Znakomita passa meczów bez porażki ŁKS-u wydłużyła się już do sześciu spotkań. Po dobrej grze podopieczni trenera Roberta Speichlera odprawili z kwitkiem faworyzowany Huragan Morąg i dopisali sobie komplet trzech punktów.
ŁKS źle zaczął sobotnie spotkanie, bo od straty gola. Już w 5 minucie wykonujący rzut wolny Daniel Chiliński bezpośrednim uderzeniem po ziemi obok muru pokonał Łukasza Trochima. Choć naszego bramkarza z pewnością raziło słońce, to jednak tego gola musimy chyba zapisać na jego konto, ponieważ golkiper ŁKS-u fatalnie się ustawił i dostał piłkę w "swój" róg.
Stracona bramka podziałała na gospodarzy jak czerwona płachta na byka i ŁKS ruszył do huraganowych nomen omen ataków na bramkę Bartosza Dzikowskiego. Przewaga w polu, jaką uzyskali biało-czerwoni była bezdyskusyjna, ale piłka nijak nie chciała trafić do siatki. Liczba sytuacji jakie stwarzali sobie ełkaesiacy musiała jednak w końcu przełożyć się na gole i tak się stało. W 34 minucie po świetnej
akcji prawym skrzydłem i dośrodkowaniu Macieja Malinowskiego uderzeniem z woleja popisał się Rafał Maćkowski i na tablicy wyników wyświetlił się remis.
Zaledwie siedmiu minut potrzebowali nasi piłkarze by objąć prowadzenie. Tym razem doskonałym, prostopadłym podaniem obsłużył Daniela Lemańskiego bardzo aktywny Mariusz Baranowski. Lemański. mimo asysty obrońcy przyjął piłkę i spokojnie pokonał bramkarza gości.
Dwie minuty później było już 3:1. Przyjezdni nie zdążyli jeszcze się otrząsnąć po drugim straconym golu, kiedy bliźniaczą do poprzedniej akcję przeprowadzili wspólnie Robert Speichler i Alex Rodier. W
roli podającego prostopadłą piłkę wystąpił grający trener ŁKS-u, a w roli egzekutora Amerykanin, który zaimponował spokojem i opanowaniem i jak profesor położył najpierw bramkarza by chwilę później
umieścić piłkę w pustej bramce.
W ten sposób piłkarze ustalili wynik pierwszej połowy i zeszli na zasłużoną przerwę.
Początek drugiej odsłony należał do przyjezdnych, którzy zapewne usłyszeli sporo cierpkich słów od trenera w szatni i ruszyli do odrabiania strat. W ciągu kwadransa uzyskali optyczną przewagę na
boisku. Nie przekładało się to jednak na klarowne sytuacje podbramkowe. A ŁKS korzystał z nadarzających się okazji by grać z kontry. Po jednym z takich kontrataków, w 71 minucie, przed szansą na
podwyższenie wyniku stanął Rodier. Soczyste uderzenie Amerykanina zdołał jednak odbić na róg Dzikowski.
W końcówce ŁKS bardzo mądrze bronił wyniku starając się jak najdłużej utrzymać przy piłce na połowie rywala i biało-czerwoni bardzo pewnie wywalczyli tak cenne w walce o utrzymanie trzy punkty.
- Po raz kolejny nam się zdarza, że źle wychodzimy z szatni. Można powiedzieć, że jeszcze nie wyszliśmy z szatni, a już przegrywamy 1:0. Nad tym musimy się poważnie zastanowić, bo po raz kolejny
tracimy w początkowej fazie meczu bramkę ale i po raz kolejny na szczęście potrafimy się szybko otrząsnąć i doprowadzić do wyrównania poprzez naprawdę dobrą grę. Robiliśmy bardzo dużo akcji
oskrzydlających, bardzo fajnych akcji kombinacyjnych i zeszliśmy z dorobkiem 3:1 do przerwy. W drugiej połowie Huragan zmobilizował się i próbował nas zepchnąć do defensywy. U nas chwilami pojawiło
się odrobinę nerwowości ale myślę, że kontrolowaliśmy całe spotkanie i wynik jest jak najbardziej zasłużony. Chciałbym też przy okazji podziękować kibicom za wspaniały doping przez cały mecz, oby tak
dalej - skomentował sobotnie spotkanie Raobert Speichler.
ŁKS 1926 Łomża - Kaczkan Huragan Morąg 3:1 (3:1)
Bramki: 34" Maćkowski, 41" Lemański, 43" Rodier - 5" Chiliński
ŁKS: Trochim - Malinowski Maciej (71" Kacprzyk), Villagomez, Bajor, Ipina - Baranowski, Malinowski Marcin (88" Bartliński), Speichler, Maćkowski - Lemański, Rodier
Huragan: Dzikowski - Naczas, Lipka, Nawrocki, Galik, Kołakowski, Czorniej, Bogdziewicz, Chiliński, Brzuziewski, Żórański