Reklama

Wysokie zwycięstwo ŁKS-u i drugi hattrick Zaniewskiego [VIDEO i FOTO]

18/05/2016 20:30

Zwycięstwem 4:0 z Wissą Szczuczyn ŁKS 1926 już dziś zapewnił sobie prawo gry w kolejnym sezonie w nowej III lidze. Wszystkie gole padły w II połowie spotkania, a z drugiego w tym sezonie (i rundzie) hattricka cieszył się Łukasz Zaniewski. Trzeba jednak dodać, że mecz wcale nie był tak łatwy, jak by to sugerował wynik...

ŁKS przystąpił do dzisiejszego spotkania z myślą, że zwycięstwo daje drużynie pewność gry w nowej, zreorganizowanej III lidze, której poziom sportowy będzie znacznie wyższy niż obecnej. W tym sensie z pewnością można to uznać za awans, choć formalnie jest to utrzymanie na tym samym poziomie rozgrywkowym.

Kibice, którzy niezbyt licznie przybyli w środku tygodnia na stadion przy ul. Zjazd 18, raczej nie mogli być zadowoleni z tego, co zobaczyli w pierwszej połowie. ŁKS grał cofnięty, pozwalał piłkarzom ze Szczuczyna na rozgrywanie piłki i próbował wykorzystać okazje do szybkiej kontry. Sympatycy biało-czerwonych nie są przyzwyczajeni do takiego stylu gry swoich ulubieńców, ale ostateczny wynik pokazał, że to trener miał rację przygotowując właśnie taką, a nie inną taktykę na ten mecz. Była ona zresztą bardzo logiczna, bo łatwo było przewidzieć, że Wissa mając jeszcze teoretyczne szanse na zajęcie miejsca w pierwszej "siódemce", przyjedzie do Łomży po komplet punktów i będzie chciała atakować.

Reklama

Wissa rzeczywiście, jak mało który zespół w lidze, grała w Łomży w piłkę i potrafiła nawet zepchnąć ŁKS do defensywy. Nie potrafiła jednak optycznej przewagi przełożyć na naprawdę groźne sytuacje, choć raz serca sympatyków biało-czerwonych zadrżały. W 41 minucie zrobiło sie w polu bramkowym ŁKS-u bardzo duże zamieszanie. Na szczęście całą sytuację wyjaśnił Reinaldo Melao, który wybił piłkę daleko i w dodatku nie na oslep, a do wybiegającego Karola Stysia. Prawoskrzydłowy ŁKS-u wyszedł zwycięsko z pojedynku z obrońcą Wissy i znalazł się sam na sam z jej bramkarzem. Niestety, strzelił wprost w niego i była to najdogodniejsza sytuacja dla ŁKS-u w pierwszej połowie. niestety niewykorzystana i na przerwę zespoły zeszły przy bezbramkowym remisie.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ dużej zmianie. Znów dłużej przy piłce byli piłkarze Wissy, którzy zepchnęli ełkaesiaków na własną połowę. Wydawało się jednak, że zaczęli grać nieco wyżej niż w pierwszych 45 minutach. Wyraźnie zależało im na zdobyciu gola i robili co mogli, by ten cel osiągnąć. Na ich nieszczęście obrona ŁKS-u spisywała się dziś naprawdę dobrze, a jak już defensywa była bezradna, to na posterunku był niezawodny Oliwer Wienczatek, który kilka razy znakomitymi interwencjami uratował skórę swoim kolegom z tylnej formacji.

Reklama

ŁKS natomiast konsekwentnie grał swoje, próbując wykorzystać okazje do kontrataków. Przyniosło to efekt w 71. minucie, kiedy to szarżującego w polu karnym Michała Sadowskiego bezceremonialnie przewrócił Oleksander Berezovskyi. W kolejnej minucie podyktowaną przez sędziego "jedenastkę" pewnie wykorzystał Zaniewski.

Po stracie gola Wissa nie zmieniła swojego nastawienia. Może tylko zaczęła grać jeszcze bardziej ryzykownie chcąc odrobić straty i mieć jeszcze czas, na ewentualne zdobycie zwycięskiego gola. Plany te pokrzyżowała kolejna kontra z 83. minuty, po której drugi raz Mirosława Dziedzica pokonał Zaniewski.

Reklama

Strata drugiego gola podcięła już skrzydła piłkarzom Wissy. Do tego doszło jeszcze zmęczenie w końcówce meczu. Choć w dalszym ciągu próbowali atakować, to nie byli w stanie już tak szybko wracać na własną połowę jak wcześniej. Skrzętnie skorzystali z tego piłkarze ŁKS-u którzy jeszcze dwukrotnie skarcili gości. Najpierw w 85. minucie do bramki przyjezdnych trafił Przemysław Olesiński, a już w doliczonym czasie gry hattricka skompletował, przepięknym strzałem z obrotu i z powietrza Zaniewski.

ŁKS ma już więc zapewnione występy w nowej III lidze w kolejnym sezonie, a w obecnym pozostał mu jeszcze jeden cel do zrealizowania. Chodzi oczywiście o zdobycie pucharu na szczebli okręgu. Podopieczni trenera Miłoszewskiego zagrają w finale tych rozgrywek 1 czerwca, a wcześniej, bo już w najbliższą niedzielę, zmierzą się w Elblagu z liderem ligi Olimpią. Jak zapowiedział opikun biało-czerwonych, wystawi on na ten mecz najsilniejszy skład, jakim będzie dysponował, a celem jest zwycięstwo.

Reklama

ŁKS 1926 Łomża - Wissa Szczuczyn 4:0 (0:0)

Bramki: Łukasz Zaniewski 72, 83, 90, Przemysław Olesiński 85

ŁKS: Wienczatek - Gałązka, Melao, Kamienowski (78 Wasiulewski), Przysowa - Styś (63 Kubala), Świderski (52 Brzozowski), Rydzewski, Olesiński - Sadowski (75 Lemański), Zaniewski

Wissa: Dziedzic - Guzowski, Banicki, Zmierczak, Berezovskyi, Lisowski, Citko, Dąbrowski, Poduch, Zambrowski, Łapiński

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości