyborskiego rozkaz wyjazdu do Gdyni. W 2 Batalionie Morskim miałem się zameldować z sześcioma żołnierzami. Wraz ze mną udali się: bombardier Wincenty Kłys (celowniczy) oraz kanonierzy - Władysław Jakubiak (zamkowy), Józef Spiżarny (ładowniczy), Franciszek Żołnik (kierowniczy), Czesław Filipkowski (wręczyciel) i Czesław Dzierzgowski (amunicyjny). [...] Bez skromności dodam że na Westerplatte kierowano głównie znakomicie wyszkolonych żołnierzy stanu wolnego. [...] Rano 23 lipca furmanka z taboru odwiozła nas ze skromnym wyposażeniem na dworzec kolejowy. Dzień był mglisty i deszczowy. Trapiła nas myśl, czy kiedyś jeszcze tu wrócimy..."
Ze wspomnień Czesława Dzierzgowskiego
„Przywieziono nas najpierw do Gdyni i zakwaterowano w 2 Batalionie Strzelców Morskich. Wraz z innymi żołnierzami właśnie stamtąd mieliśmy być wkrótce przerzuceni na Westerplatte. Tak też się stało. Przewożono nas potajemnie małymi grupkami tylko w niedziele. Odbywało się to w ten sposób, że od żołnierzy udających się z Westerplatte do Gdyni na wycieczki otrzymywaliśmy ich umundurowania. Dostawaliśmy się na Westerplatte holownikami niby jako tamci. Oni zaś w cywilnych ubraniach, które zabierali ze sobą w walizkach udając się na wycieczkę, wracali na placówkę drogą lądową. Wartownikowi niemieckiemu, stojącemu blisko miejsca do którego dobijał holownik, stan liczebny żołnierzy opuszczających Westerplatte i wracających tu, zawsze się zgadzał. Nas zaś na placówce przybywało. Nasza obsługa działa znalazła się na Westerplatte 30 lipca. W pierwszym okresie służby na Westerplatte przygotowywaliśmy stanowisko ogniowe dla działa oraz wytyczaliśmy cele. Później pełniliśmy służbę przy koszarach. Jeszcze niczego złego nie podejrzewaliśmy. Ale gdy niemiecki pancernik „Schleswig-Holstein", który przybył tu z wizytą nie odpłynął w planowanym terminie spod Westerplatte, zaczął nas ogarniać niepokój. Wiadomo bowiem, jakie były wtedy nastroje wśród Niemców. W noc z 31 sierpnia na 1 września udałem się wraz z kolegą na obchód posterunków. Było cicho jak makiem zasiał. Z obchodu wróciliśmy do koszar około godziny 4.30 rano.
Ledwie zdążyliśmy się rozebrać, by trochę odpocząć, gdy nocną ciszę przerwał wystrzał z pistoletu, a potem salwa z dział i broni maszynowej. Posypał się na nas grad pocisków. Nikt nie miał już wtedy wątpliwości, że to początek wojny. Nasze działo zawsze przedtem wytaczaliśmy na noc na stanowisko ogniowe, ale tej pamiętnej nocy pozostało ono w działowni, bo innego rozkazu nie było. Teraz jednak nadszedł rozkaz, aby siedemdziesiątkę piątkę tam przetoczyć. Ze względu na silny ostrzał musieliśmy ją pchać przez lasek. Drogę torowali nam koledzy wycinając niektóre drzewa. Z trudem, ale dotarliśmy na stanowisko do którego było około 200 metrów. Zaraz otworzyliśmy ogień, kierując go na budynki po drugiej stronie kanału, z którego Niemcy ostrzeliwali nas z broni maszynowej. Po naszych celnych pociskach uciekli. Ale oto nastąpiła dla nas straszna chwila. Właśnie wtedy odłamek pocisku pancernika uszkodził nasze działo. Nikt z obsługi nie zginął, ale nasza siedemdziesiątka piątka nie nadawała się już do prowadzenia ognia. Serce się krajało, że tak szybko została ona wyeliminowana z walki. Los obszedł się z nami okrutnie. A wszyscy aż rwaliśmy się do strzelania... Walczyliśmy jednak dalej. Ja donosiłem przeważnie amunicję na stanowiska ogniowe kolegów. Tak więc dla naszej obsługi działa od razu wszystko zaczęło się źle, ale to najgorsze miało dopiero nastąpić – kapitulacja, okupacja..."
ZOSTAŁ ODZNACZONY:
Z inicjatywy Szkoły Podstawowej im. OBROŃCÓW WESTERPLATTE w Rutkach, należącej do Klubu Szkół Westerplatte, 4 września 2011 odbyła się patriotyczna uroczystość poświęcona WESTERPLATCZYKOWI Czesławowi Dzierzgowskiemu, a na jego grobie został umieszczony ZNAK PAMIĘCI. Jest on miniaturowym odlewem krzyży znajdujących się na pomnikach żołnierzy poległych na Westerplatte.