W pierwszym po zimowej przerwie oficjalnym spotkaniu, 1/8 Okręgowego Pucharu Polski, rozegranym we środę na bocznym boisku przy ul. Zjazd w Łomży, ŁKS 1926 Łomża pokonał po słabej grze Spartę Szepietowo 2:1 (1:1) i awansował do ćwierćfinału. Autorem zwycięskiej bramki w doliczonym czasie gry był Przemysław Olesiński, a na listę strzelców wpisali się ponadto Kowalczyk (Sparta) w 9 min. i Georgi Jinikashvili w 39 min. spotkania. Meczowi towarzyszyła wspólna zabawa zaprzyjaźnionych ze sobą kibiców obu drużyn, dopingujących obie drużyny po równo z wału od strony rzeki i namawiających piłkarzy do gry na remis.
W pucharowym spotkaniu, toczonym w dość wolnym tempie, niemal przez cały czas stroną przeważającą był ŁKS. Niewiele jednak z tego wynikało pod bramką rywali, gdzie brakowało dokładnego ostatniego podania czy celnych strzałów. Mimo przewagi gości (Sparta występowała w tym meczu jako gospodarz - ze względu na fatalny stan boiska w Szepietowie, mecz odbył się w Łomży - red.), to zielono-czerwoni jako pierwsi cieszyli się ze strzelonego gola. W 9 min. Kowalczyk, który otrzymał piłkę w środku boiska, nie niepokojony przez łomżyńskich obrońców wykorzystał ich niefrasobliwość, pobiegł w kierunku bramki i bez problemu umieścił piłkę w siatce.
Konsternacja biało-czerwonych nie trwała zbyt długo i wkrótce ruszyli oni do odrabiania strat. Nie potrafili oni jednak stworzyć realnego zagrożenia pod bramką Sparty aż do 26 min. kiedy to na pozycję sam na sam z bramkarzem wyszedł pozyskany w przerwie zimowej ze Znicza Pruszków i debiutujący w ŁKS-ie Daniel Kraska. Niestety, zanim nowy napastnik ŁKS-u zdecydował się na uderzenie piłki w stronę bramki, dogonił go jeden z obrońców Sparty i w ostatniej chwili "zdjął" mu futbolówkę z nogi. Cztery minuty później ładnym uderzeniem z dystansu popisał się Olesiński, ale na posterunku był bramkarz rywali.
W końcu nadeszła jednak 39 min., w której to za sprawą innego debiutanta w biało-czerwonych barwach, Gruzina Jinikashvili, padł gol wyrównujący. Dobrym podanie z prawego skrzydła popisał się jeden z łomżyńskich zawodników, a Jinikashvili bez zastanowienia, z 17 metrów oddał płaski strzał z pierwszej piłki. Choć piłka odbijała się po drodze od murawy (tzw. "kaczuszka"), to uderzenie było na tyle lekkie, że wydawało się iż bramkarz Sparty nie powinien mieć z nim problemu. Tymczasem strzał na tyle go zaskoczył, że piłka znalazła drogę do bramki. Był to prawdziwy prezent dla ŁKS-u. Na przerwę obie drużyny zeszły przy stanie 1:1, kilka chwil wcześniej jednak uderzenia głową w stronę bramki próbował Daniel Kraska, ale piłka poszybowała nad poprzeczką.
Druga połowa rozpoczęła się ponownie od przewagi ŁKS-u i ponownie, jak przed przerwą, niewiele z tego wynikało. W dodatku jeszcze bardziej "siadło" tempo gry, zupełnie jakby piłkarze obu drużyn chcieli spełnić życzenie kibiców, co jakiś czas nawołujących do gry na remis. Kibice jednak chyba zapomnieli, że w Pucharze musi nastąpić rozstrzygnięcie, choćby dopiero w rzutach karnych, a takiego scenariusza zwłaszcza podopieczni trenera Mariusza Bekasa, woleli chyba uniknąć. Sygnał do ataku dał tym razem Jakub Ambrożewicz, który w 49 minucie próbował zaskoczyć bramkarza przyjezdnych uderzeniem z dystansu. Trzeba przyznać, że piła, kierowana w okienko bramki, w niewielkiej odległości minęła jej prawy słupek. Strzał był jednak niecelny.
W 55 min. trener Bekas zdecydował się wzmocnić nieco drużynę i w miejsce Daniela Kacprzyka wpuścił na boisko Tomasza Bernatowicza. Jak wiadomo "Berni", choć jest obrońcą, to jednak częstwo włącza się w akcje ofensywne i zapewne na to liczył łomżyński szkoleniowiec. Rzeczywiście, gra ŁKS-u w ataku nieco nabrała rumieńców, wciąż jednak daleko był do strzelenia zwycięskiego gola.
Na podkreślenie zasługuje jednak świetna postawa innego młodego debiutanta w łomżyńskim zespole, młodszego z braci Kraska - zaledwie 16-letniego Marcina, który kilka razy wręcz ośmieszał dużo starszych i bardziej doświadczonych rywali, dobrze przy tym współpracując z Jinikashvilim. Wygląda na to (oczywiście z zastrzeżeniem klasy rywala i specyfiki meczów ligowych, które będą wymagały prawdziwej walki przez pełne 90 minut), że ta dwójka ma duży potencjał, oby tylko trener i koledzy z drużyny potrafili go wykorzystać dla dobra całego zespołu.
- Pozytywnie mogę się wypowiedzieć po tym meczu o młodym Krasce, troszeczkę więcej oczekiwałem od Jinikashvili"ego, starszy Kraska zagrał przeciętnie - krótko ocenił swoich nowych piłkarzy trener Bekas.
Wracając jednak do meczu, w kolejnych minutach, oprócz kilku błyskotliwych zagrań wymienionej dwójki nowych piłkarzy, z boiska wiało nudą i coraz bardziej zaczynało "pachnąć" dogrywką. W 79 min. niewiele jednak brakowało, żeby wynik zmienił się na korzyść Sparty. Na piłkę dośrodkowaną z boku boiska "szczupakiem" rzucił się strzelec pierwszej bramki Kowalczyk i głową skierował ją w stronę bramki. Gdyby ten strzał był celny, to Daniel Iwanowski nie miałby zbyt wiele do powiedzenia. Szczęśliwie dla ŁKS-u piłka o dobry metr minęła prawy słupek bramki.
W 84 min. starszego z braci Kraska zmienił Bartosz Stachelski, który jednak nie zapisał się w ciągu kilku minut swojego pobytu na boisku niczym szczególnym. Odwrotnie niż Ambrożewicz, który pod koniec spotkania znów pokazał się z dobrej strony. W 88 minucie przeprowadził on indywidualną akcję wpadając z piłką w pole karne. Jego uderzenie, po którym piłka zmierzała z długi róg bramki, z niemałym trudem odbił bramkarz Sparty i wynik pozostał bez zmian.
Minęła jednak 90 min. i sędzia dał znać, że przedłuża mecz o dwie minuty. Chwilę później, ŁKS wykonywał kolejny z wielu w tym meczu, rzut rożny. W idealnym miejscu, na piątym metrze od bramki, przy długim słupku znalazł się "odpuszczony" przez obrońców Olesiński, który głową wpakował piłkę do siatki, oszczędzając tym samym kibicom nerwowej dogrywki i loterii rzutów karnych.
- Jeden błąd w obronie w pierwszej połowie spowodował nerwowość, przegrywaliśmy. Sytuacje, które stworzyliśmy, pomimo bardzo przeciętnej gry, powinny zostać wykorzystane. Jednak pierwszy raz w tym roku graliśmy na naturalnej nawierzchni, więc był to jakiś przeskok, ale nie tłumaczy to tego, że pod bramką rywala byliśmy tak bardzo mało skoncentrowani, bo powinniśmy wygrać wyżej. Dobrze, że pomimo słabej gry udało nam się awansować do dalszej rundy i na szczęście nie było dogrywki - podsumował grę swoich podopiecznych trener Mariusz Bekas.
Sparta Szepietowo - ŁKS 1926 Łomża 1:2 (1:1)
Bramki: Kowalczyk 9" - Jinikashvili 39", Olesiński 90+1"