Mieszkańcy Łomży doskonale pamiętają ten dzień. 17 stycznia, w zimowe przedpołudnie, na lądowisku przy Szpitalu Wojewódzkim usiadł policyjny śmigłowiec, a nie jak zazwyczaj maszyna LPR. Dziś, blisko trzy tygodnie po tamtych wydarzeniach, policja i lekarze ujawnili szczegóły tej akcji. Okazuje się, że "dar życia" z Łomży trafił do 52-letniego pacjenta, dla którego była to ostatnia szansa.
Dziś, 6 lutego, służby podały pomyślne wieści. Serce pobrane w połowie stycznia od 45-letniego dawcy w Łomży bije samodzielnie w ciele biorcy we Wrocławiu. Mężczyzna przebywa na oddziale intensywnej terapii, a jego stan się poprawia.
Dopiero teraz dowiadujemy się, jak wielka presja ciążyła na pilotach i lekarzach lądujących wtedy w Łomży
- W tym przypadku czas był dosłownie na wagę życia, ponieważ 52-letni pacjent oczekiwał na organ od kilku miesięcy. W przeszłości podjęliśmy już dwie próby pozyskania narządu, z czego jedna zakończyła się niepowodzeniem ze względu na załamanie pogody uniemożliwiające transport. Tym razem zimowa aura także stanowiła ogromne wyzwanie. Na szczęście, dzięki doświadczeniu policyjnych lotników udało się dostarczyć organ, aby zespół medyczny mógł przeprowadzić ten pilny zabieg ratujący życie. Pacjent aktualnie przebywa na oddziale intensywnej terapii, jego stan się poprawia - dodaje Mateusz Rakowski, Kierownik Biura ds. Transplantacji i Donacji USK we Wrocławiu.
Reklama
Dzięki dzisiejszemu komunikatowi możemy odtworzyć drogę serca: Łomża: Policyjny Bell-407GXi zabrał organ i zespół transplantacyjny ze szpitalnego lądowiska. Modlin: Śmigłowiec wylądował na podwarszawskim lotnisku, gdzie czekali już wojskowi.Wrocław: Wojskowy samolot przetransportował serce na Dolny Śląsk.
– W takich misjach wszystko musi się zgrać. Od przygotowania maszyny, przez decyzje w powietrzu, po przekazanie organu kolejnemu zespołowi – podkreśla insp. pil. Robert Sitek z Zarządu Lotnictwa Policji, nazywając akcję "łańcuchem dobra".
Reklama
Był to pierwszy w 2026 roku i jedenasty w ogóle wspólny transport policyjno-wojskowy ("Akcja Serce").
Choć od lądowania śmigłowca w Łomży minęły już trzy tygodnie, to właśnie dzisiejsze informacje z Wrocławia nadają tamtemu wydarzeniu prawdziwy sens.
Dzięki decyzji rodziny, 45-latka z Łomży i determinacji służb, historia 52-letniego mężczyzny toczy się dalej.