Reklama

[FOTO] W finale Okręgowego Pucharu Polski ŁKS ponownie spotka się z Dębem

15/05/2013 20:02

Identycznie jak w roku ubiegłym, w finale Okręgowego Pucharu Polski, walczyć będą zespoły ŁKS-u 1926 Łomża i Dębu Dąbrowa Białostocka. Dąb sprawił niespodziankę, pokonując w półfinale lidera III ligi Olimpię Zambrów 1:0. ŁKS w tym samym czasie, pod wodzą nowego trenera Marcina Mroczkowskiego, rozgromił na własnym boisku słabiutką Wissę Szczuczyn 5:0. I był to najniższy z możliwych wyników.

Różnica między zespołami z Łomży i Szczuczyna ujawniła się od samego początku spotkania. Już w 2 minucie meczu w sytuacji sam na sam z bramkarzem gości znalazł się Mateusz Laskowski. Niestety, inaczej niż przed niespełna tygodniem w meczu z Olimpią, "Laska" tym razem nie wykorzystał idealnej szansy na otwarcie wyniku i uderzone przez niego piłka trafiła w nogę golkipera ze Szczuczyna. Napastnik biało-czerwonych najwyraźniej nie miał dziś swojego dnia, bo 3 minuty później ponownie nie zdołał pokonać bramkarza strzelając z 5 metrów.

ŁKS niemal przez większość czasu prowadził grę i co chwila pod bramką Daniluka robiło się gorąco. Kolejna okazja do strzelenia gola pojawiła się już w 9 minucie. Jak z armaty z 16 metrów huknął Marcin Tadaj, a bezradnego Daniluka uratowała tylko poprzeczka. Odbitą piłkę przejął jednak na lewym skrzydle Adrian Mleczek, dograł dokładnie w pole karne do Przemysłąwa Olesińskiego, który dopełnił formalności i ŁKS wyszedł na prowadzenie.

Reklama

Dwie minuty później Mleczek mógł zaliczyć kolejną asystę. Pomocnik biało-czerwonych ładnie dograł piłkę w pole karne, gdzie wbiegał Laskowski, który tym razem trafił futbolówką w słupek.

Mleczek, który podobnie jak większość zespołu, grał dziś bardzo aktywnie, ponownie wystąpił w roli głównej w 24 minucie. Wówczas to, po akcji Olesińskiego i jego podaniu, pomocnik ŁKS-u wpisał się na listę strzelców i podwyższył wynik na 2:0.

W 30 minucie swoją szansę na strzelenie bramki miała również Wissa. Przy dość biernej postawie obrony, po jednej z nielicznych kontr do pozycji strzeleckiej doszedł Dworzańczyk, ale lepszy w tej konfrontacji okazał się Rafał Rakowiecki, który obronił strzał napastnika gości.

Reklama

Drużyna gospodarzy, choć dyktowała warunki na boisku i niemal co chwila stwarzała sobie sytuacje bramkowe, nie grzeszyła niestety skutecznością. Kolejną swoją okazję (czwartą w tym meczu) zmarnował w 36 minucie Laskowski. W 41 minucie, mając przed sobą tylko bramkarza, wprost w niego uderzał Ambrożewicz. Za to minutę później, na indywidualną akcję zdecydował się Robert Cychol. Łomżyński obrońca ograł trzech zawodników Wissy i z bliska próbował strzelać, jednak piłka została zablokowana i trafiła pod nogi Rydzewskiego. Ten wpadł w pole karne i z ostrego kąta strzelił pokonał Daniluka po raz trzeci. Przy stanie 3:0 dla ŁKS-u piłkarze udali się na przerwę.

Obraz gry w drugiej połowie zupełnie nie uległ zmianie. ŁKS, mimo trzech strzelonych goli, w dalszym ciągu groźnie atakował chcąc podwyższyć wynik. Wissa broniła się, próbując grać z kontry, co jednak robiła na tyle nieporadnie, że podopieczni trenera Marcina Mroczkowskiego nie mieli większych problemów by sobie z tym poradzić.

Reklama

W 51 minucie przed doskonałą okazją na podwyższenie prowadzenia stanął Bartosz Stachelski, który od początku drugiej połowy zastąpił Laskowskiego. Stachelski, który znalazł się sam na sam z bramkarzem Wissy, niemal pokonał Daniluka strzelając mu pomiędzy nogami, jednak piłka zamiast do siatki trafiła tylko w słupek. Do dobitki doszedł Olesiński, ale z 5 metrów przestrzelił nad poprzeczką.

W następnych kilku minutach na strzały z dystansu decydowali się Mleczek i Ambrożewicz, jednak w pierwszym przypadku górą był bramkarz, a w drugim piłka poszybowała ponad bramką gości.

Reklama

Za to w 55 minucie, podopiecznym trenera Dzidosława Żuberka w końcu udała się kontra. Strzał na bramkę nie był już jednak tak dobry i Rakowiecki wyszedł obronną ręką z tej sytuacji. Dwie minuty później bramkarz ŁKS-u ponownie został zmuszony do wysiłku. Piłka, dośrodkowana przez jednego z piłkarzy drużyny przyjezdnej, nie poleciała tak, jak chciał zawodnik. O mało jednak nie wpadła "za kołnierz" Rakowieckiemu, który wysunięty kilka metrów przed bramkę nie zdołał jej dosięgnąć. Z pomocą łomżyńskiemu golkiperowi przyszła jednak poprzeczka.

W 74 minucie powinno być 4:0 i nie ma wytłmaczenia dla zachowania Ambrożewicza w tej sytuacji. Napastnik ŁKS-u wbiegał bowiem z piłką w pole karne Wissy, mając przed sobą tylko bramkarza a po swojej lewej stronie Stachelskiego. Zamiast jednak podawać do kolegi, który miałby przed sobą pustą bramkę, chciał sam pokonać Daniluka i trafił prosto w niego.

Reklama

Cztery minuty później jednak Ambrożewicz zrehabilitował się za swoje zachowanie. Podszedł on bowiem do rzutu wolnego z 17 metrów i ładnym uderzeniem bezpośrednio na bramkę pokonał w końcu bramkarza gości.

Na tym zakończyło się strzelanie goli przez biało-czerwonych, bowiem piątą bramkę dla ŁKS-u zdobył obrońca Wissy. W 87 minucie ładną akcję lewą stroną przeprowadził Tomasz Bernatowicz. Doświadczony zawodnik nie próbował strzelać sam, mając obok lepiej ustawionego kolegę, tylko podał na 5 metr do wbiegającego na wprost bramki Stachelskiego. Ten jednak został uprzedzony przez Andrzeja Doliwę, który okazał się o ułamek sekundy szybszy. Problem w tym, że wchodząc wślizgiem, wpakował piłkę do własnej bramki.

Reklama

ŁKS tuż przed końcowym gwizdkiem miał jeszcze jedną okazję do podwyższenia. Kolejna (która to już?) w tym meczu sytuacja sam na sam z bamkarzem gości a w niej wprowadzony kilkanaście minut wcześniej Marcin Kraska. Młody zawodnik zapewne chciał strzelać, ale z boku wbiegał Cychol, który krzyknął by mu podać, choć miał gorszą pozycję od młodszego kolegi. Ten jednak posłuchał i Cychol "pięknie" zmarnował tę sytuację nie trafiając w bramkę. Chwilę później sędzia zakończył spotkanie i wiadomo już było, że ŁKS stanie przed szansą, by po raz trzeci z rzędu zdobyć Puchar Polski na szczeblu Okręgu. Mecz finałowy, który zaplanowany został na 12 czerwca (środa), rozegrany zostanie na stadionie w Łomży.

- Myślę, że mecz ogólnie był dobry w naszym wykonaniu, aczkolwiek było jeszcze sporo mankamentów. Były niepotrzebne przestoje, momentami złe przesunięcia formacji, troszeczkę też błędy w asekuracji, także na pewno nie możemy wpadać w hurraoptymizm, bo jest jeszcze dużo rzeczy do poprawienia. Niestety problem jest w tym, że za bardzo nie ma kiedy tego zrobić, ponieważ co sobota i co środa gramy mecze, także ciężko jest. Nie ma czasu na treningi taktyczne - powiedział po meczu trener Marcin Mroczkowski.

Reklama

Na brak czasu i osłabienia kadrowe narzekał również trener gości Dzidosław Żuberek.

- Delikatnie mówiąc, nie wyszedł nam ten mecz. Przede wszystkim jesteśmy bardzo porozbijani kadrowo poprzez żółte kartki, kontuzje. Próbujemy wrócić do jakiejś normalności, ale ciężko jest to zrobić, kiedy cały czas ktoś dalej "wypada". Gramy praktycznie co trzy dni, bardzo często teraz. Do tego jeszcze dochodzi zmęczenie. Widać niestety już po dzisiejszym meczu, że jesteśmy już podmęczeni, bo nie da się jedenastoma zdrowymi zawodnikami grać tylu kolejek plus jeszcze puchar - mówił Dzidosław Żuberek.

Reklama

Jak już wspomnieliśmy, finał Okręgowego Pucharu Polski rozegrany zostanie za miesiąc. Tymczasem kolejne spotkanie ligowe na własnym stadionie ŁKS rozegra już w najbliższą sobotę 18 maja, kiedy to podejmować będzie drużynę Granicy Kętrzyn.

ŁKS 1926 Łomża - Wissa Szczuczyn 5:0 (3:0)

Bramki: 9" Olesiński, 24" Mleczek, 42" Rydzewski, 78" Ambrożewicz, 87" Doliwa (sam.)

ŁKS: Rakowiecki - Tadaj, Malinowski (65" Kacprzyk), Tarnowski, Cychol - Olesiński, Konopka, Rydzewski (77" M. Kraska), Mleczek (60" Bernatowicz) - Laskowski (46" Stachelski), Ambrożewicz

Reklama

Wissa: Daniluk, Łapiński, Guzowski, Doliwa, Marcinkiewicz, Denert, Wojtkiewicz K., Berezovsky, Marcinkiewicz P., Kiljańczyk, Dworzańczyk

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości