Czym zwrócił uwagę dwóch funkcjonariuszek policji pasażer auta, że chwilę później, na własnej posesji, przy płaczących dzieciach, żonie i sąsiadach, został skuty i przewieziony na łomżyńską komendę?
Pani Paulina, żona odstawionego na komisariat mężczyzny do dziś nie może pozbyć się traumy.
Wszystko wydarzyło się w ubiegłą niedzielę. Jak relacjonuje pani Paulina, wtedy to wracała z mężem i dziećmi ze spotkania rodzinnego. Na rogu ulic Szosa Zambrowska i bp. Łukomskiego dwie panie policjantki z radarem w ręku mierzyły prędkość pędzących drogą krajową pojazdów. Pani Paulina przejechała spokojnie na zielonym świetle przez skrzyżowanie od strony ul. Księżnej Anny i w kierunku Wąskiej.
Gdy skręcałam już do swojej posesji w lusterku auta zobaczyłam policyjny radiowóz na sygnałach. Nawet nie pomyślałam, że jadą zatrzymać nas z mężem i dziećmi - mówi nam pani Paulina. - Gdy byliśmy już na swojej działce dwie policjantki rzuciły się do wysiadającego z auta męża. Mąż był mocno zaskoczony i być może dlatego domagał się podania powodu interwencji - relacjonuje żona mężczyzny.
Reklama
Atmosfera z minuty na minuty robiła się coraz bardziej nieprzyjemna.
Mąż na grillu pił alkohol, ale to nie był przecież powód zatrzymania i skucia w kajdanki. Miałam wrażenie, że młode panie niekoniecznie wiedzą co robią. Zrobiło się nerwowo. Z małymi i płaczącymi dziećmi na rękach próbowałam się dowiedzieć powodu takiej aroganckiej interwencji - mówi pani Paulina.
W międzyczasie wezwano drugi patrol policji - kolejny żeński skład.
Przy płaczących dzieciach i obecności sąsiadów męża skuto. Nie podano powodu zatrzymania, a panie policjantki chciały tylko, żeby mąż “na ślepo” wykonywał ich polecenia. Po jakimś czasie doszło do mnie, że jeszcze jak jechaliśmy mąż rzekomo miał zza szyby auta pokazać środkowy palec i to miał być powód takiej agresywnej interwencji wobec nas - zwierza się matka dwojga dzieci.
Reklama
Według naszej Czytelniczki nerwową sytuację opanowano po przybyciu trzeciego patrolu, tym razem z męskim składem.
Panowie uspokoili wszystkich i na spokojnie wszystko wyjaśnili. Niestety po tej całej interwencji mąż trafił do szpitala, a potem jako osoba nietrzeźwa noc spędził na łomżyńskiej komendzie. Wrócił następnego dnia przed południem z “rachunkiem” za nocleg w wysokości 138 zł.
Policja ze względu na prywatność mężczyzny nie udziela szerszych informacji o przebiegu interwencji. Pani Paulina wraz z mężem zapowiadają złożenie do prokuratury zażalenia na postępowanie funkcjonariuszy.
[AKTUALIZACJA]
Publikujemy informację o przebiegu interwencji, którą otrzymaliśmy od mł. asp. Justyny Janowskiej, p.o. oficera prasowego KMP w Łomży:
"Policjantki z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Łomży na ul. Szosa Zambrowska prowadziły pracę statyczną z ręcznym miernikiem prędkości. Przejeżdżał obok nich samochód osobowy, z którego pasażer przez otwarte okno, w kierunku funkcjonariuszek wypowiedział wulgarne słowa, cyt. ,,K**wy, pie**ole was, pie**ole Sądy i Policję, wypie**alać stąd śc**rwa, je**ć was”, a następnie pokazał znak powszechnie używany za obraźliwy. To był prawdziwy powód opisanej przez Wasz portal interwencji policji. Chcę podkreślić, że inicjatorem interwencji nie były policjantki. W trakcie wykonywania z mężczyzną czynności służbowych jego poziom agresji się zwiększał i na miejsce interwencji został wysłany patrol w ramach udzielenia pomocy. Mężczyzna był pod wyraźnym wpływem alkoholu, nie wykonywał poleceń wydawanych przez umundurowane funkcjonariuszki oraz używał słów wulgarnych. Standardową procedurą przed osadzeniem osoby w pomieszczeniu dla osób zatrzymanych jest badanie lekarskie w szpitalu celem wykluczenia jakichkolwiek przeciwwskazań. Przeprowadzone badanie alkomatem w Komendzie Miejskiej Policji w Łomży wykazało, że mężczyzna miał 1,7 promila alkoholu w organizmie. Nadmieniam, że policjanci prowadzą postępowanie w sprawie o wykroczenia z art. 51par 2 kw, 141 kw oraz 65a kw."
Sformułowania uznawane za wulgarne zostały ocenzurowane przez Redakcję
/zdj. ilustracyjne/