Lepszego początku rundy wiosennej III Ligi nie mogli sobie wymarzyć piłkarze i trenerzy ŁKS 1926 Łomża. W pierwszym meczu biało-czerwoni pokonali na własnym boisku Orła Kolno 3:0.
Sygnał do ataku już w 2 min. dał Adrian Mleczek, którego płaskie dośrodkowanie w pole karne wybili obrońcy gości. Na pierwszy strzał zawodnika gospodarzy tej wiosny kibice dość licznie zgromadzeni na stadionie przy ul. Zjazd czekali jednak do 8 min. Wówczas to strzegącego bramki Orła Łukasza Szczepanika uderzeniem z dystansu zaniepokoił Patryk Szymański. Pierwsza próba okazała się jednak niecelna.
Pierwszy kwadrans spotkania upłynął pod znakiem ciągłych ataków ŁKS-u i wyraźnej przewagi podopiecznych Marcina Mroczkowskiego i Jacka Lisa, a zakończyło go w 15 min. niecelne uderzenie Alberta Rydzewskiego z 25 metrów. Kolejne minuty przyniosły uspokojenie gry biało-czerwonych, czego jednak nie potrafili wykorzystać przyjezdni. W tej sytuacji ponownie zaatakował ŁKS. W 24 minucie silnym strzałem z ostrego kąta piłkę w bramce próbował umieścić Szymański, ta jednak trafiła tylko w boczną siatkę. 3 min. później uderzeniem z rzutu wolnego, podyktowanego po faulu na aktywnym dziś Tomaszu Bernatowiczu, bramkarza gości próbował pokonać Mleczek, jednak piłka przeleciała ponad prawym, górnym rogiem bramki Szczepanika. Mleczek już po minucie był ponownie bliski pokonania golkipera kolnian, ten jednak rzucił się pod nogi szarżującego w polu karnym ełkaesiaka i wygarnął mu piłkę.
Zmasowane ataki ŁKS-u nie przynosiły bramkowego efektu i w 32 min. niewiele brakowało, aby się to zemściło. Wtedy to zawodnicy Orła przeprowadzili szybką kontrę, której efektem mógł być gol, jednak z dobrej strony pokazał się nowy nabytek w bramce ŁKS-u Daniel Iwanowski, który obronił pierwszy w tym meczu celny strzał na swoją bramkę. Już w następnej minucie sytuacja zupełnie się odwróciła. Biało-czerwoni przeprowadzili szybką akcję lewą stroną, po której Mateusz Laskowski celnym podaniem obsłużył Szymańskiego. Pomocnik ŁKS-u i tym razem jednak nie zdołał pokonać bramkarza gości przenosząc piłkę z 5 metrów ponad bramką.
Goście dali o sobie znać jeszcze raz w 45 min. celnym uderzeniem Pawła Zawłockiego z rzutu wolnego. Piłka jednak po tym strzale padła łupem Iwanowskiego.
Drugą połowę mocnym uderzeniem próbowali zacząć zawodnicy Orła. Dwie minuty po jej rozpoczęciu strzałem z dość dużej odległości ponownie próbował pokonać golkipera gospodarzy Zawłocki, tym razem jednak piłka poszybowała ponad bramką Iwanowskiego.
Losy meczu odmieniły się w 52 min. za przyczyną wprowadzonego minutę wcześniej na boisko Roberta Cychola, który zmienił poturbowanego nieco Mleczka. Pierwszy kontakt z piłką Cychola, to znakomite, prostopadłe podanie, po którym Laskowski zdobył pierwszego tego dnia gola, a kibice gospodarzy, którzy w tym meczu przyjaźni wspólnie z fanami z Kolna śpiewali w pierszej połowie "gramy na remis" najwyraźniej chyba zapomnieli na chwilę o kurtuazji i wybuchli ogromną radością.
Po zdobyciu bramki ełkaesiacy cofnęli się nieco na własną połowę, aby wykorzystać nadarzające się coraz częściej okazje do szybkich kontrataków. Taką właśnie okazję zapewne wykorzystałby w 62 min. Cychol, gdyby nie to, że wbiegając na pełnej szybkości z piłką w pole karne, nieprzepisowo zatrzymany został przez Bandaogo Mamadou, po czym sędzia bezzwłocznie użył gwizdka i wskazał "na wapno", a obrońca gości obejrzał żółty kartonik. 100% sytuację z rzutu karnego wykorzystał Albert Rydzewski i ŁKS prowadził już 2:0.
Na kolejne trafienie swoich ulubieńców łomżyńscy kibice czekali zaledwie 6 minut. W 69 min. krzyżowym podaniem na lewe skrzydło uruchomiony został Szymański, który tym razem nie zmarnował doskonałej okazji i znalazłszy się sam na sam z bramkarzem sprytnym uderzeniem ustalił wynik spotkania na 3:0.
Obraz meczu w dalszej części II połowy nie zmieniał się. Orzeł próbował konstruować atak pozycyjny, by zmnienić wynik na swoją korzyść, a ŁKS spokojnie broniąć tyłów, wyprowadzał szybkie kontrataki. Taka gra uśpiła jednak nieco czujność łomżyńskiej obrony i w 74 min. wynik rzeczywiście mógł ulec zmianie gdyby nie to, że strzał Huberta Karwackiego z niewielkiej odległości okazał się niecelny. Podobnie 3 min. później niewiele brakowało, by goście mogli cieszyć się z trafienia, jednak tym razem znakomitą interwencją na przedpolu popisał się Iwanowski.
W ostatnich 10 minutach biało czerwoni jeszcze dwukrotnie mieli okazję, by podwyższyć wynik, jednak zarówno w 80 min. Laskowski, jak i w 88 min. Maciej Malinowski okazali się wolniejsi od bramkarza gości, który szybkimi wyjściami z bramki zapobiegł oddaniu strzałów przez wychodzących na czystą pozycję ełkaesiaków.
Na pomeczowej konferencji prasowej trener przyjezdnych Ryszard Borkowski bardzo komplementował łomżyński zespół. - Muszę powiedzieć, że ŁKS Łomża jest bardzo dobrą drużyną. Nie tak dawno mieliśmy bezpośrednie spotkanie sparingowe i oblicze było pokazane tej drużyny. Próbowaliśmy się temu przeciwstawić. Pierwsza połowa wyglądała całkiem nieźle, aczkolwiek popełniliśmy kilka błędów. W drugiej połowie niepotrzebnie zagraliśmy otwarty futbol i szybko nas skarcono - podsumował spotkanie opiekun Orła Kolno.
Kolejne spotkanie (19. kolejki) podopieczni trenerów Mroczkowskiego i Lisa rozegrają 31 marca w Elblągu z tamtejszą Olimpią, a już jutro (w niedzielę) na stadionie w Łomży zainauguruje rundę wiosenną IV Ligi drużyna ŁKS II. Podopieczni trenera Sławomira Stanisławskiego zmierzą się na własnym boisku z drużyną Puszczy Hajnówka. Początek meczu o godz. 14.00.
ŁKS 1926 Łomża - Orzeł Kolno 3:0 (0:0)
Bramki: Laskowski (52), Rydzewski (63 k.), Szymański (69)