Dziś w centrum tzw. "afery wizowej" znalazł się były wiceminister rolnictwa Lech Kołakowski. Podczas przesłuchiwania przed sejmową komisją śledczą okazało się najpierw, że były łomżyński poseł dzielił adres swojego warszawskiego biura z firmą SO JOB, specjalizującą się w rekrutacji pracowników z zagranicy. Później na światło dzienne wyszły dowody na to, że Kołakowski miał interweniować na rzecz tej agencji w różnych placówkach dyplomatycznych Polski za granicą, w tym w Moskwie, New Delhi, a nawet w Etiopii.
Szczególnie kontrowersyjne okazało się pismo wysłane do konsula RP w Grodnie podczas kryzysu na granicy polsko-białoruskiej, w którym Kołakowski prosił o pilne przyznanie wiz czterem obywatelom Syrii. Ponadto, podczas posiedzenia komisji ujawniono mail wysłany z biura poselskiego Kołakowskiego z zapytaniem o postępy w sprawie nadania im polskiego obywatelstwa.
Sam Kołakowski wcześniej podczas wywiadów mówił, że podejmowane przez niego działania dotyczące otworzenia rynku dla pracowników były odpowiedzią na apele polskich rolników i sadowników. Podczas dzisiejszego przesłuchania podał, że sięgał do opracowań m.in. GUS, z których wynikało, że "w Polsce pracowników jest około półtora miliona pracujących w rolnictwie".
- Zgłaszane było zapotrzebowanie przez pracodawców rolnych, procedury trwały tak długo, że finał tej procedury był taki, że pracownik mógł przyjechać w połowie czy pod koniec prac sezonowych - wyjaśniał Kołakowski.
Według Kołakowskiego potrzebne było uproszczenie i przyspieszenie procedur, na podstawie których w krótkim okresie do pracy w rolnictwie mogli przyjechać pracownicy z innych krajów.
Lech Kołakowski zeznał przed komisją śledczą, że podpisane przez niego pisma do ambasad z prośbą o przyspieszenie procesu wizowego, przygotowywał Maciej Lisowski, szef jego biura poselskiego. Wnioski dotyczyły osób, które do kraju chciała ściągnąć spółka SO JOB. Jak się okazało, ten sam Maciej Lisowski był jednocześnie prezesem SO JOB. Biuro poselskie przy ulicy Siennej w Warszawie od asystenta Macieja Lisowskiego Kołakowski miał wynajmować za 50 złotych.
Komisja śledcza pod przewodnictwem Michała Szczerby skupia się teraz na ustaleniu, na ile działania Kołakowskiego były związane z jego oficjalnymi obowiązkami poselskimi, a na ile mogły służyć prywatnym interesom agencji zatrudnienia.