Działacze Calisii Kalisz robią co mogą, by trener Mirosław Dymek poprowadził II-ligową drużynę w kolejnym sezonie. Póki co jednak, szkoleniowiec pozostaje trenerem ŁKS-u 1926 Łomża i nie podjął żadnej decyzji w sprawie ewentualnego powrotu do Kalisza.
- W niedzielę muszę podjąć decyzję - powiedział wczoraj Dymek portalowi wkaliszu.pl, zapytany o ewentualny powrót ipoprowadzenie II-ligowej drużyny Calisii.
Zapytany przez nas o tę wypowiedź, trener Dymek nie zaprzecza, ale jednocześnie podkreśla, że wciąż jest trenerem ŁKS-u, z którym wiąże go umowa.
- W przypadku powrotu do Kalisza musiałbym zapłacić ŁKS-owi odszkodowanie. Ja jednak nie podjąłem na razie żadnej decyzji. Działacze Calisii od 1,5 miesiąca do mnie dzwonią i namawiają do powrotu, ale póki co nie spełnili warunków, jakie zadeklarowali spełnić, kiedy w grudniu kończyła mi się umowa - tłumaczy trener Dymek.
Trener, zapytany o postępy w przygotowaniach do rundy wiosennej stwierdza, że na ten moment on nie przygotowuje drużyny, tylko próbuje ją skompletować.
- Trudno tu mówić o przygotowaniach, kiedy nie mamy zespołu. Rozmawiam z kolejnymi zawodnikami, umawiałem się z kilkoma piłkarzami ze Śniadowa, ale żaden z nich nie pojawił się na treningu. No ale było -15 stopni i może dlatego... - zastanawia się trener.
Sytuacja wygląda więc obecnie identycznie, jak wyglądała niespełna dwa tygodnie temu, kiedy odwiedziliśmy ełkaesiaków na treningu (czytaj: http://www.mylomza.pl/home/sport/item/5952-%C5%82ks-szuka-pi%C5%82karzy-na-litwie.html). Nic dziwnego zatem, że nie doszło do zaplanowanego na sobotę sparingu z Koroną Ostrołęka, choć według informacji opublikowanej na stronie ŁKS-u, powodem odwołania meczu były silne mrozy.
Czy Mirosław Dymek wróci do Kalisza, czy pozostanie w Łomży, a jeśli tak, to czy zdoła skompletować drużynę i z jakich piłkarzy - wszystko to są pytania, na które nikt nie potrafi dzisiaj odpowiedzieć. Do sprawy jeszcze wrócimy...