Reklama

[FOTO] ŁKS na Zjeździe... po równi pochyłej

20/10/2012 19:31

Coraz bardziej oddala się perspektywa awansu ŁKS-u 1926 Łomża do II Ligi. I to nie ze względu na sytuację w tabeli, gdyż tam akurat liderująca Mrągowia również zalicza porażki i dystans 7 pkt do 1. miejsca pozostał bez zmian, ale ze względu na grę, jaką od kilku kolejek prezentują biało-czerwoni. Dziś podopieczni trenera Mariusza Bekasa, po słabym meczu, przegrali u siebie 0:2 z Olimpią 2004 Elbląg i jeśli nowy szkoleniowiec łomżyńskiej drużyny szybko czegoś nie "wymyśli", to jego piłkarze będą co najwyżej walczyć o utrzymanie.

Początek spotkania nie wskazywał wcale na to, że ŁKS może dzisiaj znowu polec. Widać było, że obie drużyny znają swoją wartość i żadna nie chce się za szybko otworzyć, ale to biało-czerwoni nieco dłużej grali piłką i wydawało się, że kwestią czasu jest kiedy jedna z akcji przyniesie w końcu okazję do otwarcia wyniku na korzyść gospodarzy. Niestety, czas mijał, a na boisku nic takiego się nie działo. Dokładnie grający obrońcy Olimpii nie dopuszczali do zagrożenia pod własną bramką, za to jej szybcy napastnicy co raz próbowali urywać się naszym zawodnikom z kontratakiem.

Taktyka przyjęta na ten mecz przez zespół gości przyniosła efekt w 30 min. Wtedy to zespół z Elbląga, po przejęciu piłki na swojej połowie boiska, popisał się szybką kontrą, która przyniosła im prowadzenie w meczu.

Reklama

Utrata bramki nie wyzwoliła jednak w ełkaesiakach sportowej złości ani chęci szybkiego odrobienia strat. Przynajmniej niczego takiego nie dało się zaobserwować na boisku. Monotonnie prowadzony atak pozycyjny, brak zmian tempa gry, dawały obraz identyczny, jak sprzed utraty gola. Jest takie stare porzekadło, że "jeśli robisz wciąż to samo, to nie spodziewaj się innych efektów niż dotychczas". Sprawdziło się ono w tym przypadku co do joty już po 10 minutach. W 40 min. bowiem Kamil KOpycki urwał się łomżyńskim obrońcom i bez problemu, strzałem w długi róg, umieścił piłkę w bramce strzeżonej przez Daniela Iwanowskiego.

Pierwsza połowa zakończyła się zatem wynikiem 0:2. Na drugą część spotkania ŁKS wyszedł z korektą w składzie. Seryjnie psującego w pierwszej połowie swoje akcje na prawym skrzydle Adriana Mleczka, zastąpił Marcin Gałązka. Choć jedna zmiana nie przyniosła wielkiej zmiany w postawie całej drużyny, to jednak u części zawodników zaczęła być widoczna jakaś chęć odrobienia strat. W 54 min. silnym strzałem z dystansu popisał się Karol Drągowski, ale bramkarz gości, choć z trudem, broni go jednak.

Reklama

Dopiero wejście w 57 min. Alberta Rydzewskiego w miejsce Drągowskiego przyniosło nieco ożywienia. "Rydzu" wziął się za rozgrywanie piłki w środku pola i szybko zaczęło to przynosić efekty w postaci coraz groźniejszych ataków ŁKS-u. W 60 min. świetnym, prostopadłym podanie obsłużony został Marcin Truszkowski, który raczej nie miałby problemów ze strzeleniem bramki kontaktowej gdyby nie to, że bardzo czujny na przedpolu okazał się strzegący bramki gości Mateusz Imianowski. Szybkim wyjściem zdołał on uprzedzić Truszkowskiego i zapobiec utracie bramki. 7 min. później minimalnie pomylił się Bartosz Sulkowski, który bezpośrednim uderzeniem z rzutu wolnego trafił piłką w poprzeczkę.

Do końca spotkania sytuacja na boisku niemal się nie zmieniała. ŁKS bił głową w mur, a Olimpia broniła korzystnego wyniku i próbowała kontrować. Różnica w porównaniu do pierwszej połowy była taka, że w drugiej gościom nie udało się już stworzyć sytuacji do zdobycia gola, dzięki czemu wynik z pierwszej części meczu pozostał niezmieniony.

Reklama

Poprzednia seria, czterech zwycięstw z rzędu, pozwoliła ŁKS-owi awansować na pozycję wicelidera. Obecna seria, również czterech z rzędu, ligowych porażek zdegradowała biało-czerwonych na miejsce 7. Pocieszające może być jedynie to, że liderująca Mrągowia również przegrała drugi mecz z rzędu i ŁKS wciąż traci do niej 7 punktów, ale za to inni konkurenci do awansu nie odpuszczają. Zarówno Olimpia Zambrów, jak i Granica Kętrzyn mają po 1 punkcie straty do lidera i wyprzedzają nas już sześcioma punktami. Po dzisiejszym meczu do walki o awans włączyła się też Olimpia Elbląg, która mając przed meczem tyle samo punktów co ŁKS, teraz wyprzedziła go już o 3 pkt. Jeżeli łomżyńscy piłkarze poważnie zapowiadali walkę o awans i wciąż o nim myślą, to muszą zacząć te plany wcielać w życie już od następnej kolejki, w której zagrają w Działdowie z tamtejszym Startem. Startowi w tym sezonie nie wiedzie się w lidze tak, jak w poprzednim i wydaje się idealnym przeciwnikiem do odwrócenia złej passy.

- Przyjechaliśmy tutaj z nastawieniem, żeby wywieźć punkty. Na pewno nie przyjechaliśmy bronić remisu. Plan ten zrealizowaliśmy w 100% z czego jestem bardzo zadowolony - cieszył się po meczu trener gości Stanisław Fijarczyk.

Reklama

- Ja niestety nie jestem zadowolony. Przegraliśmy mecz po średniej grze, tak bym powiedział. Druga połowa zdecydowanie lepsza w naszym wykonaniu. Dwie zmiany wniosły ożywienie i to było widać na boisku. W pierwszej połowie nie mogliśmy poradzić sobie z dobrze grającą drużyną Olimpii. Wszystkie nasze atuty zostały zniwelowane. Nadzialiśmy się na dwa, bardzo dobrze przeprowadzone, kontrataki i z tego powodu przegrywaliśmy - podsumował spotkanie trener Mariusz Bekas.

ŁKS 1926 Łomża - Olimpia Elbląg 0:2 (0:2)

Reklama

Bramki: Piotrowski 30, Kopycki 40

ŁKS: Iwanowski - Tarnowski, Malinowski, Grzybowski, Urban, Drągowski (57 Rydzewski), Sulkowski, Mleczek (46 Gałązka), Ambrożewicz (68 Tadaj), Olesiński, Truszkowski.

Olimpia: Imianowski - Kopycki, Molga, Szawara, Zieliński, Firlej, Czerniewski (79 Brzezicki), Śmigielski (70 Komorowski), Skierkowski, Piotrowski (83 Maszka), Graczyk

Wkrótce relacja wideo z meczu!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości