Reklama

Derby dla Jagi ale ŁKS nie przyniósł wstydu [VIDEO+FOTO]

07/09/2013 19:32

Aż osiem goli obejrzeli kibice zgromadzeni na stadionie  w Łomży podczas derbowego spotkania ŁKS-u 1926 Łomża z rezerwami Jagiellonii Białystok. Niestety dla gospodarzy, pięć z tych ośmiu bramek padło dla gości, a tylko trzy dla biało-czerwonych. Mimo niekorzystnego wyniku ŁKS na tle wicelidera zaprezentował się całkiem nieźle.

Jako pierwsi do ataku ruszyli łomżanie. Od pierwszego gwizdka arbitra podopieczni trenera Przytuły uzyskali pewną przewagę w polu. Ełkaesiacy dłużej byli przy piłce i próbowali konstruować akcje zaczepne. Nie było to jednak łatwe i w pierwszych dwudziestu minutach spotkania nie udało się stworzyć ani jednej klarownej sytuacji pod bramką Krzysztofa Barana.

W 21. minucie na 25 metrze, ale blisko linii bocznej boiska sfaulowany został jeden z ełkaesiaków. Piłkę ustawił sobie Robert Speichler, który od swojego przyjścia do Łomży został etatowym wykonawcą stałych fragmentów gry. Doświadczony pomocnik mocno wrzucił futbolówkę na piąty metr, a wbiegający zawodnicy obu drużyn tak bardzo zmylili bramkarza Jagiellonii, że piłka, przez nikogo nie dotknięta, wpadła do bramki i ŁKS objął prowadzenie.

Reklama

Biało-czerwoni cieszyli się prowadzeniem zaledwie pięć minut. W 26. minucie rzut wolny na wprost bramki ŁKS-u wykonywał Karol Mackiewicz. Jego silne uderzenie nad murem zaskoczyło najwyraźniej Łukasza Łopatowicza i piłka znalazła się w siatce. Zapewne bramkarzowi ŁKS-u przeszkodziło świecące prosto w oczy ostre słońce. Strzał był też bardzo mocny. Mimo to jednak, piłka zmierzała w środek bramki i dlatego gola tego musimy zapisać na jego konto.

Po wyrównaniu stanu meczu wyrównała się też gra. Przez większość czasu zawodnicy walczyli w środku boiska, a była to chwilami walka aż kości trzeszczały. Niezrozumiała była momentami postawa sędziego, który raz gwizdał byle dotknięcie, by po chwili pozwalać zawodnikom na bardzo ostre wejścia, czasem nawet grożące poważną kontuzją. W efekcie służby medyczne kilka razy musiały pomagać zawodnikom obu drużyn.

Reklama

Kiedy wydawało się, że na przerwę piłkarze zejdą przy wyniku remisowym, kolejny raz zawodnik Jagiellonii został sfaulowany w okolicach pola karnego ŁKS-u. Mackiewicz, który również tym razem podszedł do piłki, miał dzisiaj chyba swój dzień, bo po jego uderzeniu bezpośrednio na bramkę Łopatowicz po raz drugi musiał wyciągać piłkę z siatki. Ten ostatni chyba dzisiaj swojego dnia nie miał, bo strzał był bardzo niemal identyczny do poprzedniego i piłka podobnie jak za pierwszym razem skierowana była w środek bramki. Nie chcemy usprawiedliwiać łomżyńskiego bramkarza, ale słońce rzeczywiście musiało tu odegrać dużą rolę, bo golkiper ŁKS-u, ostrzeżony przy pierwszym golu, wiedział na pewno czego może się spodziewać po Mackiewiczu. Do przerwy zatem ŁKS przegrywał 1:2 i taki wynik widniał na tablicy świetlnej po wznowieniu gry.

Początek drugiej połowy był bardzo wyrównany z niewielkim wskazaniem na gości. Choć ŁKS próbował utrzymywać się przy piłce, to jednak ataki Jagiellonii sprawiały wrażenie groźniejszych. Kilka razy po strzałach z dystansu interweniować musiał Łopatowicz. ŁKS próbował się odgryzać. W 63. minucie groźnie uderzał sprzed pola karnego Przemysław Olesiński - Baran z problemami obronił, trzy minuty później z ostrego kąta próbował uderzać Mateusz Laskowski, ale minimalnie niecelnie.

Reklama

Dopiero w 72 minucie, w zamieszaniu w polu karnym Jagiellonii, jeden z obrońców zagrał piłkę ręką, co natychmiast wychwycił sędzia i podyktował rzut karny. Skutecznym egzekutorem okazał się Speichler i ponownie mieliśmy remis.

Niestety, stan ten trwał zaledwie trzy minuty, a swojego trzeciego gola w tym meczu strzelił Mackiewicz. Im bliżej końca spotkania, tym gorzej wyglądała gra gospodarzy, którzy wyraźnie opadli z sił i zaczęli popełniać kolejne błędy. W 80. minucie czwartą bramkę dla swojej drużyny strzałem głową po ładnej wrzutce zdobył Bartosz Giełażyn, a trzy minuty później na 2:5 podwyższył Emil Gajko.

Reklama

Mimo zmęczenia ŁKS walczył do końca i taka postawa łomżyńskiej drużyny nie tylko przyniosła jej brawa od kibiców ale również trzeciego gola. W zupełnie niegroźnej sytuacji na uderzenie z dystansu zdecydował się Daniel Lemański. Piłka kopnięta bliżej dalszego słupka bramki Barana okazała się dla niego zbyt trudna i wpadła do siatki. Doliczony czas gry nie przyniósł już zmiany wyniku, choć ŁKS zdołał wypracować jeszcze jedną okazję i mecz zakończył się zwycięstwem Jagiellonii 5:3.

Wynik trzeba uznać za sprawiedliwy, bo wygrała drużyna lepsza, bardziej dojrzała i skuteczna. Biało-czerwoni nie mają się jednak czego wstydzić, bo przeciwstawili wyżej notowanym rywalom ambicję i walkę do samego końca, a długimi fragmentami pokazali też kawałek naprawdę dobrego futbolu.

Reklama

- To był bardzo trudny mecz. Szczególnie w pierwszej połowie nie mogliśmy sobie poradzić z wysokim pressingiem drużyny z Łomży. Bardzo wysoko doskakiwali, agresywnie i mieliśmy z tym bardzo duży problem. Straciliśmy bramkę jako pierwsi po stałym fragmencie i tym bardziej nam się ciężko grało - przyznał trener Jagiellonii Dariusz Bayer.

- Jagiellonia to jest dobra drużyna - stwierdził rozpoczynając podsumowanie meczu II trener ŁKS-u Marcin Mroczkowski. - Myślę, że błędy, błędy i jeszcze raz błędy dzisiaj zadecydowały. To następny mecz, gdzie tracimy dużo bramek ale drużyna jest w przebudowie i po prostu musi troszeczkę czasu minąć. To są młodzi chłopcy i może nie wytrzymują w pewnych momentach presji - dodał Mroczkowski.

Reklama

ŁKS 1926 Łomża - Jagiellonia II Białystok 3:5 (1:2)

Bramki: Speichler 21", 72" (k), Lemański 90" - Mackiewicz 26", 43", 75", Giełażyn 80", Gajko 83"

Skład wyjściowy ŁKS-u: Łopatowicz, Kacprzyk, Cychol, Gałązka, Malinowski Maciej, Bajor, Kraska Marcin, Speichler, Maćkowski, Lemański, Olesiński

Skład wyjściowy Jagiellonii: Baran, Kosiński, Porębski, Radecki, Waszkiewicz, Żebrowski, Pawlik, Malinowski, Mackiewicz, Pawłowski, Giełażyn

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości