Reklama

Ciepłownie liczą straty i patrzą na rząd

12/07/2022 16:59

Szybujące ceny węgla, gazu, biomasy i uprawnień do emisji sprawiają, że ciepłownie mogą zbankrutować. - Rząd przygotował strategię do 2040 r., ale miejskie ciepłownie nie dowiedzą się z niej jak nie zginąć w ciągu najbliższych pięciu lat.” - pisze branżowy portal wysokienapiecie.pl.

Co roku ceny ciepła rosną jak na drożdżach – o ile w 2020 r. średnia podwyżka wyniosła 8 proc., to w ciągu ostatnich kilku miesięcy URE było zmuszone zatwierdzić podwyżki o kilkadziesiąt procent. Rekordzista – czyli Nowy Tomyśl – podwyższył taryfę prawie o 88 proc. I nic dziwnego – tamtejsi mieszkańcy mają ciepło z kotłowni gazowych, a kryzys na rynku gazu to dramat dla ciepłowni.

Jak związać koniec z końcem?

Tymczasem ciepłownicy nie tylko nie wiedzą skąd mają te pieniądze wziąć, ale jeszcze rozpaczliwie próbują związać koniec z końcem. Od trzech lat rosną ceny uprawnień do emisji CO2, które muszą kupować jednostki o mocy powyżej 20 MW. Jeszcze w 2017 r. wynosiły poniżej 10 euro za tonę, dziś to sięgają 80 euro, a bywały i po 90. Ciepłownie płacą i płaczą – według danych Forum Energii emitują ok. 30 mln ton rocznie, jak łatwo policzyć przy średniej cenie 70 euro za tonę w zeszłym roku zasiliły z tego tytułu budżet państwa kwotą 8 mld zł.

Reklama

Ciepłownicy są szczególnie rozgoryczeni, bo zostali sami ze swoimi problemami. Państwowe spółki energetyczne dostały całkiem solidną pomoc od państwa – dość przypomnieć o dokapitalizowaniu PGE i Enei kwotą blisko 4 mld zł w tym roku. Ciepłownicy mają różne programy, w których mogą wystąpić o pożyczki czy dotacje, ale to zaledwie ułamek tych pieniędzy, które dostała energetyka. – To szczególnie niesprawiedliwe, bo my jesteśmy dużo biedniejsi i mamy straty, a energetyka – rekordowe zyski – mówi prezes miejskiej ciepłowni, który woli być anonimowy bo „nie chce się narażać”.

Część ciepłowni szuka ratunku u swoich właścicieli czyli miast. Występują do radnych aby zgodzili się na dokapitalizowanie – tak jest m.in w Ostródzie, gdzie MPEC wystąpił o 3,5 mln zł.

Reklama

W tym roku ciepłownie są dodatkowo dobijane przez ceny węgla i gazu. To pierwsze paliwo w zeszłym roku kosztowało ok. 300-400 zł za tonę i można było zapłacić w ciągu miesiąca czy dwóch. Dziś na przetargach pojawiają się ceny 1900 zł i trzeba za cały surowiec zapłacić z góry.

Ciepłownie próbują też zmniejszać moc swoich jednostek poniżej 20 MW, tak aby uciec od opłat za emisję. To krótkoterminowa strategia, bo UE będzie coraz bardziej zacieśniać reguły, ale daje przynajmniej wytchnienie na najbliższe lata. Tak zrobiły m.in. Wadowice czy Prudnik.

Reklama

Gdzie ciepłownie szukają ratunku? Co robi rząd, żeby im pomóc? Jakie są scenariusze dla ciepłownictwa? O tym w dalszej części artykułu na portalu WysokieNapiecie.pl.

 

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama