To, co dzieje się w tzw. Rogu Afryki, chwyta za serce. Wygłodzone dzieci, tysiące wycieńczonych uchodźców w obozach ONZ, brud. Z drugiej strony- z doraźnej pomocy Afryka korzysta od lat. I ten "worek bez dna", jak niektórzy publicyści określają kontynent, naprawdę nie ma dna...
Takiej klęski głodu Afryka jeszcze nie widziała. To, co dzieję się w Somalii, Erytrei, Dżibuti i Etiopii śmiało dwodzi stwierdzenia, że Róg Afryki umiera. Z raportów Banku Światowego wynika, że ostatnie trzy miesiące przyniosły śmierć 29 tys. dzieci. Ponad pół miliona prawdopodobnie czeka ten sam los- bo lepiej będzie dopiero w październiku, kiedy spadną deszcze.
Nic dziwnego, że organizacje humanitarne i ludzie dobrej woli ruszyli na pomoc. Chce się w nią włączyć też kościół katolicki- jutro po każdej Mszy św. w Łomży i całej diecezji będzie zbierana ofiara do puszek właśnie na pomoc mieszkańcom wschodniej Afryki. Jej rozdziałem zajme się Caritas.
Swoje konta uruchomiła Polska Akcja Humanitarna i dziesiątki innych organizacji. Tyle, że sama Janina Ochojska przyznaje, że pomoc często nie jest w stanie dotrzeć tam, gdzie jej potrzeba. Partyzanci rabują konwoje z pomocą żywnościową, a spekulanci windują jej cenę do niebotycznych pułapów. Dostawy blokuje też islamskie ugrupowanie al- Shabab.
W zasadzie pomoc, która dociera do Afryki od lat, nic na tym kontynencie nie zmienia. Dziennikarz Dariusz Rosiak w swojej książce "Żar. Oddech Afryki", w której zarejestrował swoją podróż na Czarny Ląd dowodzi, że pomoc z Zachodu wzmaga korupcję, rozwarstwianie się społeczeństwa, przemoc. Nie uczy mieszkańców wziąć odpowiedzialności za swoje życie i liczbę potomostwa.
Z drugiej strony zostaje widok przeraźliwie wielkich oczu dzieci, umierających na rękach matek. W tej chwili logika bierze w łeb.