W znakomitych humorach opuszczali dzisiaj łomżyński stadion kibice ŁKS-u 1926, który po bardzo dobrej grze pokonał pewnie rezerwy Jagiellonii Białystok 3:0. ŁKS był dziś zespołem o klasę lepszym, co udokumentował strzelając trzy gole. Trzeba jednak dodać, że był to najniższy wymiar kary dla gości, którzy mogli wrócić do domu nawet z dwukrotnie większym bagażem bramek. Jagiellonia stworzyła sobie zaledwie jedną stuprocentową sytuację, której jednak nie wykorzystała.
Biało-czerwoni dobrze weszli w dzisiejszy mecz i bardzo szybko pokazali, że to oni będą dziś dyktować warunki na murawie. Bardzo szybko okazało się też , że ełkaesiacy mają świetnie nastawione celowniki. Już w 8. minucie bowiem, niedawny jeszcze pierwszy bramkarza ekstraklasowej Jagiellonii Krzysztof Baran, zmuszony był po raz pierwszy wyciągać piłkę z siatki. Pokonał go Mariusz Baranowski, równie przepięknym, co zaskakującym, strzałem z woleja, po którym piłka przelobowała białostockiego golkipera.
Strzelony gol w najmniejszym stopniu nie zaspokoił apetytów łomżyńskich piłkarzy. W dalszym ciągu to oni prowadzili grę, co raz atakując bramkę gości. W 17. minucie lewą stroną w pobliże linii końcowej przedostał się Daniel Lemański. Jego płaskie dośrodkowanie nie zostało przejęte przez nikogo w polu karnym i piłka dotarła na przeciwległą stronę do Kevina Ipiny. Lewy obrońca ŁKS nie zastanawiał się tylko hukną z całej siły po długim rogu i było już 2:0.
ŁKS był tego dnia nastawiony bardzo pozytywnie i wciąż chciał grać do przodu. Gra ta naprawdę mogła się podobać. Dokładne, krótkie podania, celne przerzuty, zmiany tempa, szybko i pomysłowo rozgrywane akcje i celne strzały, to były atuty, którym podopieczni Jacka Bayera nie byli dziś w stanie sprostać.
Choć nie wszystkie strzały biało-czerwonych, nawet celne, stanowiły prawdziwe zagrożenie, to z pewnością uderzenie Tomasza Brzozowskiego z 29. minuty takim zagrożeniem było. I to poważnym. Po świetnej akcji całej drużyny, w której piłkarze wymienili wiele podań z pierwszej piłki, futbolówka trafiła wreszcie do znajdującego się na 18 metrze Brzozowskiego. Po jego mocnym strzale piłka leciała w samo okienko bramki Barana. Bramkarz białostoczan zdołał jednak z dużym trudem odbić piłkę, a dobitkę Brzozowskiego już bez większej trudności złapał.
ŁKS dominował na boisku, cały czas kontrolując grę i dążąc do podwyższenia wyniku. W pierwszej połowie jednak to się nie udało.
Po przerwie na boisku zupełnie nic nie uległo zmianie. Jeśli nawet Jagiellonia myślała o tym, by poprawić swoją grę i zaatakować, to nie pozwolili na to ełkaesiacy, którzy rozpoczęli drugą część meczu tak, jakby wcale nie schodzili na przerwę. Już dwie minuty po wznowieniu gry strzału z dystansu spróbował Rodier. Jak większość dzisiejszych uderzeń i to było celne, ale po pierwsze zbyt lekkie, a po drugie skierowane w środek bramki, dlatego Baran nie miał najmniejszego kłopotu z jego obroną.
W 56. minucie ŁKS podwyższył prowadzenie na 3:0. Od kilku minut Jagiellonia była zamknięta na w okolicach swojego pola karnego. Wtedy to jednemu z obrońców piłkę odebrał Baranowski. Łomżyński pomocnik wszedł w pole karne i oddał mocny strzał z ostrego kąta. Golkiper Jagi zdołał odbić piłkę zgodnie z bramkarskim rzemiosłem, czyli do boku. Nie miał już jednak wpływu na to, że akurat tam czekał Alex Rodier, który spokojnie skierował futbolówkę do bramki.
W 67. minucie miała miejsce jedyna stuprocentowa okazja przyjezdnych. Gościom udało się po raz pierwszy zepchnąć ŁKS do głębokiej defensywy, powstało ogromne zamieszanie w poli karnym gospodarzy. Jagiellonia w tej jednej akcji aż pięć razy strzelała na bramkę Macieja Kowalskiego (to więcej niż łączna liczba strzałów na łomżyńską bramkę od początku meczu!), ale nie zdołała umieścić piłki w siatce. Najpierw piłkę z linii bramkowej wybijał nowy nabytek łomżyńskie drużyny Joao Carlos Cardoso, po sekundzie udanie interweniował Kowalski, dwie kolejne dobitki zablokowali obrońcy i na koniec futbolówka wylądowała w rękach łomżyńskiego bramkarza.
W końcówce ŁKS mógł jeszcze dwukrotnie pokonać bramkarza przyjezdnych. Najpierw, po zderzeniu przed polem karnym Barana z Rafałem Maćkowskim nie zdążył on wrócić do bramki, na którą z 40 metrów minimalnie niecelnie strzelił Brzozowski. Później nieco nie popisał się, rozgrywający dziś zresztą świetne spotkanie Baranowski. Będąc w polu karnym z piłką ściągnął on na siebie aż trzech obrońców, którzy odpuścili krycie dwóch zawodników ŁKS-u znajdujących się w okolicy 15 metra. Nasz pomocnik jednak, zamiast wycofać piłkę do kolegów "zakiwał się" i w konsekwencji akcja nie zakończyła się nawet strzałem. Gdyby piłka trafiła do jednego z naszych zawodników na 15 metrze od bramki, Baran byłby bez szans.
ŁKS w pełni zasłużenie wygrał derbowy mecz z Jagielonią i wcale nie umniejsza tego zwycięstwa fakt, że Jagiellonia wystawiła w wyjściowym składzie aż siedmiu młodzieżowców. ŁKS też ma w końcu swoje problemy kadrowe i nie może grać optymalnym składem. Na szczęście dziś nie było tego widać i nawet chyba nikt nie zauważył, że w środku pola nie gra kontuzjowany Robert Speichler.
Oprócz strzelców goli za dzisiejszy mecz chcielibyśmy jeszcze wyróżnić Daniela Lemańskiego. Co prawda nie zaliczył on trafienia, za co jako napastnika powinno się go w pierwszej kolejności rozliczać, ale grał mocno pod drużynę, dużo biegał, cofał się do obrony aż na własne pole karne i stanowił trudną do przejścia zaporę w środku boiska, od której kilka razy zawodnicy Jagiellonii odbijali się jak od ściany. Oczywiście sporo rzeczy w grze Daniela można jeszcze poprawić, ale to już rola trenera, nie nasza.
Nie wypada również nie wspomnieć o tym, że na końcowe minuty na boisku pojawił się Adam Kamiński, który wszedł na swoją dawną pozycję prawego obrońcy. Niewiele też brakowało, by zanotował on asystę, ale przemilczymy który z naszych piłkarzy zmarnował świetne podanie Kamińskiego na 18 metr.
- Nie trzeba było zbytnio motywować chłopaków na ten mecz. Wiadomo, że rywalizacja między Białymstokiem a Łomżą zawsze była, jest i będzie. Myślę, że z przebiegu całego spotkania byliśmy zdecydowanie lepszym zespołem w każdym elemencie, zarówno piłkarsko jak i mentalnie. Można było nawet więcej tych bramek strzelić. Uważam, że wynik jest w pełni zasłużony - stwierdził Robert Speichler.
ŁKS 1926 Łomża - Jagiellonia II Białystok 3:0 (2:0)
Bramki: Mariusz Baranowski (8.), Kevin Ipina (19.), Alex Rodier (56.)
ŁKS 1926: Kowalski - Kacprzyk (78. Sanni), Stankiewicz, Cardozo, Marcin Malinowski (86. Kamiński), Ipina, Maćkowski, Brzozowski, Baranowski, Rodier, Lemański (66. Kraska).
Jagiellonia II: Baran - Malinowski, Porębski, Waszkiewicz, Straus, Kowalewski, Kądzior, Gulbierz, Giełażyn, Domański (84. Kaczyński), Świderski (78. Stypułkowski).