Oficjalne przemówienia na peronie, błyski fleszy to jedno, ale prawdziwa, ludzka historia tego dnia rozegrała się w zwykłym mieszkaniu na jednym z łomżyńskich osiedli. Premier Donald Tusk, zaraz po zainaugurowaniu powrotu pociągów do Łomży , odłączył się od oficjalnej delegacji, by odwiedzić 85-letniego pana Kazimierza - człowieka, który na tutejszej kolei spędził całe dziesięciolecia i jest jej absolutną legendą.
Pan Kazimierz bardzo chciał osobiście stanąć na odnowionym peronie i zobaczyć, jak po 33 latach pociąg pasażerski znów wjeżdża do miasta. Niestety, podupadające zdrowie nie pozwoliło mu na udział w oficjalnym otwarciu stacji PKP. Skoro więc stary kolejarz nie mógł pojawić się na dworcu, szef rządu postanowił sam przyjechać do niego.
Spotkanie, które w oficjalnych grafikach mogło wyglądać na rutynowy punkt wizyty, szybko przerodziło się w długą, swobodną rozmowę, wykraczającą poza sztywne ramy czasowe. Obaj panowie szybko złapali wspólny język, rozmawiając ze sobą – jak sami żartowali – „jak kierownik z kierownikiem”. Pan Kazimierz pracował jako zawiadowca stacji.
Emerytowany kolejarz z dumą pokazywał premierowi swoje stare dokumenty i pamiątki, w tym dawną kolejową legitymację służbową, którą wymieniono mu pod koniec kariery. Dla 85-latka ten dzień był zamknięciem pewnego życiowego rozdziału.
- Cieszę się, bo powiedziałem, że muszę jeszcze doczekać powrotu kolei... No i dobrze wyszło, bo doczekałem. Jestem zadowolony – mówił wzruszony pan Kazimierz.
Życiorys łomżyńskiego kolejarza mocno splata się z trudną historią tutejszego węzła. Pracę na kolei rozpoczął w 1968 roku, zaraz po odbyciu służby wojskowej. Wcześniej odebrał solidne kierunkowe wykształcenie, kończąc Technikum Kolejowe w Olsztynie – mieście, do którego zresztą od teraz znowu można z Łomży dojechać pociągiem.
Pan Kazimierz przetrwał na stanowisku najgorsze lata dla lokalnej infrastruktury, w tym bolesny moment z marca 1993 roku, gdy zawieszono regularne połączenia pasażerskie do Łomży. Mimo likwidacji ruchu pasażerskiego, ze swoją kolejową służbą pożegnał się ostatecznie dopiero w 2021 roku.
Sobotnia wizyta premiera miała też mocno lokalny, rodzinny akcent. Emerytowany zawiadowca to prywatnie dziadek męża łomżyńskiej posłanki Alicji Łepkowskiej-Gołaś. Parlamentarzystka, która towarzyszyła premierowi, nie kryła radości z faktu, że to właśnie w skromnym mieszkaniu jej bliskich premier spędził tyle czasu na wspomnieniach o dawnej i obecnej kolei.
Posłanka zapowiedziała już, że rodzinne spotkanie przy herbacie to dopiero początek świętowania. Teraz czas na prawdziwą podróż.
- Razem z wnukiem i prawnukiem z pewnością zabierzemy dziadka na przejażdżkę koleją – zadeklarowała Alicja Łepkowska-Gołaś. Wszystko wskazuje na to, że pan Kazimierz już niedługo znowu usłyszy stukot kół na trasie, którą sam przez kilkadziesiąt lat przemierzał w kolejowym mundurze.