Dzieci protestujące przeciwko likwidacji gimnazjum im. Bogdana Jańskiego i ich rodzice czują się zagrożeni. W nocy doszło do bardzo niepokojącego incydentu, do szkoły weszło dwóch obcych mężczyzn, interweniowała policja. Rodzice twierdzą, że zostali oni nasłani, by nastraszyć protestujących.
Przypomnijmy, że od środy w budynku Uczelni Jańskiego trwa protest okupacyjny połączony z głodówką czwórki gimnazjalistów. Powodem jest zamiar likwidacji placówki, przez co uczniowie nie będą mogli dokończyć w niej nauki.
Jak dowiedzieliśmy się dziś rano, minionej nocy w szkole miało miejsce bardzo niepokojące zajście. Około godziny 1.00 jedna z matek obudziła się i zobaczyła, że do sali zagląda młody, łysy mężczyzna, w koszulce z krótkim rękawkiem. Podniosła krzyk i obudziła pozostałe matki. Jedna z nich została w sali z dziećmi, a pozostałe ruszyły na poszukiwania intruza na terenie szkoły.
- Nie znalazły nikogo, więc wezwałyśmy policję. Kiedy policja wchodziła na teren szkoły, ci dwaj faceci, w wieku może około 20 lat, weszli do nas do klasy i powiedzieli, że przyszli przyłączyć się do protestu, bo są absolwentami. Byli pod wpływem alkoholu. Policjanci wylegitymowali ich, ale nie zachowali się w porządku wobec nas, bo byli bardzo niemili i niekulturalni - opowiada matka jednego z uczniów gimnazjum Anna Boguska.
Jak mówią rodzice, dwóch obcych mężczyzn na teren szkoły wpuścił dozorca "pan Tadzio", co zresztą potwierdzili oni sami w rozmowie z policjatami.
- Dozorca nie próbował zatrzymywać mężczyzn, usunąć ich z terenu szkoły, to my wezwałyśmy policję - twierdzi matka ucznia.
Policjanci wyprowadzili mężczyzn ze szkoły i kazali "panu Tadziowi" zamknąć budynek, ale budynek nie został zamknięty.
- Pan Tadzio powiedział nawet, że on to zamyka z nami w środku i idzie sobie stąd. My też byłyśmy w strachu, bo w razie pożaru czy czegokolwiek, to co? - pyta pani Anna.
Zdaniem rodziców władze szkoły ewidentnie chcą się pozbyć z terenu szkoły protestujących i imają się przy tym wszelkich metod.
- Dzisiaj zaczyna się tutaj zjazd i jesteśmy po prostu niewygodni - twierdzi pani Anna, która za naszym pośrednictwem prosi też o interwencję wiceprezydent Łomży panią Agnieszkę Muzyk, która obiecała podjąć jakieś działania, ale rodzice jak dotąd ich nie zauważyli.
Tyle z relacji rodziców. Łomżyńska policja jak dotąd nie wypowiedziała się jeszcze w sprawie nocnej interwencji. Wysłaliśmy w tej sprawie pytania i oczekujemy na odpowiedź, którą bezzwłocznie opublikujemy.
Aktualizacja (godz. 12.50)
W odpowiedzi na nasze pytania rzecznik łomżyńskiej policji mł. asp. Ewelina Szlesińska potwierdziła, że w nocy, około godz. 2.00, dyżyrny KMP w Łomży otrzymał zgłoszenie o tym, że jakiś mężczyzna wszedł na teren budynku przy ul. Krzywe Koło.
- Na miejsce natychmiast dyżurny skierował patrol Policji. Funkcjonariusze zastali w budynku dwóch mężczyzn, którzy wyjaśnili mundurowym, że do środka zostali wpuszczeni przez dozorcę i przebywają tam za jego zgodą, a jako byli absolwenci szkoły, chcieli dołączyć do osób protestujących. Według relacji policjantów, mężczyźni podczas prowadzonej interwencji byli spokojni, zachowywali się bardzo grzecznie. Po wylegitymowaniu, dobrowolnie opuścili to miejsce. Mundurowi, mając na uwadze bezpieczeństwo osób przebywających wewnątrz budynku, zgodnie z zasadami profilaktyki, zasugerowali zgłaszającym, aby w porze nocnej drzwi były zamknięte. Takie działanie w sposób oczywisty uniemożliwia dostęp do budynku osobom postronnym, jak również chroni przed kradzieżami mienia. Policjanci na miejscu interwencji nie stwierdzili, aby doszło do złamania prawa. Zakończyli interwencję i poinformowali dyżurnego szczegółowo o jej przebiegu - opisuje oficer prasowy KMP.
Natomiast w związku z zastrzeżeniami rodziców do zachowanie funkcjonariuszy podczas samej interwencji, dowiadujemy się, że "żadna z osób zainteresowanych nie zgłosiła dotychczas Policji skarg, ani uwag dotyczących sposobu przeprowadzenia interwencji, ani też uwag na które Pan redaktor powołuje się w swoich pytaniach."
Szlesińska dodaje także, że "W każdym przypadku gdy uczestnicy interwencji mają zastrzeżenia co do jej przebiegu, mogą złożyć w tej sprawie skargę do przełożonych interweniujących funkcjonariuszy czy też bezpośrednio w Prokuraturze. Z pewnością taki sygnał będzie dokładnie wyjaśniany."
Co do zapewnienia protestującym bezpieczeństwa, pani rzecznik przekazuje, że "patrole policyjne na terenie Łomży dyslokowane są każdorazowo w oparciu o szczegółową analizę zagrożeń i w taki sposób, aby zapewnić bezpieczeństwo wszystkim mieszkańcom miasta - zarówno w jego centrum, jak i na obrzeżach. Sposób rozmieszczenia patroli, zapewnia jednocześnie możliwość szybkiego reagowania policjantów na każdy sygnał społeczeństwa o zauważonych sytuacjach mających związek z łamaniem prawa."
Z tego wynika, że policja zamierza ograniczyć się do działań rutynowych.