Reklama

Dżungla, anakondy i pumy. Łomżynianka na maratonie w Surinamie. [FOTO]

28/11/2013 09:35

Przedstawiamy wyjątkową, jedyną w swoim rodzaju relację z podróży do Surinamu w Ameryce Południowej zawodniczki LŁKS PREFBET Śniadowo Łomża Olgi Ochal, która wzięła udział w Wojskowych Mistrzostwach Świata w Maratonie, gdzie zajęła drugie miejsce zdobywając tytuł wicemistrzyni świata. Jak to wyglądało oczami samej zawodniczki? Czytajcie!

Podróż była długa i męcząca, prawie 12 godzin spędzone w samym samolocie nie napawało optymizmem przed biegiem. Przyleciałam około godz. 20:00 lokalnego czasu i dodatkowo 50 km podróży do hotelu. Jak obserwowałam z autobusu przydrożne domy, to nic innego mi nie przychodziło do głowy jak tylko jedno słowo: bieda.

Sam hotel był w europejskim standardzie 3-4 gwiazdkowym, ale poza nim bałam się gdziekolwiek przebywać. Miałam wrażenie, że poza jego terenem jest już tylko dzicz.

Ciężko było się zaaklimatyzować. Temperatura w nocy 24-27 stopni, a kiedy pierwszego dnia wybraliśmy się na trening około godz. 10:00, było już 33 stopnie i nie było czym oddychać. Na rozruchu przebiegłam 4 km truchtem i jeden szybszy kilometr w 3:20, który sprawił mi taki problem jak nigdy dotąd.

Reklama

Ceremonia otwarcia w sali gimnastycznej, choć na moje oko był to hangar :-), nie obyła się bez ofiar. Po 15 min. przemowy padł pierwszy zawodnik. Był to Kanadyjczyk , który nie zniósł tamtejszego klimatu.

Godzina startu zaplanowana na 5:30 rano, pobudka 3:00, śniadanie 3:30, na którym nic nie zjadłam, bo w menu było: 1. Arbuz 2. Kanapka z liściem sałaty 3. Kawałek ciasta czekoladowego. Wyjazd na start zaplanowany na 4:00 trochę się opóźnił i 40 km, które mieliśmy przebyć zajęło nam ponad godzinę. Wyszło na to, że dopiero o 5:30 dojechałyśmy na start, gdzie wszyscy czekali już tylko na nas. Dali nam 10 min na wszystkie przygotowania (toaleta, rozgrzewka, przebranie).

Reklama

Sam bieg rozpoczął się w ciemnościach. Biegłyśmy dżunglą, bez żadnego pilota czy chociaż motoru prowadzącego (była tylko jedna droga prosto). Co 250 m ustawiony był żołnierz z karabinem. Jak się potem dowiedziałam, czemu tam tak stali, to okazało się, że dlatego żeby nas chronić przed atakującymi pumami i anakondami, które jeszcze nie poszły spać po nocnych polowaniach. Przewodnik nam potem powiedział, że anakondy osiągają 9 m długości i wciągnąć krowę potrafią bez problemu. Na szczęście bez większych przygód dobiegłyśmy do miasta i tam już się przejaśniło, ale za to ciepło się zrobiło i psy zaczęły gonić :-). Temperatura na mecie była wysoka, w autobusie termometr wskazywał 41st.

Bieg nie był rozgrywany w szaleńczym tempie, nawet Afrykanki i Amerykanki z południa bały się tej pogody. Końcowy czas 2:43 z sekundami i 2. miejsce na mecie. Zwyciężyła Namibijka, 12. zawodniczka Igrzysk Olimpijskich w Londynie z rekordem życiowym 2:26. Przy moim rekordzie 2:31 trudno było z nią jeszcze walczyć (ciepło jej sprzyjało). Przy takim biegu i tej pogodzie to duży sukces.

Reklama

Do 40 km biegłam z dwiema Namibijkami i walka rozegrała się tak naprawdę na ostatnich metrach biegu. Mój wynik to i tak rekord trasy poprawiony o około 8-9 min. Dopiero po zakończonym biegu organizator maratonu przyszedł i powiedział nam, że nie zostaniemy sklasyfikowani w maratonie i nie łapiemy się w pule nagród, mamy odrębną klasyfikacje wojskową :-), bez nagród i z plastikowymi medalami :-).

Przeżyłam, zdobyłam tytuł wojskowej wicemistrzyni świata w Maratonie, cel osiągnięty!

Podróż powrotna jeszcze dłuższa, łącznie 32 godz., ale za to z 8-godzinnym przystankiem w Curacao. Jest to jedna z wysp Wenezueli, także zwiedziłam trochę świata i nawet udało nam się pojechać na jedną ze strzeżonych, płatnych plaż. Do miasta nie zalecali nam się wybierać bo powiedzieli, że można wrócić bez rzeczy i wszystkiego, co się ma przy sobie. Iguany i inne jaszczury na plaży to codzienność (jak u nas gołębie czy mewy) jednak trochę się bałam, bo dziwnie się patrzyły. Może kolor skóry im nie odpowiadał??? :-)

Reklama

Cały wyjazd podsumowuję pozytywnie, zwiedziłam kawał innej kultury, widziałam wiele nowych rzeczy, biegałam w równikowym lecie, zdobyłam medal wojskowych Mistrzostw Świata, ale najbardziej cieszę się, że jestem już w domu cała i zdrowa :-)

Pozdrawiam Olga Ochal.

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości