Wczoraj, na drodze pomiędzy Nagórkami a Drożęcinem, w drodze do szpitala w Łomży zmarł 48-letni mężczyzna. Pogotowie, które zostało wezwane na miejsce, mimo prób reanimacji, stwierdziło zgon. Na miejscu pojawiła się także Policja i prokurator, jednak po stwierdzeniu naturalnych przyczyn zgonu postępowanie w tej sprawie zostanie umorzone.
- Mężczyzna od rana uskarżał się na złe samopoczucie, na bóle, ale nie chciał, żeby żona wzywała pogotowie. W południe poczuł się jeszcze gorzej i wtedy żona zdecydowała się zawieźć go do szpitala. W trakcie jazdy zobaczyła, że mąż jest blady, drży i coś się z nim bardzo niedobrego dzieje. Zatrzymała samochód i wezwała pogotowie, ale kiedy lekarz przyjechała, to człowiek już nie żył - tłumaczy prokurator Maria Kudyba.
Przyczyną zgonu mężczyzny prawdopodobnie był zawał mięśnia sercowego. Ze wszystkich ustaleń prokuratury wynika, że był to naturalny zgon, dlatego postępowanie w tej sprawie zostanie najprawdopodobniej umorzone.
Postanowiliśmy opisać ten przypadek w jednym celu. Niejednokrotnie jest tak, że lekceważymy nasze złe samopoczucie, jakieś bóle w klatce piersiowej i inne objawy. Tendencję do takiego lekceważenia mają zwłaszcza mężczyźni. Czasami jednak nie warto udawać "twardziela", posłuchać np. żony i zgodzić się na wizytę u lekarza lub wezwanie pogotowia, dopóki nie jest jeszcze za późno.