To, co wyprawiała za kierownicą 37-latka z audi, wprawiło w osłupienie innych kierowców. Kobieta stawała na zielonym świetle, jechała całą szerokością jezdni, by w końcu wylądować na chodniku. Jak się okazało, była kompletnie pijana, a chwilę wcześniej staranowała inne auto na parkingu, czego nawet... nie zauważyła. Weekend na łomżyńskich drogach do spokojnych nie należał.
Wszystko działo się w mikołajki. Dyżurny łomżyńskiej komendy odebrał sygnał od zaniepokojonego kierowcy, który jechał za audi wyjeżdżającym z ulicy Rycerskiej w Aleję Piłsudskiego. Z relacji świadka wynikało jasno: kierująca nie panuje nad autem.
Sytuacja wyglądała kuriozalnie. Kobieta najpierw zatrzymała się na zielonym świetle, tamując ruch. Gdy świadek próbował podejść i zareagować, ta gwałtownie ruszyła. Audi zaczęło „pływać” po całej szerokości jezdni. 37-latka skręciła w ulicę Zawadzką, a następnie w Małachowskiego, wykonując manewr w poprzek pasów – z lewego na prawy. Jej jazda zakończyła się dopiero na chodniku, gdzie straciła panowanie nad pojazdem. Wtedy świadek zajechał jej drogę, uniemożliwiając dalszą ucieczkę i wezwał patrol.
Gdy policjanci dotarli na miejsce, wynik badania alkomatem nie pozostawił złudzeń – ponad 3,6 promila alkoholu w organizmie. To jednak nie był koniec "wyczynów" mieszkanki Szepietowa. W trakcie czynności wyszło na jaw, że zaledwie 20 minut wcześniej, wyjeżdżając z osiedlowego parkingu, uderzyła w zaparkowany samochód. Była w takim stanie, że nawet nie poczuła uderzenia i po prostu pojechała dalej.
Samochód trafił na parking strzeżony, a kobieta straciła prawo jazdy i została przekazana pod opiekę wskazanej osobie.
Niedziela również nie obyła się bez kolizji z alkoholem w tle. Po godzinie 17:00 na ulicy Zawadzkiej zderzyły się dwa samochody. Scenariusz klasyczny: kierowca opla, skręcając w lewo w Mazowiecką, przeliczył swoje siły, nie wyrobił się na zakręcie i uderzył w wyjeżdżającego forda. Zgłaszający od razu podejrzewał, że sprawca może być nietrzeźwy. Przeczucie go nie myliło – 36-letni kierowca opla miał w wydychanym powietrzu ponad 2,5 promila.
Jemu również mundurowi zatrzymali uprawnienia, a opel odjechał na lawecie. Teraz o losie obu kierowców – i ewentualnej konfiskacie ich samochodów – zadecyduje sąd. Za jazdę w stanie nietrzeźwości kodeks karny przewiduje do 3 lat pozbawienia wolności.