Grający od 37. minuty meczu bez jednego zawodnika biało-czerwoni ponieśli porażkę 2:4 w sobotnim meczu 10. kolejki III ligi. Walnie przyczynił się do tego główny arbiter, który bezpodstawnie ukarał czerwoną kartką Rafał Maćkowskiego za rzekomy brutalny faul na zawodniku gości. Do tego momentu to ŁKS był lepszym zespołem i zasłużenie prowadził 1:0 po bramce właśnie Maćkowskiego z 20. minuty.
Pierwszy celny strzał na bramkę oddali w 4. minucie goście, a konkretnie bardzo aktywny w ich zespole Anton Kołosow. Piłkę uderzoną z dość ostrego kąta odbił jednak Maciej Kowalski zastępujący w bramce kontuzjowanego Adriana Jędraszczaka. Dwie minuty później przed szansą pokonaniaKacpra Tułowieckiego stanął Rafał Maćkowski. Po świetnym przejęciu piłki w środku pola przez Marcina Kraskę i prostopadłym podaniu, Maćkowski ograł obrońców i z pola karnego mocno uderzył na bramkę. Golkiper gości poradziłsobie jednak z tym strzałem. Kolejną świetną okazję do otwarcia wyniku miał w 10. minucie Mariusz Baranowski. Tym razem prawą stroną przedarł się Alex Rodier. Amerykanin wrzucił piłkę w pole karne, gdzie nie sięgnął jej głową Maćkowski. Futbolówka trafiła jednak pod nogi Baranowskiego, który ładnym uderzeniem zmusił co prawda bramkarza Olimpii do wysiłku, ten jednak zdołał wybronić uderzenie naszego zawodnika.
W 20. minucie okazało się jednak, że "powiedzenie do trzech razy sztuka" nie bierze się znikąd. Właśnie w tym momencie ełkaesiacy rozegrali przepiękną akcję, jakiej nie powstydziłby się niejeden zespół ekstraklasy. Dwa szybkie podania bez przyjęcia wystarczyły by ograć całą defensywę gości i objąć prowadzenie. Najpierw ze środka piłkę podał do Rodiera Daniel Kacprzyk. Amerykanin z pierwszej piłki zagrał płasko w pole karne, gdzie mimo krótkiego krycia przez obrońcę, również uderzeniem z pierwszej piłki gola zdobył Maćkowski.
Choć od początku meczu niewielką przewagę w posiadaniu piłki mieli gości, to jednak ŁKS świetnie grał w defensywie, a jego akcje były groźniejsze. Podopieczni Roberta Speichlera stworzyli sobie też więcej klarownych sytuacji do zdobycia gola, z których jedną wykorzystali.
Nadeszła jednak 37 minuta, która za sprawą błędnej decyzji sędziego zupełnie odwróciła losy meczu. Zaatakowany wślizgiem przez zawodnika gości Maćkowski, nadepnął go na brzuch, a sędzia bez chwili zastanowienia wyciągnął czerwony kartonik. Zupełnie nie docierały do niego tłumaczenia, że Maćkowski nie zrobił tego specjalnie, a po prostu nie miał możliwości utrzymania równowagi i instynktownie postawił nogę tam, gdzie stał. Dodatkowo sędzia liniowy jako pierwszy pokazał faul na naszym zawodniku, czego również nie wziął pod uwagę główny.
Dwie minuty później było już 1:1. Poważny błąd popełnił Kowalski, który wyszedł kilka metrów przez bramkę i został przelobowany strzałem głową przez Kołosowa. Kolejnych czterech minut potrzebowali zawodnicy Olimpii by objąć prowadzenie. W tej sytuacji również nie popisał się łomżyński bramkarz, który po strzale na bramkę odblił piłkę rękami bardzo lekko przed siebie. Trafił ona do Radosława Stępnia, który strzałem z woleja umieścił futbolówkę w siatce. Choć strzał był lekki i niezbyt trudny, to jednak nie dysponujący najlepszymi warunkami fizycznymi Kowalski nie zdołał dosięgnąć piłki.
W doliczonym czasie pierwszej połowy ŁKS mógł mimo gry w osłabieniu zdobyć gola wyrównującego. Po strzale głową Stankiewicza na drodze piłki znalazł się jeszcze Rodier, który chciał również głową zmienić lot piłki, by zmylić bramkarza. Zmienił go jednak na tyle pechowo, że piłka poszybowała nad poprzeczką.
Po strzeleniu gola na 2:1 elblążanie cofnęli się i pozwalali na dość dużo gospodarzom. Po przerwie jednak ich gra zupełnie się zmieniła. Zaczęli dłużej utrzymywać się przy piłce, grali atakiem pozycyjnym i bardzo rzadko ŁKS-owi udawało się przedostać na ich połowę. Kilkakrotnie też poważnie zagrozili bramce Kowalskiego. Wydawało się, że kolejne bramki dla gości są tylko kwestią czasu, i tak właśnie się stało. Najpierw w 56. minucie na 3:1 podwyższył Kołosow, a następnie w 83. minucie czwartego gola dla przyjezdnych zdobył Jakub Bojas.
Mimo świadomości porażki ełkaesiacy nie poddali się i walczyli do końca. Przyniosło im to w 88. minucie drugiego gola, którego autorem był Baranowski. Mimo gry w osłabieniu przez większość meczu, ŁKS rozegrał naprawdę dobre spotkanie i tylko krzywdząca decyzja sędziego spowodowała, że trzy punkty nie pozostały w Łomży. Olimpia, mimo że jest wysoko w tabeli, ma doświadczonych zawodników i teoretycznie jest silniejszym zespołem od biało-czerwonych, była dziś do ogrania. Z tego powodu pozostał duży niesmak.
Na koniec dodajmy jeszcze, że działacze ŁKS-u, posiłkując się nagraniem wideo z przeprowadzonej przez nasz portal transmisji on-line, zamierzając słożyć wniosek o unieważnienie kary nałożonej na Rafała Maćkowskiego, który po obejrzeniu bezpośredniej czerwonej kartki nie będzie mógł wystąpić w kolejnych meczach. Miejmy nadzieję, że kara zostanie cofnięta. Niestety, nie ma możliwości zweryfikowania wyniku meczu, który został wypaczony przez błędną decyzję arbitra.
- Nie będę się odnosił do sytuacji z czerwoną kartką ani komentował pracy sędziego, bo wszyscy którzy widzieli ten mecz na pewno swoje zdanie mają wyrobione. Muszę jednak powiedzić, że jestem zbudowany postawą chłopaków na boisku, bo pokazali piękny futbol. Mimo tego, że graliśmy w dziesięciu, to nasze akcje były przeprowadzane z głową, z sensem i naprawdę jestem zadowolony z tego, jak chłopaki grając pod presją i w osłabieniu sobie radzili - skomentował trener Speichler.
Z sobotniego spotkania przeprowadziliśmy transmisję na żywo, a zarejestrowany przez naszą kamerę mecz i pomeczowy wywiad z trenerem ełkaesiaków udostępniamy jako retransmisję.
ŁKS 1926 Łomża - Olimpia Elbląg 2:4 (1:2)
Bramki: Rafał Maćkowski 20, Mariusz Baranowski 88 - Anton Kołosow 39, 56, Radosław Stępień 43, Jakub Bojas 84
ŁKS: Kowalski - Stankiewicz Ż (58. Ipina), Bajor Ż, Marcin Malinowski, Brzozowski Ż, Kacprzyk (51. Sanni), Maćkowski Cz, Kraska (63. Świderski), Rodier (88. Lemański Ż), Baranowski.