Dwa lata minęły od czasu zamontowania w sali konferencyjnej łomżyńskiego Urzędu Miasta systemu bezprzewodowych mikrofonów. Na mikrofony, karty identyfikacyjne i terminale miasto wydało ok. 65 tys. złotych. Sprzęt daje się jednak radnym we znaki i odmawia posłuszeństwa praktycznie na każdej sesji.
- Działanie tego sprzętu pozostawię dziś bez komentarza- podsumował podczas ubiegłotygodniowej sesji Maciej Borysewicz, przewodniczący Rady Miasta. - Może trzeba było wydać 160, nie 60 tys. zł- dodał z przekąsem.
Sprzęt odmawiał radnym posłuszeństwa praktycznie przez całą sesję. Już pierwsze punkty obrad rajcy musieli przegłosowywać ręcznie, bo system zawieszał się, psuł i źle liczył głosy. Problemy trwały praktycznie do końca sesji.
Sporo uwagi system wymagał od przewodniczącego prowadzącego obrady- przy każdym punkcie musiał on kontrolować, czy zainstalowane terminale prawidłowo naliczają głosy. Zdarzały się bowiem pomyłki, wymagające powtórzenia głosowania.
W trakcie obrad radni kilkukrotnie zwracali uwagę na to, że przydałaby się naprawa sprzętu.
Wygląda jednak na to, że jakiekolwiek naprawy pociągną za sobą konieczność nowych wydatków. Firma, która zamontowała kompleksowy system obsługi sesji Rady Miasta udzieliła bowiem (zgodnie z wymogami przetargu) 24-miesięcznego okresu gwarancji. Ten minął jednak pod koniec maja.