"Piotrek! Bartek! Gramy dla Was". Z takim napisem na białych koszulkach wyszli dziś piłkarze Łomżyńskiego Klubu Sportowego 1926 na boisko, by zmierzyć się z drużyną MKS-u Korsze. Biało-czerwoni dali z siebie wszystko, dzięki czemu wygrali dedykowane rannym kolegom spotkanie 3:2.
Dzisiejsze spotkanie rozegrane zostało w cieniu niedzielnych wydarzeń, do których nie chcielibyśmy już w tej relacji wracać, bo chyba każdy sympatyk ŁKS-u wie, o co chodzi. Łomżyńscy piłkarze wyszli na boisko bardzo zmobilizowani z jednym tylko celem, którym było zwycięstwo. Jak się okazało, zgromadzeni na stadionie przy ul. Zjazd 18 kibice, oprócz zwycięstwa i pięciu goli, byli też świadkami ogromnej dramaturgii wydarzeń, a przy tym walki, siły ducha, nieustępliwości i determinacji łomżyńskich piłkarzy. Taki ŁKS chcemy oglądać zawsze, choć oczywiście trener ma swoje zastrzeżenia do gry. Ale takie jest zadanie trenera!
ŁKS rozpoczął od razu atakując, bez żadnego badania przeciwnika, wyczekiwania. Widać było, że piłkarze znają swoją wartość i zamierzają od początku narzucić przyjezdnym swoją grę. Trzeba przyznać, że zrobili to bardzo szybko. To ŁKS dominował na placu gry, rządził i dzielił, dyktował tempo i warunki gry. Już w 2. minucie okazję do otwarcia wyniku miał Michał Sadowski, ale jego strzał głową okazał się niecelny. W kolejnej minucie w sytuacji sam na sam znalazł się Łukasz Zaniewski, który jednak trafił w wychodzącego z bramki MKS-u Dawida Ziębę.
W kolejnych minutach zawodnicy biało-czerwonych kilkakrotnie jeszcze niepokili bramkarza gości, ale wszystkie te strzały były niecelne. Za to w 24. minucie niespodziewanie to goście objęli prowadzenie po strzale z rzutu wolnego z ponad 30 metrów Piotra Kozłowskiego. Trzeba jednak podkreślić, że pomógłu tu w dużym stopniu przypadek w postaci rykoszetu, po którym zupełnie zmylony, debiutujący w bramce gospodarzy Oliwer Wienczatek, nie miał szans na obronę.
Jak się wkrótce okazało, to był dopiero początek nieszczęść, jakie miały spaść tego dnia na ełkaesiaków. W 31. minucie czerwona kartką za niebezpieczny wślizg i faul na bramkarzu gości ukarany został Zaniewski. Od tego momentu ŁKS nie dość, że niezasłużenie przegrywał, to przed drużyną była jeszcze godzina gry w osłabieniu. Można się załamać, a przynajmniej zdenerwować? Oczywiście, że można. Zwłaszcza, jeśli dochodzi stres z powodu pierwszego występu w nowym klubie i to od razu przez własną publicznością, a w dodatku mija zaledwie kilka minut.
Tym właśnie tłumaczymy błąd, jaki popełnił Wienczatek, po którym goście podwyższyli prowadzenie na 2:0, co miało miejsce już w 34. minucie. Długim podaniem z połowy boiska obsłużony został Paweł Sawicki, który wyszedł sam na sam z łomżyńskim bramkarzem. Kąt był jednak ostry i wienczatek podjął decyzję o jeszcze większym jego skróceniu i wyjściu na przedpole. Niestety, w pewnym momencie jakby nie był pewny, czy decyzja ta jest słuszna i zwolnił, a Sawicki, niewiele myśląc przelobował młodego golkipera. Na powtórce z naszej transmisji widać, że nawet decyzja o pozostaniu w bramce byłaby lepsza, od takiego połowicznego wyjścia, bo prawdopodobnie zawodnik gości zostałby dogoniony przynajmniej przez jednego z obrońców.
Stało się jednak inaczej i ŁKS nie dość, że grający w dziesiątkę, to miał jeszcze dwa gole straty do gości i nic w tym momencie nie wskazywało na to, że podopieczni trenera Mateusza Miłoszewskiego będą w stanie podnieść się z tej sytuacji. A jednak! Przewaga MKS-u Korsze trwała jeszcze kilka minut, podczas których na bramkę Wienczatka uderzał z dystansu Paweł Kowalewski, a także głową Adam Krajewski. Już w 39. minucie zaczęło być widoczne, że biało-czerwoni otrząsnęli się z pierwszego szoku i zaczynają znowu grać swoje. Sygnał do ataku dał Albert Rydzewski, który długim, około 40-metrowym, prostopadłym podaniem za linię obrony uruchomił nowo pozyskanego tuż przed sezonem skrzydłowego Damiana Gałązkę. Gałązka nie miał co prawda szans, by zdążyć do piłki przed bramkarzem gości, który natychmiast do nie wyszedł, ale jakimś nieznanym zupełnie sposobem Zięba minął się z piłką i Gałązka popędził na pustą bramkę. Niestety, dopadł do futbolówki tuż przed końcową linią i właściwie już na wślizgu spróbował wepchnąć ją do bramki. Piłka jednak przetoczyła się tylko wzdłuż linii bramkowej i trafiła pod nogi obrońców.
Za to w 45. minucie młody pomocnik miał duży udział w golu kontaktowym, którego właśnie po podaniu Gałązki zdobył Michał Sadowski.
Gol zdobyty "do szatni" najwyraźniej bardzo pomógł ełkaesiakom odzyskać wiarę we własne umiejętności, bo cała druga połowa, choć rozgrywana w "dziesiątkę", przebiegała pod dyktando biało-czerwonych. Tylko pierwsze dwie minuty po wznowieniu gry należały do przyjezdnych, którzy później wyglądali, jakby to ich było o jednego mniej na boisku. Ju w 53. minucie, po dośrodkowaniu Marcina Świderskiego, piłkę głową do siatki wpakował Reinaldo Melão i straty były odrobione. ŁKS nie zamierzał jednak bronić remisu. ŁKS grał o pełną pulę i nikt ze zgromadzonych na stadionie nie miał co do tego cienia wątpliwości. Jeden za drugim sunęły ataki na bramkę gości, któzy jednak także próbowali się odgryzać. Teraz jednak, ich nieliczne strzały bardzo pewni bronił Wienczatek, który w drugiej połowie pokazał, że będzie silnym punktem zespołu.
W 67. minucie ŁKS objął prowadzenie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i złym wybiciu piłki przez obrońców powstało w polu karnym gości bardzo duże zamieszanie. Najlepiej odnalazł się w nim Maciej Malinowski i to właśnie on został autorem zwycięskiego gola.
Choć ŁKS prowadził, to wcale nie zamierzał bronić korzystnego wyniku. Piłkarze dążyli do strzelenia kolejnych goli, choć teraz ich ataki nie były już tak zmasowane. ŁKS bardziej zabezpieczał tyły i liczył raczej na powodzenie w kontratakach. I trzeba powiedzieć, że dwukrotnie bardzo niewiele brakowało, by akcje te przyniosły efekt bramkowy, ale raz piłka trafiła w poprzeczkę bramki MKS-u, a kolejnym razem pojedynek sam na sam z Rafałem Maćkowskim wygrał Zięba.
ŁKS odniósł w pełni zasłużone zwycięstwo, w dodatku w dramatycznych okolicznościach. Okupione ono jednak zostało czerwoną kartką Łukasza Zaniewskiego, który nie będzie mógł wystąpić przez to przynajmniej w dwóch kolejnych spotkaniach. A będą to bardzo trudne mecze wyjazdowe w Ostródzie i Nowym Mieście Lubawskim. jednak po tym, co dziś pokazali ełkaesiacy, mamy podstawy, by być optymistami.
Po dwóch kolejkach III ligi ŁKS jest w piątce zespołów, które mają komplet sześciu punktów. W zasadzie, dla nas ta liga mogłaby się już zakończyć, ale jest to dopiero jej początek i trzeba poważnie zastanowić się, co będzie dalej. Pamiętamy przecież o tym, że zespół został poważnie osłabiony przez nożownika, który poranił dwóch kluczowych zawodników. Jak zgodnie powiedzieli nam dziś prezes i trener ŁKS-u, klub będzie szukał piłkarzy na pozycję bramkarza i środkowego obrońcy. Więcej jednak na ten temat w rozmowie z Mateuszem Miłoszewskim przeprowadzonej przed naszą kamerą po zakończeniu meczu, w retransmisji spotkania dostępnej poniżej.
Dzisiejsze spotkanie obserwowała obecna na stadionie rodzina rannego Piotra Lipki, którego mama zaskoczona była sposobem, w jaki klub wsparł jej syna, ją i osoby z rodziny, które przyjechały spędzić przynajmniej kilka dni blisko Piotrka. Za naszym pośrednictwem pani Lipka dziękuje też wszystkim osobom, które w jakikolwiek sposób okazały wsparcie Piotrowi. Dla niego ważne jest każde słowo, które podnosi go na duchu. W przerwie meczu z rodziną Piotra Lipki spotkał się obecny na meczu prezydent Mariusz Chrzanowski, kóry zadeklarował pomoc klubowi w rozmowach ze sponsorami o dodatkowym wsparciu na ściągnięcie i utrzymanie dwóch brakujących w kadrze zawodników. Jak podkreślił Mariusz Chrzanowski, w rozmowach ze sponsorami pomaga on na co dzień, a sytuacja zmieniła się o tyle, że doszedł dodatkowy element tych rozmów.
ŁKS 1926 Łomża - MKS Korsze 3:2 (1:2)
Bramki: Michał Sadowski 45, Reinaldo Melão 53, Maciej Malinowski 67 - Piotr Kozłowski 24, Paweł Sawicki 34
ŁKS: Wienczatek - Maćkowski(ż), Kacprzyk, Melão, Malinowski, Przysowa, Gałązka (89 Kamienowski), Świderski (79 Brzozowski), Rydzewski (90 Olesiński), Sadowski (71 Kamiński - ż), Zaniewski(cz)
MKS: Zięba - Piwiszkis, Krajewski, Gąsiorowski, Sawicki, Solecki, Gabrusewicz, Woźniak, Fedczak, Kozłowski, Kowalewski